Rozwiodłam się z mężem dwadzieścia lat temu. Byliśmy małżeństwem przez trzy lata. Historia jest banalna. Zawsze mi mówił, że Beata to jego przyjaciółka. Potem znalazłam ich razem w łóżku.
Pamiętam, jak opowiadał, że to tylko jego przyjaciółka. Ponoć przyjaźnili się od czasów szkolnych i łączyła ich czysto koleżeńska relacja. Po jakimś czasie przyłapałam ich razem w łóżku. Na kolanach błagał o wybaczenie, ale nie mogłam mu wybaczyć. Kto potrzebuje zdrajcy w swoim łóżku? Przez wiele lat po tym wydarzeniu nie mogłam patrzeć na mężczyzn. Oni wszyscy są tacy sami. Cała inteligencja koncentruje się w spodniach. Po rozwodzie zostałam z domem za miastem.
Do sześćdziesiątki nie związałam się z nikim innym. Bóg też nigdy nie dał dzieci. Żyłam sama i nawet nie liczyłam na szczęście. Skupiłam się na pracy. Przyzwyczaiłam się do samotności. Trudno zaufać, jeśli raz zostało się zdradzonym. Z krewnych mam tylko siostrę. Ona ma córkę.
Moja siostra wielokrotnie napomykała, żebym przekazała w spadku dom jej córce. Nie spieszyłam się z tą sprawą. Dlaczego? Nie mam jeszcze planów na zakończenie życia. Poza tym nigdy nie byłam z nią blisko.
Po jakimś czasie zaczęłam podupadać na zdrowiu.
Mój sąsiada Michał opiekował się mną, gdy byłam chora. W domu naprawiał wszystko, co mógł, przynosił mi jedzenie i lekarstwa, a nawet gotował dla mnie. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego on to wszystko dla mnie robił? Potem zaczęliśmy spędzać długie godziny na rozmowach. Był tak miły i szczery, że nawet nie sądziłam, że tacy ludzie istnieją. Mam sześćdziesiąt lat i jakimś cudem nawet kiedyś rozpłakałam się podczas jego zalotów, jak młoda dziewczyna.
Zamieszkaliśmy razem. Nie trwało długo, zanim uwierzyłam, że mogę mieć tyle szczęścia.
Często się zastanawiam, czym zasłużyłam na takie szczęście?







