Pożyczyliśmy ogromne pieniądze mojej teściowej. Mimo że mój mąż twierdzi, że ona to spłaci, ja w to nie wierzę. Moja teoria się potwierdziła, gdy kupiła sobie zmywarkę. W jej opinii jest to bardzo potrzebna rzecz w dzisiejszych czasach, podczas gdy ja słyszałam wiele negatywnych słów, jak chciałam kupić przewijak dla dziecka.
Mój mąż i ja jesteśmy razem od 7 lat, z czego 4 lata jesteśmy małżeństwem. Mamy dwójkę dzieci 4-letniego Kubusia i 1,5-letniego Maksa. Kilka lat temu mąż założył firmę i, mimo że jego zarobki są ponadprzeciętne, utrzymujemy się z trudem – spłacamy kredyt hipoteczny, mamy dwójkę dzieci, krótko mówiąc, nie mamy dużych luksusów.
To, co mnie denerwuje to moja teściowa. Kiedy rok temu urodził nam się syn, kupiliśmy wózek za 5 tysięcy. Teściowej nie podobała się ta kwota, bo mogliśmy kupić go za tysiąc. I tak było z każdym naszym zakupem. Łóżeczko… zmarnowane pieniądze. Przewijak to też zbędna rzecz, można przecież przewijać dziecko na kanapie. Jednorazowe pieluchy są bardzo drogie, można używać materiałowych…
Wszystko, co kupiliśmy, było zbędne, albo bardzo drogie według niej. A po jej gderaniu o pieniądzach zaczęłam zauważać i przypominać sobie dziwne rzeczy związane z moją teściową.
Na przykład trzy lata temu jej pies odszedł. Był to dla niej bardzo trudny moment, koszt leczenia i wszystko inne wyniosło prawie 6 tys. zł, a mój mąż zapłacił za to wszystko, bo matka nie miała pieniędzy, a my do dziś nie widzieliśmy ani grosza od niej.
Mąż twierdzi, że bardzo kochał tego psa, więc nie żałował pieniędzy. Rozumiem tę sytuację z psem, ale to nie koniec. Na przykład w zeszłym miesiącu zepsuła się jej kosiarka. Potrzebowała nowej, ale nie miała na to pieniędzy. Więc mąż pożyczył jej 600 złotych.
Trochę wcześniej pożyczył jej pieniądze na lodówkę. Kolejne 2 tysiące na remont prysznica.
Od tamtej pory nie widzieliśmy ani grosza od niej. Mąż twierdzi, że jego matka w końcu spłaci nam długi, po prostu nie chce jej naciskać w tak trudnym dla niej czasie.
W sumie obliczyłam, że moja teściowa winna jest nam pięćdziesiąt tysięcy, których prawdopodobnie nigdy nie zobaczymy. Ale dla niej najważniejsze jest to, że w zeszłym tygodniu kupiła zmywarkę za spore pieniądze.
Może to nie przeszkadzałoby mi tak bardzo, gdyby nie ciągłe narzekanie, że wydajemy pieniądze na zbędne rzeczy dla dziecka.
Według męża przesadzam. Ucisza mnie, mówiąc, że pewnego dnia ona to wszystko odda. Może tak, ale do dziś nie mamy ogrodzenia wokół domu, mieszkamy przy ruchliwej ulicy, a mamy małe dzieci. A moja teściowa ma wszystko, o czym sobie zamarzy. Tylko za nasze pieniądze.
Więc moje pytanie brzmi: czy naprawdę niepotrzebnie wytykam to mojej teściowej? A może to mój mąż jest zbyt miękki, że zawsze pożycza swojej mamie pieniądze?







