Przez problemy finansowe byliśmy z mężem zmuszeni gościć czteroosobową rodzinę. Nie byłam z tego zadowolona

Mieliśmy jedno dziecko, które mieszkało w akademiku w innym mieście. Nasz syn studiował odpłatnie, w końcu na edukacji nie można było oszczędzać, jeśli chciało się zdobyć dobry zawód w przyszłości. Niestety, mój mąż nie podzielał mojego punktu widzenia.

Przez długi czas pracował w firmie, zawsze odnosił sukcesy, a nawet sam spłacił kredyt hipoteczny za nasz dom. Wszystko było w porządku, ale jakiś czas później Igor wziął pożyczkę na samochód, a jego biznes zaczął upadać. Mimo to, nadal ciężko pracował, mając nadzieję na uratowanie firmy, ale to się nie udało i był zmuszony wyjechać służbowo. Nasza sytuacja finansowa bardzo się pogorszyła, nie było nas stać na wiele, bo musieliśmy opłacić edukację syna i kredyt.

Kiedy Igor wrócił, nie był w dobrym nastroju. Jego przyjaciel zaproponował, że sprowadzi do naszego mieszkania rodzinę swojej siostry z mężem i dwójką dzieci i płaciliby za mieszkanie z nami. Mężczyna nie mógł ich przyjąć w swoim jednopokojowym mieszkaniu, a jego siostra wyprowadza się, zamierzając oszczędzić nieco na przyszłość. Opłata, którą ustalił dla nich mój mąż, była skromna i to spowodowało wiele kłótni w naszym małżeństwie.

– Nie potrzebuję pieniędzy, jeśli w ten sposób spokój naszej rodziny będzie zakłócony! – oburzyłam się.

– Co cię to obchodzi, pracujesz cały dzień, wieczorem wracasz do domu, jesz posiłek i idziesz do swojego pokoju oglądać telewizję.

Igorowi było łatwiej, bo pracował daleko, a ja musiałam przebywać w domu z dodatkowymi czterema osobami. Nawet kiedy mój mąż był tutaj, spędzał niewiele czasu w mieszkaniu. Byłam przerażona, kiedy niedawno skontaktowałam się telefonicznie z siostrą przyjaciela Igora. Ciężko było ją usłyszeć przez krzyczące dzieci i szczekającego psa w tle, ale mój mąż nie uważał tego za problem. Dla niego najważniejsze było to, że dostalibyśmy pieniądze, jeśli by się do nas wprowadzili.

Mówiłam Igorowi, w co zamieni się nasz dom. Dzieci mogły pisać po tapetach i wyć w nocy, a sąsiedzi z dołu byliby wściekli z powodu ich tupania. No i jeszcze wspólna kuchnia i łazienka, musielibyśmy pogodzić się z tym, że oba pomieszczenia byłyby stale zajęte i ciężko było podzielić rachunki według liczników. Problem polegał na tym, że naszym głównym źródłem dochodu był mój mąż.

Nie był on specjalistą od wszystkiego i choć zazwyczaj słuchał moich rad, to on miał ostatnie słowo. Nie mógł odmówić swojemu przyjacielowi, bo już mu obiecał, a rodzina zaczęła się pakować. Jestem bezsilna w tej sytuacji i nie wiem, jak przekonać Igora do zmiany zdania.

Oceń artykuł
Newskey24
Przez problemy finansowe byliśmy z mężem zmuszeni gościć czteroosobową rodzinę. Nie byłam z tego zadowolona