Zazdrość mnie zżera na myśl o mojej siostrze. Jej mąż jest dla niej jak książę z bajki, a ja dźwigam ciężar całej rodziny.
Z zazdrością patrzę na moją młodszą siostrę, Martę. Jej życie przypomina baśń, w której jest księżniczką, a jej mąż spełnia każdą jej zachciankę niczym lojalny rycerz. Ja tymczasem czuję się jak zmęczona Kopciuszek, która dźwiga na swoich barkach całą rodzinę, przytłoczona zmęczeniem i bezradnością. Są dni, kiedy czuję się najgłupszą i najbardziej nieszczęśliwą kobietą na świecie. Z moim mężem, Szymonem, jesteśmy razem już prawie dziesięć lat. Przeszliśmy przez wiele: były chwile szczęścia, ale częściej ciemne dni pełne wyzwań.
Teraz jesteśmy w jednym z najgorszych okresów naszego życia. Rok temu Szymon postanowił zmienić pracę. Obiecywano nam złote góry: stabilny dochód, dobre warunki, świetlaną przyszłość. Jednak rzeczywistość okazała się brutalnym żartem z naszych nadziei. Nowa praca okazała się gorsza od poprzedniej, a Szymon teraz obarcza mnie winą, jakbym to ja go w to wciągnęła.
– To Ty chciałaś, żebym zmienił pracę? No to masz, zadowolona teraz? – rzuca mi z jadowitym uśmiechem przy każdej okazji.
Ale kto mógł przewidzieć taki obrót spraw? Chciałam tylko, żeby się rozwijał, żeby nasza rodzina w końcu wydobyła się z wiecznej biedy. Czy mogłam wiedzieć, że wszystko skończy się katastrofą? Teraz toniemy w długach. Moja pensja to jedyne, co nas utrzymuje na powierzchni, bo Szymon od kilku miesięcy nie dostaje wypłaty na czas. Z trudem wiążemy koniec z końcem, a każdy dzień coraz bardziej mnie dobija.
W zeszłą wiosnę mój telefon się zepsuł. Naprawa kosztowałaby prawie tyle co nowy, więc odłożyliśmy zakup. Przez kilka miesięcy męczyłam się ze starym tabletem, aż w końcu musiałam oddać go do lombardu. Tam trafiła większość mojej biżuterii – te nieliczne rzeczy, które przypominały o lepszych dniach. Pieniędzy potrzebowaliśmy na cito, więc oddałam wszystkie swoje skarby. A rzeczy Szymona? Nie, ich nie ruszyliśmy – tylko moje poświęcenia poszły w ruch.
Marta, moja młodsza siostra, zaoferowała mi swój stary telefon, żebym mogła się jakoś utrzymać w kontakcie. Dawałam z siebie wszystko, żeby moja rodzina nie głodowała. Tak, Szymon też pracuje, czasem bierze dodatkowe zlecenia, ale robi to z takim oporem, jakby wysyłałam go na syberyjskie roboty. Za każdym razem trzeba go prosić, niemal na kolanach.
Niedawno mąż Marty, Adam, wspomniał, że na Dzień Kobiet zażyczyła sobie najnowszego iPhone’a. Poczułam, jak we mnie zapala się żrąca zazdrość – uczucie, którego się wstydzę, ale nie mogę uciszyć. Oni wynajmują mieszkanie w Warszawie, jak my z Szymonem, ale ich sytuacja jest zupełnie inna. Marta rządzi Adamem jak marionetką: on pracuje wieczorami jako kierowca Ubera, ciągle jest na delegacjach, zbiera pieniądze i spełnia każdą jej zachciankę. Jej zarobki to jej własny, mały skarb, który wydaje tylko na siebie. W zeszłym roku poszła do butiku i kupiła luksusowe futro, bo tak jej się podobało.
– To mężczyzna odpowiada za mieszkanie, jedzenie i inne codzienne sprawy – oświadcza z pewnością królowej.
Marta jest prawdziwą pięknością. Inwestuje wszystkie swoje pieniądze w siebie: doklejane rzęsy, perfekcyjny manicure, zadbane brwi, stylowe fryzury, modną odzież i inne kobiece przyjemności. Przy niej czuję się jak szara mysz – zaniedbana, zapomniana. Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam u fryzjera, a o manicurze nawet nie wspomnę. Wszystko, co zarabiam, przeznaczam na rodzinę, a Szymon nawet nie myśli przynieść do domu dodatkowej złotówki. Każdą dodatkową pracę lub zmianę w życiu trzeba z niego wyciągać siłą.
Kilka dni temu dostałam wypłatę i Szymon znów zasugerował, że za mieszkanie i jedzenie znów muszę płacić ja. Rozdziera mnie to od środka: nawet nie próbuje nic zmienić, nie stara się dla nas.
– Przecież wiesz, że ciężko z pieniędzmi, znowu opóźniają wypłatę – mówi burkliwie, kiedy pytam, co dostanę od niego na urodziny.
Ale jak nie dostanie prezentu na jakieś święto, to strzela foszka, jak dziecko. Zawsze staram się go ucieszyć, znaleźć choćby drobiazg, żeby nie czuł się pominięty. A on? Nie oczekuję od niego drogich telefonów czy luksusowych niespodzianek – szczęście przecież nie zależy od pieniędzy. Ale nawet prostego gestu uwagi czy troski z jego strony nie mogę się doczekać. On tego po prostu nie rozumie.
Myślałam, że nasze kłopoty są przejściowe, że to tylko ciemna chmura, która wkrótce zniknie. Ale teraz widzę: to nie chmura, a całe nasze życie. Próbowałam rozmawiać z Szymonem, dochodziło do kłótni, ale on tylko rozkłada ręce: „Opóźniają się z wypłatą, co mogę zrobić?”
– A co by było, gdybyśmy mieli dzieci, jak byśmy wtedy przetrwali? – zapytałam pewnego dnia w rozpaczy.
Zamilkł. A ja patrzę na Martę, a zazdrość mnie pożera. Wstyd mi z powodu tych uczuć, ale są silniejsze ode mnie. Jej mąż nosi ją na rękach, obsypuje prezentami, kupuje, co tylko sobie zażyczy, a ja wciąż używam jej starego telefonu, który oddała, bo już go nie potrzebowała. Dlaczego niektórym kobietom, jak Marcie, dostaje się wszystko? Czy to tak szczęśliwy los? Czy może chodzi o mężczyzn? Dlaczego dla jednych życie to ciągły karnawał, wystarczy tylko pstryknąć palcem, a dla mnie – niekończąca się szara nuda?

