Mam dobrą przyjaciółkę, Beatę, która jest wesoła i towarzyska. Nigdy się z nią nie nudzimy, zawsze potrafiła nawiązać rozmowę i sprawia, że wszystkie święta były o wiele weselsze. Ale ma jedną wielką wadę, brak poczucia taktu.
Ilekroć nas odwiedzała, zawsze zostaje na noc. I to nie sama, ale z całą rodziną. Na początku było to dla mnie niemiłe zaskoczenie, ale potem musiałam się do tego przyzwyczaić, bo nie ma sensu sugerować kobiecie, że było późno. Po raz pierwszy, kiedy mnie odwiedziła i większość gości opuściła mój dom, Beata zaczęła pomagać sprzątać naczynia. Zaczęłam ją później przekonywać, że była to odpowiednia pora, aby opuścić mieszkanie.
– Beata, jest późno, a jutro musisz wcześnie wstać do pracy – przypomniałam jej.
– Zgadza się, pościel nam gdzieś łóżko i pójdziemy spać.
– Może powinniście iść do domu. Jest za późno na autobus.
– Mogę wezwać taksówkę.
– Moje dzieci i ja nie zmieścimy się w jednym samochodzie. Nie wsadzę ich do osobnej taksówki, a jeśli wyślę z nimi męża, zaśnie po drodze.
I tak za każdym razem. Jakiś czas później nasz wspólny przyjaciel Daniel postanowił wybudować domek nad jeziorem. Beata już zaplanowała tam grilla, świętowanie urodzin córki i powrót na Nowy Rok, chociaż to nie od niej zależało. Żona mężczyzny zadzwoniła do mnie i narzekała.
– Mamy tylko teren i ogrodzenie, a dom jest wciąż w budowie. Przecież to za wcześnie, aby cokolwiek planować – żaliła się.
Próbowała rozmawiać z Beatą, ale do niej nic nie docierało, tak jakby rozmawiała ze ścianą. Eliza nie chciała organizować żadnych spotkań, domek był budowany tylko po to, by małżeństwo mogło zaznać spokoju i się zrelaksować, a nie mieć wieczne wakacje i gościć ludzi. Kobieta musi wymyślić dobrą wymówkę, aby Beata w końcu się odczepiła i nie wpychała się tam, gdzie nie była potrzebna. Poradźcie, co powinna zrobić Eliza?







