– Czy ty straciłeś rozum? Dokąd zmierzasz? Co za wstyd! – mój mąż krzyknął na syna przy wszystkich. Z tymi słowami pobiegł do całej grupy dzieci z naszej wioski.
Nie mogłam zrozumieć, co się stało. Poprosiłam męża, by się uspokoił i powiedziałam, że porozmawiamy, gdy będziemy sami. Nigdy nie widziałam go w takim stanie, zawsze był bardzo spokojny i troskliwy. Mój mąż powiedział mi, żebym nigdzie nie wychodziła i zakończył mówiąc, że porozmawiamy później. Potem odwrócił się i wyszedł. W ciągu zaledwie pół godziny cała sytuacja stała się jasna.
Okazało się, że nasz syn kopnął niewłaściwą rzecz. Nasz chłopiec miał osiem lat, a on i jego rówieśnicy z naszej wioski często spacerowali w pobliżu rzeki. Jednego dnia, było za wcześnie na pływanie, a woda była zimna. Mimo to starsi chłopcy weszli do wody, podczas gdy młodsi siedzieli przy ognisku. Innego wieczoru, jeden z miejscowych rybaków przyszedł rozpalić ognisko. Przywiązał swoją łódź do brzegu i postanowił chwilę z nimi porozmawiać i ogrzać się przy ciepłych płomieniach ognia.
Dzieci pytały go z zaciekawieniem o jego połów i czy mógłby je podwieźć. Rybak był bardzo towarzyski i przyjazny. Zaczął wyjmować z torby ryby, które złowił tego dnia, po czym powiedział, że na pewno ich przewiezie, ale tylko jeśli rodzice im na to pozwolą. Tydzień później, gdy wszyscy już o nim zapomnieli, ponownie przywiązał swoją łódź do brzegu. Z całego tłumu chłopców rozpoznał tylko mojego syna.
– Chłopcze, idź zawołaj swoją matkę i powiedz jej, że zamierzam zabrać każdego, kto chce przejechać się na mojej łodzi – powiedział mężczyzna.
Ale z jakiegoś powodu mój syn postanowił nie iść do mnie, ale prosto do swojego ojca.
– W krzakach na mamę czeka nieznajomy, który chce zabrać ją na przejażdżkę łodzią – powiedział do mojego męża.
Oczywiście nie chciał narobić kłopotów, po prostu wszedł w taki wiek, że rozrabiał. Na tym się jeszcze, niestety, się nie skończyło. Rybak zostawił na chwilę swoją łódź i ciekawy 8-latek postanowił podejść bliżej. Nie zauważył wystającej deski, przez co się przewrócił i pod wpływem złości kopnął w łódź tak mocno, że zrobił dziurę.
O wszystkim oczywiście musiał się dowiedzieć mój mąż i nie dziwiłam się, że był wściekły. Nie chcieliśmy większego konfliktu, więc po prostu daliśmy mężczyźnie w ramach odszkodowania pieniądze. Teraz nasz syn miał nauczkę, by nie niszczyć cudzych rzeczy.







