Prosiłam sąsiadów o jedzenie, a mój mąż oszczędzał pieniądze. I to na co!

Wyszłam za mąż pięć lat temu. Przez te wszystkie lata wspólnego życia nigdy nie kłóciliśmy się o pieniądze. Oboje z Szymonem pracowaliśmy, a budżet rodzinny był wspólny. Kiedy przynosiliśmy do domu pensję, składaliśmy pieniądze razem, a następnie dzieliliśmy je na kredyt, media, artykuły spożywcze i trochę na różne wydatki.

Mój mąż miał stary samochód. Często go naprawiał, mimo że kosztowało to dużo pieniędzy. Przymykałam na to oko, bo sama często chodziłam do fryzjera i robiłam sobie paznokcie. Jakiś czas później zaszłam w ciążę, ale nadal pracowałam. Zależało mi na tym, aby mieć środki na koncie i nie żyć tylko z wypłaty męża.

Po urodzeniu dziecka musiałam zostać w domu. Nie miałam wystarczająco dużo pieniędzy, Szymon w ogóle mi ich nie dawał. Zapomniałam o sobie, w ogóle w siebie nie inwestowałam. Wizyty w salonie fryzjerskim i u kosmetyczki zeszły na dalszy plan. Chodziłam za to tylko do pediatry na badania kontrolne albo do sklepu. Spędzałam dużo czasu na kupowaniu taniego jedzenia, bo nie było mnie stać na nic lepszego, a potem musiałam ugotować obiad, nie mając prawie nic.

Czasami prosiłam sąsiadkę o kilka ziemniaków lub marchewkę.  Byłam zażenowana, zawstydzona, jakbyśmy byli żebrakami. Kilka dni później zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka. Ona również urodziła dziecko i zapytała, czy dałabym jej trochę rzeczy dla dzieci, a ona mi za to zapłaci. Oczywiście zgodziłam się i zaczęłam sortować ubrania, gdy nagle zobaczyłam kopertę. Otworzyłam ją i zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam dużą sumę pieniędzy.

Nim odłożyłam wszystko na miejsce, wzięłam ok. 2 tys. zł, by zrobić normalne zakupy. Zastanawiałam się, czemu mój mąż o niczym mi nie powiedział? Czekałam, aż wróci do domu. Kiedy tak się stało, postanowiłam wyjaśnić sytuację. Okazało się, że wsadzał do koperty ponad połowę swoich wypłat, aby w dalszym ciągu inwestować w swojego starego grata. Byłam wściekła, kiedy to usłyszałam. Mój mąż wolał naprawiać swój samochód niż dać nam pieniądze na godnie żyć.

Oceń artykuł
Newskey24
Prosiłam sąsiadów o jedzenie, a mój mąż oszczędzał pieniądze. I to na co!