Mając 29 lat zdecydowałam się wyjść za mąż. Mój narzeczony był poważnym mężczyzną, dlatego zdecydowaliśmy się nawet na spotkanie z jego rodzicami, zgodnie ze wszystkimi zasadami.
Karol pochodził ze wsi, a ja całe życie mieszkałam w mieście. Jego głównym warunkiem było to, żebym przeprowadziła się do niego, miał tam duże gospodarstwo i nie mógł go opuścić. Problemem było to, że pięć domów dalej mieszkała jego matka, która mogła przychodzić kiedy tylko chciała, nawet pięć razy dziennie, bo miała własny klucz.
Kiedy jej syna nie było w domu, przychodziła opowiedzieć mi o swoim byłym mężu. Dałam jej do zrozumienia, że nie interesował mnie ten temat, ale nie dało się jej powstrzymać. Pewnego dnia zaczęła się czepiać tego, jak sprzątałam. Jej zdaniem, postawiłam kubki w złej szafce, a krzesła nie były na swoich miejscach. Cóż, powiedziałam jej, że nie mieszkamy razem, więc będzie tak, jak ja chciałam.
Mimo rozmowy z teściową, w dalszym ciągu rządała porządku u nas w domu według jej standardów. Próbowałam rozmawiać z mężem, ale bezskutecznie. Co on mógł zrobić swojej matce? Wtedy postanowiłam, że nie będę mieszkać w tym domu po ślubie z narzeczonym. Uważałam, że była to słuszna decyzja, inaczej moje relacje z teściową byłyby o wiele gorsze po dłuższym czasie.
Karol zwlekał przez długi czas, aby powiedzieć o tym swojej matce. Wraz z naszym wyjazdem narzeczony zostawił jej duże gospodarstwo. Było tam prawie 50 kurczaków, 5 świń i królików, ciężko było to wszystko zliczyć. Po prostu nie mogłam już znieść życia według zasad mojej teściowej. Nie czułam się w tym domu jak pełnoprawna gospodyni.

