Wadliwa ciężarna

Są kobiety, które w czasie ciąży każą traktować się jak cenne, delikatne okazy, cierpią na wszystkie możliwe dolegliwości, cały czas mają jakieś zachcianki, gdyby mogły, poprosiłyby o gwiazdkę z nieba.

Byłam w ciąży trzy razy i za każdym razem byłam jakąś dziwną ciężarną. Jakbym coś źle robiła, czy coś…

Zacznijmy od tego, że jakoś dobrze się czułam. Minęły mnie wszelkiego rodzaju zatrucia, zgagi i inne ” uroki ” ciąży, które uniemożliwiają kobietom normalne funkcjonowanie, w tym jedzenie. Od pierwszego dnia, kiedy pojawiło się we mnie nowe życie, zamieniłam się w gąsienicę, która aby utrzymać istnienie, musi pochłonąć wszystko, co napotka na swojej drodze. Dlatego już w czwartym miesiącu przybrałam mocno na wadze i ważyłam tyle, ile niektóre kobiety ważą dopiero w ostatnim miesiącu ciąży.

Jakże zazdrościłam zgrabnym kobietom, które miały mały brzuszek wyglądający jak piłka włożona pod ubranie! Mój brzuch był wszędzie: podpierał policzki, zerkał z dwóch stron z tyłu i zwisał w kierunku kolan. W szóstym miesiącu zmieniłam się w kobietę – stodołę, w ósmym w kobietę – dom, a w dziewiątym w kobietę – wieżowiec .

Próbując mnie uspokoić, jedna pielęgniarka w szpitalu powiedziała:

– Proszę się nie martwić. Tylko wtedy, gdy rodzą się chłopcy, brzuchy są okrągłe, a na dziewczynki brzuchy są takie, jak u Pani.

” No dobra „, pomyślałam, ” będę miała drugą córeczkę, więc znów wyglądam jak słoń, ale kiedy będę miała chłopca, będę piękna”.

Nie w tym przypadku. Ostatni, trzeci maluch 3/4 okresu spędzonego w moim brzuchu ukrywał przed lekarzami swoją płeć. Byłam jak zawsze ogromna. Moje samopoczucie i stan nie różniły się od dwóch poprzednich ciąż. Myśleliśmy, że w brzuchu znów jest dziewczyna. Wybraliśmy już imię dla dziecka i cieszyliśmy się, że tak wiele pięknych strojów dostanie od swoich sióstr. Na ostatnim USG, tuż przed porodem okazało się, że mamy… chłopca. Ogólnie rzecz biorąc, posiadanie brzucha jak piłki pozostało moim niespełnionym marzeniem.

Pomimo moich ogromnych rozmiarów, podczas wszystkich ciąż byłam bardzo aktywna, ale zachciankę miałam dziwną.

Czego chce normalna kobieta podczas ciąży? Pikli i mandarynek latem lub persymon i truskawek zimą? W dzisiejszych czasach to bzdury, a nie zachcianki. Ja wtedy chciałam nauczyć się jeździć samochodem, przynajmniej w pierwszej ciąży.

Jak powiedziałam, tak zrobiłam. W siódmym miesiącu, zaraz po przejściu na urlop macierzyński, kobieta – dom w mojej własnej osobie przyszła na pierwszą lekcję jazdy. Biedny instruktor zbladł i spocił się, gdy odsunęłamm siedzenie, wepchnęłam brzuch za kierownicę i powiedziałam wesoło, przekręcając kluczyk w stacyjce:

– Umiem trochę prowadzić, mój mąż mnie uczył.

W tym czasie samochód, uruchamiany na pierwszym biegu, podskoczył i pojechał do przodu. Zamknęłam oczy ze strachu i krzyknęłam, a instruktor instynktownie nacisnął na hamulec naszego samochodu, cicho przeklinając. Wyobraźcie to sobie: nawet na mnie nie krzyczał! Kamień, a nie człowiek!

Tym razem w nic nie uderzyliśmy i ogólnie rzecz biorąc, nigdy w nic nie wjechałam, chociaż byłam wyjątkowo tępym, ale bardzo ostrożnym uczniem. Nawet instruktorowi po trzech tygodniach przestały się trząść ręce i przestał pić walerianę w ostatnie dnie kursu.

Zdałam egzamin za trzecim razem, dwa tygodnie przed pierwszym porodem. Więc teraz  kiedy pytają mnie, jakie mam doświadczenie za kierownicą, bez wahania odpowiadam, że jest ono równe wiekowi najstarszej córki.

Czego jeszcze chcą kobiety w ciąży? Spacerować i więcej leżeć ? Podczas drugiej ciąży chciałam remontu, i to nie tylko kosmetycznych napraw, ale prawdziwego remontu z ekpią budowlaną, betonem, wymianą rur, okablowaniem elektrycznym i designerskimi dekoracjami dla dzieci. Wymyśliłam, aby w pokoju moich córek zrobić ścianę kredową do rysowania i oprawić to wszystko piękną ramą z gipsowymi, pomalowanymi owocami. Zgadnijcie, kto wyrzeźbił jabłka z gipsu, opierając ogromny, ciężarny brzuch o stół? Zgadza się, to byłam ja, kobieta – wieżowiec. Potem te owoce zostały również przeze mmnie pomalowane, mogłam to robić wygodnie umieszczając je na moim brzuchu.

Pewnego dnia, na korytarzu szpitala, gdzie przyszłam na kolejną wizytę do mojego lekarza, zadzwonili do mnie z ekipy remontowej:

– Proszę Pani, brakło nam płytek do łazienki, dzisiaj trzeba je kupić, bo jutro już kafelkarz idzie pracować do innego obiektu.

– Idę teraz do lekarza, a potem, w drodze do domu, wpadnę do sklepu budowlanego i kupię płytki – uspokoiłam ich.

Po zbadaniu mnie lekarz powiedział, że poród zaraz się zacznie i muszę udać się do szpitala położniczego.

– Ile zwykle trwa drugi poród? – zapytałam.

– Cztery godziny, ale może potrwać i czternaście godzin, zależy, jak pójdzie – odpowiedział lekarz delikatnie, myśląc, że się martwię i trzeba mnie uspokoić.

– Świetnie! Zaraz pobiegnę tylko po płytki, zawiozę je do domu, a potem wrócę do szpitala, załatwię formalności i rodzę – Wprawiłam w osłupienie dżentelmena w białym fartuchu i zniknęłam ze szpitala na dwie i pół godziny.

Druga dziewczynka urodziła się zdrowa i kreatywna. Teraz już wyrosła i ma bardzo rozwinięty gust w projektowaniu wnętrz. Może to dzięki remontowi?

Nadal zastanawiacie się, czego jeszcze chcą normalne kobiety w ciąży? Zrelaksować się. Ja za to w trzeciej ciąży naprawdę chciałam pracować i tymym razem pracowałam do końca.

Dwa tygodnie przed porodem udało mi się nawet pojechać pociągiem w podróż służbową do Warszawy, gdzie przeprowadziłam spotkania biznesowe z małymi, ale bardzo wpływowymi szefami zagranicznych przedsiębiorstwa (po prostu pokazałam im nasze sklepy). Jak wiadomo, feminizm kwitnie teraz w Europie, kobiety są równe mężczyznom, a ciąża wcale nie jest chorobą. Dlatego moi szefowie nie traktowali mnie lepiej ze względu na mój stan. Moi przełożeni także bardzo szybko chodzili. Mieliśmy nawet taki żart w pracy, że jednym z etapów rozmowy kwalifikacyjnej na stanowisko dyrektora regionalnego było chodzenie sportowe: nie rozwijałeś średniej prędkości dla tego sportu – odmawiano Ci stanowiska. Żarty żartami, ale moi przełożeni chodzili tak szybko, że nawet w normalnym stanie z trudem za nimi nadążałam. Podczas tej podróży służbowej wyglądaliśmy po prostu jak w jakiejś bajce: dwa prosiaczki pędziły po biurze, a za nimi leciała ogromna, zielona kula.

Jeśli prawdą jest, że zajęcia ciężarnej matki odbijają się na skłonnościach dziecka, niech mój syn będzie sprawny i odniesie sukces! A przynajmniej mógłby zostać mistrzem w chodzie sportowym!

Ogólnie rzecz biorąc, ciąże były dla mnie łatwe i przyjemne. Schudłam po nich szybko, nie pozostały mi po tym żadne ślady na skórze. Można by więc jeszcze kilka razy się “ zabawić “, tylko dzieci to wielka odpowiedzialność i trzeba mieć za co je utrzymać. Dlatego znajdę dla siebie inne, lepsze i tańsze powody do zabawy.

PS cała historia oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. Wszystkie postacie są prawdziwe, wszelkie zbiegi okoliczności nie są przypadkowe.

Oceń artykuł
Twoja Strona
Wadliwa ciężarna