Moja ciocia mieszka na wsi. Ma trzy córki i syna. Jedna córka, najstarsza, mieszka w sąsiednim mieście, 30 kilometrów ode mnie, ale od dawna się nie widzieliśmy. Ciocię odwiedzam rzadko, raz na jakiś czas. Los chciał, że akurat podczas jednej z tych wizyt spotkałem tę najstarszą córkę w wiosce. Podczas rozmowy dowiedziałem się, że za 10 dni będzie obchodziła swoje 50. urodziny.
Mimo, że nie zamierzali świętować, postanowiliśmy bez uprzedzenia ich odwiedzić z tej okazji. Jako honorowi ludzie, przynieśliśmy nawet prezent – złotą bransoletkę. Rozgościliśmy się ale rozmowa za bardzo się nie kleiła, chyba nie byli zadowoleni z naszej wizyty. Na odchodne zaprosiliśmy ich do nas, ale nie przyszli ani nie zadzwonili.
Kilka dni później pojechałem znowu na wieś odwiedzić ciocię z okazji jej 80. urodzin i kupiłem z rodziną prezenty dla niej i jej męża. Jakiś czas wcześniej dowiedziałem się, że jej druga córka, której nie widziałem od dzieciństwa, wróciła do wioski, żeby mieszkać tam ze swoim mężem. Kupiliśmy whisky i wiele różnych przekąsek, żeby uczcić urodziny cioci ale też zjednoczyć się z jej córką.
Myślałem, że moja kuzynka przyjdzie wieczorem ze swoim mężem, i zorganizujemy przyjęcie, posiedzimy razem i pogadamy. Przyjechaliśmy w południe, usiedliśmy, zjedliśmy obiad, a moja ciocia otworzyła butelkę nalewki i powiedziała, że nie pije niczego innego. Siedzieliśmy tam, rozmawiając, kiedy drzwi nagle się otworzyły, ktoś przemknął szybko obok nas, mówiąc „cześć”, i zniknął.
To była Daria, moja kuzynka. Byłem zdziwiony jej zachowaniem, poszedłem do niej i chciałem porozmawiać, zapytałem czy coś się stało.
Mówiła coś niezrozumiale. Wróciłem do stołu. Nie miałem ochoty z nią rozmawiać. Moja żona coś próbowała do niej mówić ale bez skutku.
Potem jej matka (moja ciocia) zapytała, gdzie jest jej mąż i czy przyjdzie.
Okazało się, że pomagał tam komuś, wypił i poszedł spać, więc nie przyjdzie. Potem, kiedy wszyscy byli na zewnątrz, a ja wszedłem do środka na chwilę, żeby wziąć tabletkę, ona weszła i powiedziała:
– Cześć, wychodzę.
– No, cześć, do widzenia.
Myślałem, że wróci wieczorem ze swoim mężem.
Wieczorem ich nie było. Poprosiłem ciocię, żeby zadzwoniła i zapytała, czy przyjdą. Zadzwoniła i powiedziała, że jej mąż jeszcze śpi i nie przyjdą. Ok, posiedzieliśmy z ciocią i jej mężem, otworzyliśmy butelkę dobrego wina, ale nie otworzyliśmy whisky. Wypiliśmy po troszeczku, nawet nie pół butelki.
Pomyślałem, że może przyjdą rano. Rano ciocia powiedziała, że jej mąż musiał gdzieś jechać i jest zajęty. Moja kuzynka też nie przyszła ani nie zadzwoniła.
Wiadomo o co chodziło. Gdy już było jasne, że oni nas tam po prostu nie chcą, zabrałem whisky. Ludzie starsi nie piją whisky, a ja nie chciałem zostawić tego dla takiej rodziny kochanej.
Ciocia kiedyś powiedziała, że zięć przychodzi i popija wszystko co goście zostawiają. Pomyślałem, że wystarczy im wino, którego sporo zostało i inne przysmaki, które przynieśliśmy. Ciocia zapytała mnie, gdzie jest butelka whisky. Powiedziałem jej wprost, że whisky i kawior były na ucztę, a skoro nie ma uczty, zabrałem je z powrotem.
Tak więc, taka historia z tymi krewnymi. Teraz myślę, że nie będę szybko wracać do wioski, a może w ogóle nie wrócę.

