Jechałam pociągiem, kiedy do mojego przedziału wpadła dziwna rodzina. Po tym dniu obiecałam sobie, że już więcej nie wsiądę do pociągu
Mieszkam na północy kraju i na wakacje jeżdżę pociągiem na południe. Dla mnie to normalne, podróżować w ten sposób. Niestety tym razem miałam nienormalnych ludzi w wagonie.
Podróż była długa i w nocy, więc zdecydowałam się na wagon sypialny. Dopóki byłam w nim sama, rozłożyłam swoje rzeczy na dolnej kuszetce. Usiadłam przy stole i czytałam książkę. Wtedy wtargnęła do przedziału rodzina złożona z rodziców, babci i ich 3-letniego synka. Od razu zaczęli mnie prosić, żebym przeniosła się na górną półkę, bo inaczej im i dziecku będzie nie wygodnie.
Zmieniłam miejsce bez zawahania.
Wtedy zaczęła się najbardziej nieprzyjemna rzecz. Najpierw ojciec rodziny zdjął buty. Zapach był taki, że myślałam, że zwymiotuję. Dobrze, że na drugiej półce wygodnie było mi otworzyć okno. Mogłam oddychać czystym powietrzem. Potem wyjęli jedzenie, które cuchnęło czosnkiem z dodatkiem czegoś zgniłego. Jedzenie mogło być świeże, ale wszystko zmieszane razem tworzyło obrzydliwy zapach. Zjedli, posprzątali.
Byłam szczęśliwa, ale nie na długo. Dziecko zechciało iść do toalety. Babcia wyjęła garnek i postawiła go na środku naszego przedziału. Dziecko usiadło, a babcia i matka zaczęły do niego mówić „pi, pe, pe”. Trwało to z 10 minut, aż sama chciałam iść do toalety.
Dziecko zakończyło proces opróżniania pęcherza, a zapach dotarł do mnie na drugie piętro. Dobrze, że mama pomyślała, żeby wyrzucić i umyć garnek.
Kiedy babcia zasnęła, zaczęła chrapać. Rodzice uśpili dziecko i zaczęli starać się o drugie. Tuż obok mnie! Nie mogłam tego znieść! Opuściłam przedział. Do końca ich podróży przesiedziałam na korytarzu.
Na szczęście nienormalna rodzina wyszła 4 godziny wcześniej ode mnie, więc udało mi się przespać trzy godziny.
Cieszyłam się, że mimo unoszącego się w przedziale zapachu stęchlizny, udało mi się uciąć krótką drzemkę.

