Co tydzień przelewałam pieniądze mojej mamie, żeby gotowała jedzenie dla moich dzieci. Niedawno przypadkowo dowiedziałam się, czym je karmi i zamarłam.
Moi rodzice mają wiejski dom z ogrodem. Na początku była to mała działka o powierzchni dwóch hektarów, ale potem kupiliśmy z mężem sąsiednią działkę, żeby powiększyć ogród.
Wiejski dom położony jest niedaleko miasta, więc często tam jeździmy.
Moja mama w tym roku przeszła na emeryturę i zaprosiła na wakacje wnuki do swojego domu. Postanowiła się nimi zająć. W czerwcu chłopcy pojechali na obóz sportowy, a następnie do wiejskiego domu u babci. Uzgodniliśmy z mamą, że co tydzień będziemy przekazywać pieniądze na jedzenie i nieprzewidziane wydatki. Pracowaliśmy z mężem razem.
Mieliśmy problemy w firmie. Niektórzy pracownicy odeszli, inni byli chorzy, jeszcze inni byli na urlopach. Najważniejsze jednak, że synowie byli szczęśliwi! Dobrze się bawili i nawet za nami nie tęsknili. Bawili się, spacerowali, pływali w rzece. Nasz najstarszy syn ma 13 lat, a najmłodszy 11.
Udało nam się wziąć dzień wolny. Kupiliśmy artykuły spożywcze, słodycze i popędziliśmy na wieś! Okazało się, że dzieci mojej siostry również odpoczywały u babci. Wśród dzieci była nieznana dziewczyna. Mama powiedziała, że jest córką jej przyjaciółki. Mama gotowała właśnie obiad. Garnek makaronu i puszka gulaszu wątpliwego pochodzenia, żadnych warzyw.
Mama powiedziała, że nie ma czasu na gotowanie wykwintnych dań, bo opiekuje się dziećmi.
Od razu zadzwoniłam do siostry i powiedziałam jej, że matce trudno jest wyżywić dzieci z emerytury, bo otrzymuje niewielką kwotę.
Byłam oszołomiona jej odpowiedzią.
Moja siostra powiedziała, że moja mama ma ogródek warzywny i ma też kury. Nawiasem mówiąc, trzymała kurczaki, aby w domu zawsze były jajka.
Potem odbyłam poważną rozmowę z mamą:
– Mamo, już nie pracujesz. Przede wszystkim musisz odpocząć i zadbać o siebie, bo nie jesteś już młoda. Jeśli moi synowie będą sprawiać kłopoty, powiedz mi o tym.
Poprosiłam o normalne karmienie synów, bo co tydzień przekazuję pieniądze na jedzenie. Nie mam jednak obowiązku wspierać dzieci mojej siostry i córki znajomej mojej matki.
Teraz ciągle dzwonię do mamy, żeby zapytać, co zrobiła i co zrobiła na obiad.







