Synowa namówiła nawet sąsiadów, żeby uprzykrzali mi życie

Otrzymałem dom po moich rodzicach, który stoi na obrzeżach miasta. Nie często tam zaglądałem. Mój syn postanowił go trochę odnowić i zabrać tam swoją rodzinę, jakby to było letnie miejsce wypoczynku. Mój siostrzeniec (syn mojej zmarłej siostry) też tam przybył i dorzucił pieniądze na remont.

Przez kłopoty remontowe z moim mieszkaniem w bloku, musiałem przenieść się do tego domu. Zgodnie z dokumentami, jestem jedynym spadkobiercą i właścicielem. Moja synowa pochodzi z ubogiej rodziny, więc rodzice nic jej nie zostawili.

Gdy zaczęliśmy mieszkać wszyscy razem, zaczęła siać nie przyjemną atmosferę. Nie dogadywałem się z nią. Jej zachowania mnie dziwiły, np. przestawiała naczynia po swojemu, wyrzucała resztki owoców, które mogły się jeszcze nadać. Przestałem z nimi jeść. Ale znalazła sobie sojuszników w sąsiedztwie, którzy wspierali ją przeciwko mnie. Uknuła plan, wymyśliła, że powinienem trafić do szpitala, a mój syn tylko na to patrzył, nie interweniował.

Jestem zdecydowaną osobą a na dodatek panem tego domu, więc jasno powiedziałem, że nie chcę jej tu widzieć. Nie pojawiła się tutaj przez prawie rok, ale mój syn z dziećmi czasem przychodzą. Mój syn i siostrzeniec sadzą coś w ogródku, pozwalam im na to. Synowa chciałaby, żeby mój syn namówił mnie na przepisanie im domu. Nie chcę się na to zgodzić, nie po tym jak jestem traktowany.

Doszło do tego, że grozili mi , że usuną okna i drzwi, które wymienili, i bramę, mimo że mój syn wziął ode mnie pieniądze na remont. Kuchenka jest moja, pralka jest moja, dwie lodówki są moje, pościel jest moja, naczynia są moje. Notariusz potwierdził, że nawet jeśli zrobili remont, dom i wszystko co w nim jest, nie należą im się i że mogę wzywać policję, jeśli zaczną coś wynosić.

Potem pojawił się kolejny problem. Sąsiad, który wspierał moją synową, zaczął się czepiać mojego psa Azora, który dużo szczeka i ganiał jego kurczaki. Powiedział, że zatruje go, ale nie poprzestał na tym, posłał swojego owczarka niemieckiego, kiedy wychodziłem z Azorem na spacer.

Pies ugryzł mnie i mojego psiaka, podczas gdy on siedział i na to patrzył ze swoim 15-letnim synem. Mój syn o wszystkim się dowiedział, ale nawet nie ruszył palcem w tej sprawie. Zadzwoniłem na policję, sporządziłem raport, napisałem oświadczenie, ale policja nie zareagowała, powiedzieli mi, że mam iść z tym do sądu.

Po tej sytuacji mój syn przestał dla mnie istnieć, przestałem z nim rozmawiać. Próbuje przychodzić i kłócić się z sąsiadem, żeby zrobić na mnie wrażenie i żebym zmienił zdanie.

Gdyby nie to wszystko, sprzedałbym ten dom, nawet sprzedałbym moje mieszkanie po śmierci żony. Moja córka również nie daje mi wsparcia, muszę wszystko robić sam. To bardzo bolesne, że moje dzieci tak się zachowują i nie są dla nich ważne więzi rodzinne.

Oceń artykuł
Newskey24
Synowa namówiła nawet sąsiadów, żeby uprzykrzali mi życie