Zawsze marzyłam o dużym domu, ale kiedy mąż zaproponował mi sprzedaż moich nieruchomości i zakup wymarzonego domu, nie spodobał mi się ten pomysł. To troska o moje dzieci kazała mi wykazać się, jak najwyższą ostrożnością. Mąż tego nie rozumie.
Sebastian i ja mamy syna. Sebastian jest moim drugim mężem. Z pierwszego małżeństwa mam jeszcze jednego syna. Wszyscy mieszkamy w dwupokojowym mieszkaniu.
Oprócz tego, mam jeszcze dwie kawalerki. Pierwszą kupiłam z przeznaczeniem na wynajem, aby zapewniła mi stałe dochody. Drugą odziedziczyłam po śmierci babci.
Od jakiegoś czasu zauważyłam zmiany w moich relacjach z mężem. Prawie codziennie zaczynał ten sam temat.
– Po co nam te wszystkie mieszkania? Sprzedajmy je. Doliczymy do tej kwoty kapitał matki i kupimy duży dom. Marzyłaś o tym od dawna, prawda? – mówił Sebastian.
Rzeczywiście marzyłam o domu, ale najpierw chciałam mieć pewność, że zapewnię moim dzieciom bezpieczną przyszłość. Chciałam im dać na dobry prezent na start. Po jednym mieszkaniu dla każdego z ich.
Moja mama nie zdążyła sprawić mi takiego prezentu na czas, dlatego wspierała moją decyzję. Mężowi jednak wcale nie podobał się ten pomysł. Po rozwodzie z byłą płaci alimenty na dwójkę dzieci. Oboje wiedzieliśmy, że jeszcze dużo czasu do osiągnięcia przez jego dzieci pełnoletniości, dlatego trzeba się było liczyć jeszcze przez wiele lat z zapłatą zasądzonej na nie kwoty.
Mąż dzień w dzień nalegał na jak najszybszy zakup domu. Proponował różne możliwości, na wszelkie możliwe sposoby starał się mnie przekonać. Sebastian był nieugięty, a jego nachalność powoli zaczynała mnie irytować. Miałam wątpliwości co do kupna drogiej nieruchomości. Jeśli zdecydowalibyśmy się na jej zakup, to musielibyśmy wybrać dom w dobrym stanie. Na remonty nie mieliśmy ani środków, ani czasu. Wiedziałam, że w tym celu potrzebny byłby nam kredyt hipoteczny.
Mąż przeznacza sporą część pensji na alimenty. W tym układzie okazuje się, że musiałabym sprzedać swoje mieszkania, by kupić wspólny dom. W większości na mojej głowie byłaby też spłata kredytu hipotecznego, a w razie czego dom będzie wspólnym majątkiem dla wszystkich naszych dzieci? Kompletnie mi się to nie podoba. Lubię i szanuję wszystkie nasze dzieci, ale czuję się zobowiązana do zapewnienia bezpiecznej przyszłości przede wszystkim moim.
Próbowałam wyjaśnić tę sytuację mężowi i zaproponowałam podpisanie rozdzielności majątkowej. Musiał zrozumieć, że robię to dla dobra dzieci, żeby wszystko było sprawiedliwie. Poczuł się jednak urażony.
– Nie kochasz mnie aż tak bardzo? Te mieszkania są ważniejsze ode mnie? – wydawał się być rozczarowany.
– Kocham cię. Doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. Ale bardzo kocham też moje dzieci. Chcę, żeby mój majątek przeszedł na moje dzieci i tyle – odpowiedziałam najszerzej, jak potrafiłam.
On mnie nie zrozumiał. Ciągle się o to kłócimy. Dziwne to uczucie, gdy zdejmiesz różowe okulary i wyraźnie widzisz prawdziwy obraz świata. Człowiek, którego kochasz, okazuje się zwykłym materialistą, a Twoje troski go nie obchodzą. Nie wiem, jak rozwiązać tę sytuację i zachować dobre relacje z mężem.







