Po studiach zaczęłam pracować w firmie. Podobała mi się tam atmosfera, szefowa była w porządku, hojna, często podnosiła mi pensję, chwaliła za pracę i dawała premie. Wszystko było po prostu idealne.
Mój mąż również miał dobrą pracę, a jego szef naprawdę go doceniał. Pensja małżonka była bardzo wysoka, mogłam po prostu siedzieć w domu i zajmować się gotowaniem i sprzątaniem, ale lubiłam kontakt z ludźmi. W dodatku zanudziłabym się, kiedy siedziałabym cały czas tylko w czterech ścianach.
Kiedy moja szefowa rozwiodła się z mężem, on przejął firmę i na tym skończyło się nasze słodkie życie. Mężczyzna rujnował nam życie, obcinał pensje, czasem nawet na nas krzyczał. Byłam tym wszystkim zdenerwowana, wracałam do domu zraniona i bardzo zła. Mój mąż widział to wszystko i starał się mnie wspierać. Pocieszał mnie, że może mój pracodawca miał gorszy okres i potrzebował nieco czasu, aby wszystko poukładać.
Z nowym szefem nie było nawet mowy o podwyżce, jego zdaniem i tak już dostawaliśmy wysoką pensję. Pomimo tego, że byłam dobrym pracownikiem i sumiennie wszystko wykonywałam, nadal byłam źle traktowana i kompletnie nie mogłam zrozumieć z jakiego powodu.
Pewnego dnia wróciłam do domu zmęczona i zapłakana, a mój mąż nie mogąc tego dłużej znieść, postanowił zadzwonić do mojego szefa i powiedzieć mu wszystko, co myślał. Miałam nadzieję, że to poprawi nieco sytuację. Udałam się na chwilę do pokoju, aby się przebrać, a kiedy wróciłam niezauważona, mój małżonek stał z telefonem.
Jakie było moje zaskoczenie, kiedy rozmawiał z moim szefem jak z najlepszym przyjacielem i pochwalał go za to, jak bardzo potrafił mnie w pracy złamać. Okazało się, że to był ich plan, bym rzuciła pracę i zajęła się domem, niczym kura domowa. Nie mogłam uwierzyć, że mój mąż był w stanie coś takiego zrobić i rozpoczęła się wielka kłótnia.
Następnego dnia poszłam normalnie do pracy, ale tylko po to, by złożyć wypowiedzenie na biurku. W ten sposób straciłam pracę i nie chciałam nawet widzieć mojego męża.







