Chcę zmienić miejsce pracy, ale mój mąż i córka są temu przeciwni. Czy powinnam ich słuchać?
Wychowałam się w zwyczajnej rodzinie. Moi rodzice zawsze zarabiali wystarczająco dużo i zapewniali rodzinie wszystko, czego potrzebowaliśmy. Doradzili mi, próbowali popchnąć we właściwym kierunku, ale od najmłodszych lat miałam charakter buntownika. Myślałam, że sama wszystko dobrze wiem. I okazało się, że poniosłam tego konsekwencje!
Kiedy skończyłam szkołę, musiałam podjąć decyzję: uczyć się czy pracować? Oczywiście rodzice powiedzieli mi, że powinnam kontynuować naukę. Powiedzieli, jak ważne jest wyższe wykształcenie i że będzie mi ono bardzo przydatne w przyszłości. Nie wzięłam ich słów poważnie i zrobiłam odwrotnie.
Nie ustępowałam, twierdząc, że jeszcze będę miała czas na naukę. Zaczęłam więc szukać pracy. Dowiedziałam się, że koleżanka mojej mamy zamierza otworzyć swoje stoisko na rynku i zaproponowała mi pracę sprzedawczyni. Zatrudniła mnie i nieźle zapłaciła.
Wcale nie myślałam, że będzie to trwało piętnaście lat. Jak bardzo się wtedy myliłam! Dlaczego sprzeciwiłam się rodzicom? Dopiero teraz rozumiem, jakich cennych rad mi udzielili i jaka byłam głupia, że ich nie posłuchałam.
W ciągu piętnastu lat udało mi się wyjść za mąż, urodzić córkę, zmienić miejsce zamieszkania, tylko po to, by pracować w tym samym miejscu. Na tym targu straciłam zdrowie.
Mam poczucie ciągłego zmęczenia, dokucza mi wysokie ciśnienie krwi i ból głowy z powodu ciągłych wahań temperatury. Czuję się też bardzo samotna i niechciana.
Odważyłam się i chciałam znaleźć nową pracę. Najlepiej w biurze, w miłym zespole. Znalazłam, ale pensja będzie niższa. W tej kwestii mąż i córka mnie nie wspierają. Narzekają, że zabraknie nam pieniędzy.
Nawiasem mówiąc, mój mąż pracuje jako ochroniarz na parkingu, dzienną zmianę kończy o trzeciej. Zarabia śmieszne pieniądze, ale nawet nie zamierza szukać dodatkowej pracy na pół etatu.
Mąż potrafi godzinami leżeć na sofie i oglądać telewizję. Ach, zupełnie zapomniałam, oprócz pracy, w domu też nie mam lekko. Sprzątam, robię zakupy, gotuję. Wszystkie te zmartwienia spadają na mnie. Jeśli nagle odważę się poprosić męża o pomoc, mówi mi, że to nie jest męska sprawa i że właśnie do tego potrzebna jest żona. Kiedy zwracam mu uwagę, że mężczyzna powinien utrzymać rodzinę, obraża się i tygodniami nie odzywa się do mnie.
Nie mogę już tego wszystkiego znieść.
Moja córka też nie chce, żebym rezygnowała z targu, bo przynoszę jej stamtąd mnóstwo ubrań.
I niech mnie nie wspierają, ale podjęłam decyzję – od poniedziałku idę do nowej pracy. Życie jest jedno i nie mam zamiaru spędzić go na udręczaniu się i oglądaniu na to, co powie rodzina.







