Spotkanie klasowe
Małgosia była najbardziej niepozorną dziewczyną w klasie. Przynajmniej tak sama uważała. Niska, delikatna, z rudymi włosami… Małgosia zmagała się z kompleksami na punkcie swojego wyglądu, z zazdrością patrząc na jasnowłose i niebieskookie koleżanki z klasy.
– Córeczko, rozkwitniesz jak pączek róży – pocieszała ją mama – ja też późno zaczęłam przypominać damę. Dopiero w wieku szesnastu lat. Nie spiesz się, jeszcze zdobędziesz serca chłopców. Teraz masz dopiero trzynaście lat.
– Mamo, wcale się nie spieszę – opuszczała rzęsy Małgosia, choć jej zielone oczy zdradzały inne emocje. Małgosia ze smutkiem patrzyła w lustro i wzdychała.
Od dawna podobał jej się chłopak z równoległej klasy – Wojtek. Wysportowany, wysoki, wesoły. Jego odwaga w grach i zabawach przypominała wręcz brawurę. Patrząc, jak chłopcy grają w koszykówkę na WF-ie, śledziła Wojtka. Zarażał wszystkich swoją energią, a zespół zawsze zwyciężał.
Nawet gdyby Wojtek nie był tak przystojny, i tak podobałby się Małgosi, ale jego wyrazisty wygląd nie dawał jej szans na przyjaźń z takim liderem.
Dodatkowo, wokół Wojtka zawsze kręciły się koleżanki i koledzy – nie sposób było się do niego zbliżyć. Nigdy nie był sam. Zawsze w tłumie znajomych. Ale nawet przypadkowe spotkania na korytarzu były dla Małgosi radością. Niestety, brak pewności siebie utrudniał jej sytuację. Kiedy zbliżała się do Wojtka, ledwo na niego spojrzała, od razu spuszczała wzrok…
Małgosia nie mówiła nikomu o swojej dziecięcej miłości, ale wydawało jej się, że cały świat zna jej tajemnicę, i tylko na myśl, że mogliby się z niej śmiać koledzy z klasy lub, co gorsza, sam Wojtek, czerwieniła się ze wstydu…
Postanowiła, że za wszelką cenę musi o nim zapomnieć, przestać zwracać na niego uwagę i nie myśleć o nim wcale. Początkowo słabo jej to wychodziło, ale siła woli zrobiła swoje. Małgosia uspokoiła się i poczuła ulgę. Zaczęła nawet czuć dumę z siebie.
– Najważniejsze, żeby go unikać – szeptała do siebie. Widząc Wojtka w szkole, natychmiast skręcała w przeciwnym kierunku albo starała się szybko przemknąć, chowając się za plecami innych.
Minęły dwa lata. Małgosia dobrze się uczyła, urosła i przestała tak bardzo przejmować się swoim wyglądem, bo przepowiednie matki się spełniły: z dziewczynki Małgosia stała się delikatną, smukłą panną w jedno lato.
Po ósmej klasie Małgosia poszła do technikum. O losach Wojtka i innych dowiadywała się z rzadkich spotkań z byłą wychowawczynią. Pani Barbara mieszkała na tej samej ulicy co Małgosia.
Na spotkania klasowe Małgosia nie chodziła. Jakoś jej klasa nie była zgrana i Małgosia nie miała szkolnych przyjaciół. Tylko raz, kiedy postanowili zorganizować spotkanie z okazji jubileuszu Pani Barbary, Małgosia zdecydowała się pójść, by pogratulować ulubionej nauczycielce.
Minęło trzydzieści lat od ukończenia szkoły! Spotkanie było wzruszające, ponieważ wielu z nich nie widziało się od czasów szkolnych. Przyszli także uczniowie z równoległej klasy.
Małgosia zadrżała, zobaczywszy Wojtka. Wysoki, elegancki mężczyzna z siwizną, zadbaną brodą. Niewiele przypominał dawnego zuchwałego chłopaka. Jedynie jego oczy były te same – wesołe, z iskierkami.
W auli panował gwar. Po złożeniu życzeń Pani Barbarze, wszyscy rozmawiali w grupkach, wiele osób się ściskało.
Jakież było zaskoczenie Małgosi, gdy Wojtek podszedł do niej z szerokim uśmiechem, mówiąc:
– Oto i moja tajemna szkolna miłość… Małgosia.
Delikatnie ukłonił się i pocałował jej dłoń. Jakby nie minęły dziesiątki lat – Małgosia zarumieniła się.
– Miłość? Ja? – wykrzyknęła, – a dlaczego dowiaduję się o tym tak późno?
Oboje się roześmiali. Oczywiście, wszyscy zdążyli już założyć rodziny i mieć dzieci, łącznie z Wojtkiem i Małgosią.
Wojtek i Małgosia stali na uboczu. Opowiadał jej o swojej pracy, rodzinie i synu.
– Też mam syna, – odpowiedziała Małgosia, tak jak kiedyś marzyła. Westchnęła i pytająco spojrzała na Wojtka:
– Ale dlaczego ja? Dlaczego ci się podobałam? Przecież byłam najcichsza i najskromniejsza… I do tego nieładna…
– Chodziło właśnie o to. Nie chciałaś być ze mną jak inni. Zawsze przechodziłaś z dumnie podniesioną głową… Nawet nie myślałem, żeby podejść. Dumna. Ale bardzo mi się podobałaś. Choć teraz to tylko słodkie wspomnienie młodości.
– A ty podobałeś mi się nie mniej, nie umiem opisać ci wszystkiego… – wypaliła Małgosia, – ale nie mogłam przebić się przez tłum twoich znajomych… I nie miałam odwagi podejść pierwsza. Ale to wszystko naprawdę była tylko dziecięca miłość.
– Kto wie… – zamyślił się Wojtek, – może nieświadomie coś przeoczyliśmy w naszym życiu.
– Pewnie tak, – zaśmiała się Małgosia, – Może spotkamy się następnym razem. W kolejnym życiu…
– Będę szukał twoich zielonych oczu, – szepnął Wojtek i smutno się uśmiechnął. Wyraźnie był oczarowany Małgosią. A ona rzeczywiście była piękna. Późny kwiat – jak kiedyś mówiła jej mama.
Nagle Małgosię ktoś zawołał.
– Mamo! Przyjechaliśmy z tatą po ciebie, jak prosiłaś…
Przez tłum przeciskał się młody mężczyzna.
– Poznaj, to mój syn… – powiedziała Małgosia z uśmiechem.
– Wojtek, – zwrócił się do niego syn Małgosi.
– Wojciech Józefowicz, – wyciągnął rękę Wojtek. Spojrzał na Małgosię, w jego oczach było zdziwienie, czułość i zmieszanie.
Małgosia zamachała do niego i ruszyła do wyjścia. Już na progu dogonił ją Wojtek.
– Posłuchaj, Małgosiu… – patrzył na nią wilgotnymi oczami, – dziękuję ci…
– Za co? – zdziwiła się Małgosia.
– Za syna. Rosnie kolejny Wojtek. Dzięki za wspomnienia…
Małgosia skinęła głową. Podeszła do samochodu i usiadła na tylnym siedzeniu.
Mąż Małgosi zapytał:
– Jak poszło?
– Dobrze, – odpowiedziała Małgosia, – wielu kolegów przyjechało. Przyjemnie było zobaczyć. Trochę też smutno, oczywiście. Czas nas zmienia… Cieszę się z Pani Barbary. Heroiczna nauczycielka. Oby Bóg dał jej zdrowie na wiele pokoleń uczniów…

