Byłam mocno zdziwiona kiedy zorientowałam się kto do mnie dzwoni, to przecież nie możliwe. Zofia pracuje we Francji i dzwoni jedynie do swojego syna i to tylko w niedziele. Nie znamy się dobrze, kiedy brałam ślub z jej synem ona była we Francji, mieszka tam nadal, w ciągu ostatnich siedmiu lat odwiedziła nas może 3 razy. A teraz nagle do mnie dzwoni? Kiedy odebrałam, nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
Jestem mężatką od ośmiu lat. Poznałam Bartka, kiedy byliśmy jeszcze studentami. Teraz mamy dwójkę dzieci i poukładane życie, jesteśmy szczęśliwi. Mieszkamy w jego mieszkaniu, które kupiła mu matka, kiedy był jeszcze studentem.
Przez lata widziałam moją teściową tylko kilka razy. Zofia ma swoją rodzinę we Francji, tam też ma córkę, więc raczej nie planuje powrotu do Polski. Nie zapomina jednak o swoim synu, bardzo często rozmawiają i dzięki niej nie musimy martwić się o dach nad głową.
Jak tylko Bartek zaczął pracować, od razu powiedział matce, że nie musi go już wspierać finansowo. Bez względu na to, jak było nam ciężko, przez lata nigdy nie przyjęliśmy żadnej pomocy od mojej teściowej.
Teściowa zadzwoniła do mnie w zeszły poniedziałek. Byłam szczerze zaskoczona, ponieważ przez lata nigdy do mnie nie dzwoniła. Nie miałam nawet zapisanego jej numeru. Podniosłam słuchawkę, a ona zamiast się przywitać i powiedzieć chociaż zwykłe dzień dobry, przeszła od razu do rzeczy.
Słuchałam i nie dowierzałam, trzy razy zastanawiałam się nad przerwaniem połączenia, bo to co mówiła było straszne. Moja teściowa mówiła wiele nieprzyjemnych rzeczy, nie o mnie osobiście, ale o tym jak moi rodzice powinni nam pomagać, ale tego nie robili.
– Jak długo spłacacie już ten samochód? – krzyczała – Czy tylko ja muszę utrzymywać tę rodzinę? Jak to jest, że jedna matka daje mieszkanie i nowe sprzęty, a druga tylko ręcznie wyszywane swetry? Dlaczego mój syn musi pracować na dwa etaty dzień i noc, żeby opłacić ten samochód, a jego teściowie nic sobie z tego nie robią i siedzą całymi dniami przed telewizorem? Nie wstyd tobie i twojej rodzinie?
Byłam zszokowana, wysłuchałam całej tej nagonki w milczeniu, a kiedy skończyła pożegnałam się i rozłączyłam. Wieczorem zapytałam męża o co chodzi z tymi nagłymi zarzutami i po jego reakcji zorientowałam się, że on wie o całej sprawie.
– Zrozum, ona po prostu nie rozumie jak to możliwe. W naszej rodzinie jest zwyczaj, że rodzice każdej ze stron pomagają młodej parze. Myślę, że to przestarzałe myślenie, ale nic nie poradzę, że mojej matce ciężko jest zrozumieć, że twoi rodzice nie widzą potrzeby aby nam pomagać.
Sposób w jaki mój mąż to powiedział sprawił, że zaniemówiłam. „Twoi rodzice nie widzą potrzeby”.
Moja mama urodziła mnie późno, mój ojciec ma teraz 78 lat, a matka 70. Jak więc mogą mi pomóc i co mogą zrobić, poza podzieleniem się receptą z apteki? I dlaczego mieliby pomagać dorosłej, zamężnej kobiecie? Płacimy za ten samochód razem, wzięliśmy go zdając sobie sprawę, że będziemy musieli oszczędzać na wszystkim przez rok lub dwa, a teraz okazuje się, że ta sytuacja jest przez moich rodziców.
Z ciekawości zapytałam męża, czy przyjął by pomoc od mojego taty, wstał i spojrzał na mnie ze zdziwieniem:
– Mówię ci, że nie potrzebujemy pomocy ani od mojej matki, ani od twoich rodziców. Nie ma o czym mówić, kropka. To tylko opinia mojej matki i tradycje wyniesione z domu. To wszystko.
Od tamtej pory minęło kilka dni, a ja wciąż o tym myślę. Czuję się rozgoryczona, mam wrażenie jakbym żyła na czyjś koszt i nie mieszkała u siebie,
Może to rzeczywiście takie tradycje, a ja o tym nie wiem?
Jeśli jeden rodzic pomaga młodym, to czy pozostali rodzice powinni robić to samo? A jeśli nie mogą, to co powinni zrobić? Wziąć kredyt, żeby pomóc pracującej córce spłacić samochód?

