Wiedziałam, że moja córka nie była szczególnie zaangażowana w wychowywanie dzieci. Jednak to, co zobaczyłam pewnego razu, gdy weszłam do pokoju chłopców, zdumiało mnie. Podjęłam decyzję, która kosztowała mnie wyrzuty ze strony córki i wnuka. Uważam, że niesprawiedliwie.
Jestem nauczycielem z dwudziestoletnim stażem. Całe moje doświadczenie mówi, że dla wszechstronnego i wysokiej jakości rozwoju dzieci rodzice powinni się z nimi bawić.
Moja córka Monika jest zbyt leniwa, żeby zająć z dziećmi. Aby nie przeszkadzały jej w prowadzeniu interesów, kupiła im smartfony.
Teraz moje wnuki siedzą całymi dniami z nosami w telefonach. Najstarszy, siedmioletni Sławek, nabył już krótkowzroczność i nosi okulary. Karcę córkę, a ona z uporem godnym pozazdroszczenia zaczyna mi udowadniać, że krótkowzroczność mojego wnuka to efekt gry w piłkę na podwórku. Większych bzdur nigdy nie słyszałam. Kierując się taką logiką, wkrótce zacznie twierdzić, że płatki owsiane są przyczyną wrzodów żołądka.
Pamiętam kiedy Monika przyniosła mi pierworodnego, odłożyłam wszystkie swoje sprawy na bok i zajęłam się wnukiem. Uczyliśmy się z nim alfabetu, liczyć, rysować. Do dziś świetnie się bawimy przy wszelkiego rodzaju grach planszowych. Takie gry są interesujące dla chłopca, gra w nie z przyjemnością. Narzeka jednak, że rodzice nie chcą się z nim bawić w domu i nie pozwalają mu chodzić do znajomych.
Ile razy próbowałam to wytłumaczyć mojej córce i zięciowi, na próżno. Nie rozumieją, że głupim szturchaniem ekranu smartfona nie można rozwinąć inteligencji u dzieci.
Dwa miesiące temu moja córka przyprowadziła do mnie obu synów. Ona i jej mąż jechali na jakieś przyjęcie. Tego dnia musiałam sprawdzić klasówki, dlatego poprosiłem najstarszego, Sławka, aby pobawił się ze swoim bratem. Obiecałam jak najszybciej dokończyć zeszyty i przyjść się z nimi pobawić. Po skończeniu sprawdzania klasówek udałam się do pokoju. Zobaczyłam, że obaj siedzą zatopieni w swoich smartfonach. Okazuje się, że rodzice kupili taki sam dla najmłodszego, czteroletniego Igora.
Oczywiście zabrałam im telefony i zaczęłam z nimi grać w planszówki. Dopiero kiedy rodzice przyjechali odebrać synów, zwróciłam im smartfony.
Moja córka i zięć oskarżyli mnie o wywieranie presji psychicznej na wnuki. Obiecali, że już więcej nie będą ich do mnie przyprowadzać. Opiekuję się chłopakami najlepiej, jam mogę, a oni mówią o presji. Chłopcy nawet bardzo nie protestowali, gdy zabierałam im telefony, a podczas grania w planszówki doskonale się bawili. Jestem rozczarowana tym, jak moja córka wychowuje swoje dzieci.






