No słuchaj, zrobiłem sobie test na chciwość dla Izy – powiedział Kacper z ironią w głowie, patrząc na kolegę. – No bo co, znowu trafiłaby się taka, co tylko patrzy na cyferki na koncie, a nie na człowieka?
– Nie przypominaj – skrzywił się chłopak. Ostatnia dziewczyna wyciągnęła z niego kupę forsy! Na szczęście przejrzał na oczy i się uwolnił. – Iza wydaje się skromna, nie jakaś wybitna, ale lepiej dmuchać na zimne. Jak zda test, dostanie najpiękniejsze wesele i życie jak z bajki – salony, wakacje, cały szpan.
Kacper ogarnął wszystko co do grosza. Wynajął malutkie mieszkanko (według niego – nora), wziął w leasing tani polski grat, choć aż się wzdrygał na jego widok, kupił ciuchy z sieciówki. Chciał wyglądać na typowego szaraka, żeby Iza nawet nie pomyślała, że ma do czynienia z kimś z wyższych sfer. Czasem popełniał gafy, ale dziewczyna albo nie zauważała, albo udawała, że nie widzi.
– Iza myśli, że jestem zwykłym menadżerem, który zbiera na wkład własny – parsknął śmiechem, a kolega mu dorównał. Kacper mógłby dziś kupić apartament w centrum Warszawy. Dobrze być dzieciakiem bogatych rodziców! – No i jest przekonana, że jestem sierotą.
– Ale masz wyobraźnię! Jak ty się jeszcze nie wydałeś? Przecież nie masz pojęcia, jak żyją normalni ludzie! Od małego szofer, prywatne szkoły, służba…
– Doradzał mi jeden gość z ochrony. Za parę stówek wyłożył mi, jak to działa – Kacper spojrzał na zegarek i wstał. – No dobra, muszę się przebrać i jechać po Izę. Obiecałem ją dziś odebrać ze studiów. Może wpadniemy po drodze do jakiejś knajpy.
– Tylko uważaj, żebyś się nie zatruł – zaśmiał się kolega. – Nie przywykłeś do takiego żarcia.
*************************
Kacper czekał na dziewczynę, ściskając najtańszy bukiet z kiosku. Dla niego to były grosze – tyle wydawał na poranną kawę. Ale trzymał fason skąpego chłopaka, więc zignorował lekceważące spojrzenie sprzedawczyni.
A teraz widzi Izę. Coś jest nie tak – blada jak ściana, ledwo powłóczy nogami. O mało nie płacze!
– Co się stało? – zapytał zaniepokojony. Ktoś ją skrzywdził? – Iza, o co chodzi?
Przytulił szlochającą dziewczynę, kompletnie zdezorientowany. Nagle przypomniał sobie, że Iza wspominała o chorobie ojca. Może sprawa jest poważniejsza, niż mówili lekarze?
– Coś z tatą? – Iza tylko kiwnęła głową, nie mogąc mówić. – Chodź, pójdziemy gdzieś usiąść. Tam pogadamy.
Okazało się, że miał rację – chodziło o jej ojca. Potrzebna była operacja, niby rutynowa, ale wiek komplikował sprawę. Lekarz otwarcie powiedział, że szanse wzrosną, jeśli „wesprze się” pewną sumą.
– Pięćdziesiąt tysięcy! Pięćdziesiąt! – Iza była tak roztrzęsiona, że nie zauważyła lekkiego uśmieszku Kacpra. Dla niego to była kwota, którą wydawał na kolację w modnej restauracji. – Skąd my to teraz weźmiemy? Wszystko idzie na leki!
– Chętnie bym pomógł, ale nie mogę teraz wyciągać pieniędzy z lokaty – strasznie bym stracił – starał się wyglądać na zmartwionego. – A w ogóle, jesteś pewna, że trzeba płacić?
– No jasne! – otarła łzy. – Tata jest ważniejszy niż pieniądze!
– Ale pomyśl – zaczął podstępnie Kacper – jak zapłacicie, to potem nikt nawet za darmo nie podejdzie! Złóżcie skargę, nie dajcie się naciągać!
– Nic nie udowodnimy, a tata może nie przeżyć!
Szybko zrozumiała, że od Kacpra nie doczeka się pomocy. I w sumie… nie miała prawa niczego wymagać. Ale wiedziała, że kłamie – widziała, jak wyciąga grube banknoty z portfela.
No cóż, zostawało ostatnie wyjście. Nie zostawi ojca bez pomocy! Nawet jeśli będzie musiała rzucić studia – była na czwartym roku, same piątki w indeksie.
Rodzina jest ważniejsza.
***************************
Trzy tygodnie później
Iza była w świetnym nastroju. Tata szybko wracał do zdrowia, a ona znalazła niezłą pracę. Studia skończy, tylko trochę później – ale skończy! Przyszłości sobie nie odbierze.
A Kacper napisał, że ma dla niej niespodziankę. Ciekawe, co to będzie?
Ale szybko humor jej zrzedł…
– Zdałaś test – Kacper stał w markowych ciuchach, z drogim zegarkiem na ręce, a za nim lśniło auto, od którego śliniła się połowa męskiej części ulicy. – Teraz wiem, że nie jesteś ze mną dla kasy. Wychodź za mnie!
Nie klękał, ale w ręce trzymał aksamitną szkatułkę. Iza, ledwo hamując wściekłość, patrzyła na migoczące w słońcu diamenty.
– Ten pierścionek wart ćwierć miliona – przechwalał się. – Zasługujesz na to! Urządzimy wesele, o jakim marzysz, będziesz mieć wszystko…
Głośny policzek przerwał jego monolog. Iza ledwo panowała nad sobą! Jak on śmiał? Ten pierścionek był pięć razy droższy niż suma, która uratowała jej ojca! Gdyby od początku był szczery, mogłaby już skończyć studia!
– O co ci chodzi?! – wykrztusił zszokowany. Spodziewał się uścisków, a dostał w twarz.
– Spadaj! Najlepiej bardzo daleko!
I więcej już z nim nie rozmawiała. Ani razu.

