Gdy tylko dzieci dowiedziały się o sporządzeniu przeze mnie testamentu, od razu znalazły czas dla własnej matki i przybiegły.
Mam dwójkę dzieci, ale życie tak się potoczyło, że żyję sama. Mąż zmarł sześć lat temu, dzieci mieszkają osobno.
Nigdy na niczym nie oszczędzałam dla moich dzieci, zawsze miały nowe zabawki, wysokiej jakości ubranka, mnóstwo różnych smakołyków, na które w tamtym czasie wielu innych rodziców nie było stać. Co roku spędzaliśmy wakacje nad morzem, jeździliśmy do Sopotu, kilka razy nawet byliśmy za granicą.
Mój mąż pracował jako dyrektor w jednej z największych fabryk w okolicy i mieliśmy dobre życie. Wszystkim było wygodnie tak żyć, ale życie weryfikuje relacje. Mężowi udało się zapewnić dzieciom mieszkanie, dokonać tam napraw, zamówić meble z wysokiej jakości drewna, na niczym nie szczędził.
Kiedy mój mąż zachorował, początkowo nie prosiliśmy o pomoc, bo mieliśmy zaoszczędzone pieniądze, ale jego stan się pogorszył i potrzebne były kolejne pieniądze. Kiedy poprosiliśmy o pomoc dzieci, najstarszy syn dał nam potrzebną kwotę na leczenia, ale natychmiast uprzedził, że już więcej nie ma, abyśmy zwrócili się do naszej córki, a nie do niego. Podziękowałam i po cichu wróciłam do domu.
Trudno było zrozumieć, że dzieci, którym dałeś przez całe życie wszystko, co najlepsze, teraz nie chcą pomagać własnemu ojcu. Na szczęście nasza rodzina miała wielu przyjaciół. Człowiek zawsze pomagał każdemu, kto potrzebował pomocy. Dlatego po rozmowie z synem już się z nim nie skontaktowałam i nie będę już więcej kontaktować się z córką, bo to skąpy człowiek, który żałuje na wszystko swoim dzieciom, licząc każdy grosz.
Najpierw pomogli nam podwładni męża, którzy co miesiąc przekazywali mi pieniądze. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Mąż powrócił do zdrowia, ale dwa miesiące później wydarzyła się potworna tragedia. Dostał zawał serca i zmarł. Przed śmiercią przepisał na mnie cały majątek. Miał ku temu powód.
– Dałem w życiu wystarczająco dużo dzieciom, cała reszta jest dla Ciebie – stwierdził, kiedy jeszcze walczył z chorobą.
Syn i córka byli nawet trochę źli, że ojciec im nic nie zostawił, ale czego się spodziewali?
Kiedy był chory, byli w szpitalu tylko dwa razy, a kiedy wyzdrowiał i był w domu, nie znaleźli nawet wolnej godziny, aby odwiedzić ojca i matkę!
Na początku trudno było mi zrozumieć, że teraz jestem sama, ale z czasem się z tym pogodziłam. Dzieci przychodziły bardzo rzadko, więc wnuków też nie widywałam. Kilka razy chodziłam do córki, potem do syna, ale było widać, że moja obecność im się nie podoba, więc nie odwiedzałam ich częściej niż jeden dzień w roku.
Sąsiad zawsze bardzo mi pomagał. Pochodził z dużej rodziny, ale zawsze znajdował czas, żeby mnie odwiedzić. Kiedy byłam chora, opiekował się mną, kupował leki, a czasem nawet mieszkał ze mną przez jakiś czas. Po długotrwałej chorobie, o której nawet własne dzieci nie wiedziały, zdecydowałam się sporządzić testament. Przepisałam mieszkanie, samochód i mały domek nad jeziorem mojemu sąsiadowi. Byłam bardzo mu wdzięczna za opiekę, dlatego wcale nie żałowałam swojego czynu.
Moje dzieci zadzwoniły w moje urodziny. Podziękowałam im za życzenia i powiedziałam, że sporządziłam testament. Gdy tylko się o tym dowiedzieli, od razu powiedzieli, że przyjdą wszystko załatwić, bo to nie była rozmowa na telefon. Nie miałam nic przeciwko, by powiedzieć im wszystko twarzą w twarz.
W weekend przyjechał najstarszy syn, a później córka z mężem. Anna pomogła mi przygotować obiad, nakryć do stołu – jeszcze wtedy nie wiedziała o mojej decyzji. Opowiedziała dzieciom wszystko od razu przy stole, bo one nie mogły czekać. Jaka złość była w ich oczach.
Syn wstał od stołu z krzykiem i powiedział, że jego nogi już nigdy tu nie postaną, a córka wraz ze swoim zachłannym mężem zabrali nawet telewizor, który otrzymali w prezencie ślubnym, ale zostawili go tymczasowo u nas, bo mieli nowszy model.
I tak zostałam sama, bez dzieci, które martwiły się tylko o spadek, a nie o własną matkę. Było mi przykro, że moje dzieci takie się stały, ale dla nich wszystko mierzone jest w pieniądzach, a ich matka nie jest nikim ważnym.







