– Składam pozew o rozwód – oznajmiła Magda.
Paweł w tym czasie z zafascynowaniem oglądał mecz piłki nożnej i… nie zareagował na słowa żony.
Magda podeszła i wyłączyła telewizor.
– Co ty robisz?! Zwariowałaś?! – krzyknął Paweł, po czym się opanował i spokojnie powiedział:
– Przepraszam. To był bardzo ważny moment.
– Jestem pewna, że nie ważniejszy niż to, co powiedziałam.
– Co powiedziałaś? – zmieszał się mąż, uświadamiając sobie, że jak zwykle przegapił słowa żony.
– Składam pozew o rozwód.
Paweł wytrzeszczył oczy:
– Jak to „o rozwód”? Dlaczego? Wydawało mi się, że wszystko jest w porządku.
– Tak ci się wydawało.
– Poczekaj… Wczoraj byliśmy w kinie, przedwczoraj przyniosłem ci kwiaty, tydzień temu wybraliśmy się do teatru. Wszystko, co lubisz…
– Tak, ale to wszystko zdarzyło się po raz pierwszy od siedmiu lat małżeństwa. I dobrze wiem dlaczego.
– Dlaczego?! – Paweł zaczął się irytować.
– Bo zaczęłam pracować, zapisalam się na siłownię, odwiedzam salon piękności, zmieniłam styl, poznałam nowych znajomych.
– Co to ma wspólnego?
– Wszystko! Zobaczyłeś, że jestem interesująca dla innych, że mężczyźni zwracają na mnie uwagę, że już nie potrzebuję cię tak jak kiedyś.
– Bzdura…
– Nie, Paweł, to nie bzdura. Inaczej byś się nie przestraszył, nie zacząłbyś się koło mnie kręcić, dogadzać mi, zaglądać mi w oczy, nie przynosiłbyś kwiatów. O kinie i teatrze nie wspomnę. Z twojej strony to istny wyczyn!
– Starałem się… Chciałem zrobić coś miłego… Czekaj, więc z tego powodu chcesz się rozwieść?
– Tak. Już nie chcę tak żyć. Teraz udajesz kochającego męża, ale gdzie byłeś, gdy byłam w ciąży, gdy rodziłam dzieci, gdy nie spałam w nocy? Ani razu mi nie pomogłeś! Byłeś w naszym życiu tylko symbolicznie. Przychodziłeś, jadłeś, spałeś. Mogłabym policzyć, ile razy wziąłeś dzieci na ręce!
– Pracowałem! – Paweł aż podskoczył z oburzenia – żeby was utrzymać!
– Pracowałeś, nie zaprzeczam. Ale nie tylko nas utrzymywałeś – siebie też. Miałeś wolne weekendy, ale wolałeś spędzać je z kolegami.
– Mam do tego prawo!
– A ja – nie miałam wolnych weekendów – kontynuowała Magda, ignorując uwagę męża – chociaż dzieci… to też twoje dzieci. Tylko że to interesowało cię najmniej. Słyszę twoje słowa: dałem ci pieniądze, czego jeszcze chcesz? Ja chciałam, żeby obok był ktoś bliski i niezawodny. Ktoś, kto mnie wesprze. I nie tylko finansowo, ale też emocjonalnie. Żeby mnie żałował w końcu.
Dla ciebie to jednak nie miało znaczenia. Żyłeś swoim życiem, w którym ani ja, ani dzieci nie istnieliśmy…
– Nie przesadzaj.
– Nie przesadzam. Wiesz chociaż, do którego przedszkola chodzą? Codziennie spędzamy czterdzieści minut, żeby tam dotrzeć. Rano! Transportem publicznym! A ty jeździsz do pracy sam samochodem jak pan. I wychodzisz w dwadzieścia minut. Jednak ani razu nie zaproponowałeś, żeby zawieźć dzieci do przedszkola.
– Nie prosiłaś – burknął Paweł.
– Dlaczego mam prosić? Są rzeczy, o które kochającego męża i ojca się nie prosi. To – samo przez się oczywiste. Tyle że nie w twoim przypadku, bo o miłości mowy nie ma. Nigdy nie było…
– Robisz ze mnie potwora…
– Nie, Paweł, nie jesteś potworem. Po prostu jesteś całkowicie obcą mi osobą. Stałeś się obcy… Albo zawsze nim byłeś.
– A co z dziećmi? Co im powiesz? Jak to wyjaśnisz?
– Och, wstrzymajcie mnie ktoś! – roześmiała się Magda, – przecież oni niedawno dopiero cię na ulicy rozpoznali! Więc z tym problemu nie będzie.
Paweł nie wiedział, co odpowiedzieć. Częściowo Magda miała rację, ale można było też zrozumieć jego punkt widzenia: jest mężczyzną, ona – kobietą i powinna znać swoje miejsce, zająć się domem i dziećmi. Tak zawsze mówił ojciec Pawła. I jego mama się zgadzała. A Magda jakoś nie była zadowolona…
– A jak zamierzasz żyć z dwiema pensjami i dwójką dzieci? – przeszedł Paweł do ataku, – ja ani grosza ci nie dam!
– Otrzymam, – spokojnie odpowiedziała Magda, – alimenty przecież dalej obowiązują. A majątek, który zgromadziliśmy przez te siedem lat, zostanie podzielony przez sąd. Choć nie ma zbyt wiele do podziału, to jednak coś tam jest. Lodówka, jakby nie patrzeć, bardziej się przyda mi i dzieciom. Wiedząc ciebie, jestem pewna, że właśnie na niej się skoncentrujesz, żeby mi dokuczyć. Więc wszystko – tylko przez sąd. Na szczęście, nie mamy mieszkania. Swoją drogą, możesz tu zostać. A my z dziećmi inne wynajmiemy (mówiąc ostatnie zdanie, Magda zrobiła małą pauzę, w głębi duszy mając nadzieję, że Paweł nie zgodzi się i powie, że to on wynajmie inne mieszkanie, a żona z dziećmi mogą mieszkać tam, gdzie są przyzwyczajeni… Ale Paweł nic takiego nie powiedział), – … już znalazłam odpowiednie niedaleko przedszkola.
– No i idźcie sobie! – Paweł już nie mógł spokojnie słuchać Magdy, – myślisz, że wszystko zaplanowałaś?! Niczego nie zapomniałaś?! A samochód? Jego ci nie oddam!
– I nie proszę o niego, – uśmiechnęła się Magda, – nie jest mi potrzebny.
– Dlaczego jesteś taka szczodra?! – Paweł nie mógł się powstrzymać, – samochód ci nie potrzebny! Na pewno już się innym wożysz?! Przyznaj się, od kiedy rogi mi rośnie?! Stałaś się wyjątkowo odważna!
– Nie zdziwiłeś mnie, – Magda była całkowicie spokojna, – wiedziałam, że to usłyszę.
– Zrozum w końcu, – Paweł zbliżył się do żony, chwycił ją za ramiona i zaczął trząść, – komu jesteś potrzebna z dwójką dzieci?! Może… zapomnijmy o wszystkim, co tu powiedziałaś? Będziemy żyć razem jak dawniej. Obiecuję, że się zmienię!
– Jak dawniej? Już nie, – odpowiedziała zdecydowanie Magda, – to nie wchodzi w rachubę.
– Ale dlaczego?! – Paweł nie krzyczał, on wrzeszczał na całe gardło.
– Bo już cię nie kocham…
Paweł zgłupiał, wewnętrznie spanikował i nagle, jakby poczuł, że dalsze rozmowy są bezcelowe, zgodził się:
– Skoro tak – składaj pozew o rozwód.
Rozwód został przeprowadzony po pół roku. Wszystko potoczyło się tak, jak zaplanowała Magda.
Teraz mieszka z dziećmi niedaleko przedszkola, a poranki w dni robocze ma znacznie spokojniejsze.
A w weekendy – ma wreszcie czas dla siebie! A to dlatego, że były mąż zabiera dzieci do siebie! Zabiera je na miasto, spędza z nimi czas u siebie w domu, gra z nimi w różne gry. Nawet sam gotuje!
I kto zrozumie tych mężczyzn?
Gdy są żonaci – ani żona, ani dzieci nie są potrzebne. Traktują to jako coś oczywistego.
Po rozwodzie – i czas na dzieci mają, i zostają niemal najlepszymi ojcami na świecie…

