Zawsze byłam po stronie mojej synowej. Mój syn zostawił ją z trójką dzieci i poszedł do innej dziewczyny. Pewnego dnia powiedziała mi coś, po czym byłam totalnie zdezorientowana.
Wszyscy nasi krewni byli ze sobą w dobrych stosunkach. Stało się jednak coś, co podzieliło rodzinę na dwa obozy. Mój dziadek zawsze lubił mawiać: – W naszej rodzinie nie było rozwodów i niech tak zostanie.
Faktycznie tak było. Nikt, nigdy nie porzucił rodziny. Do czasu wybryku mojego syna.
– Niech dzieci żyją w spokoju i zgodzie do końca swoich lat – tymi słowami dziadek błogosławił wszystkich członków naszej rodziny. Wszystkie swoje dzieci i wnuki.
Po śmierci dziadka rytuał ten przeszedł na ojca. Siedem lat temu mój ojciec pobłogosławił tymi słowami małżeństwo mojego syna Artura.
Niedawno dowiedzieliśmy się, że on i jego żona się rozwodzą.
Artur zabrał wszystkie swoje rzeczy i przeprowadził się do nowej dziewczyny. Próbowałam go powstrzymać. Nauczyć rozumu, nic nie przyniosło skutku.
– Jak to możliwe? Mają trójkę dzieci – oburzała się ciotka.
Ojciec postanowił z nim porozmawiać i odwołać się do jego rozsądku. Przecież on miał małe dzieci! Najstarszy syn ma siedem lat, drugi pięć, a najmłodsza córka zaledwie półtora roku.
Jednak żadne rozmowy i prośby nie zmieniły jego decyzji.
– Nie wrócę do mojej żony. Kocham inną – odpowiadał za każdym razem Artur.
Nic do niego nie docierało, żadne argumenty. Cała rodzina myślała, jak poskładać to małżeństwo. Nikt nie mógł zmienić decyzji Artura. Byłam nim rozczarowana.
– Czy to kryzys wieku średniego? – zapytałam któregoś dnia mojego męża.
Do dziś pamiętam, że na weselu Artur kazał swojej żonie obiecać, że da mu trójkę dzieci. Ona dotrzymała słowa, a on jakby zapomniał, że jest ich ojcem i mężem? Wszyscy byli zszokowani takim jego zachowaniem. Ciocia była najbardziej wściekła.
– Jest łajdakiem. Jeśli nie zmieni zdania, niech zapomni, że ma rodzinę – odgrażała się.
Wkrótce radykalnie, nie wiedzieć czemu, zmieniła zdanie.
– Artur, po co masz płacić żonie alimenty? Z czego będziesz sam żył? Na to wszystko pójdzie ponad połowa Twojej pensji.- mówiła.
Cała nasza rodzina podzieliła się na dwa duże obozy. Jedna grupa była po stronie Artura. Druga po stronie jego zdradzonej żony.
Przy każdym spotkaniu rodzinnym wybrzmiewały skrajne opinie.
– Nie będzie mógł spojrzeć sobie w oczy w lustrze, jeśli za to nie zapłaci? Pomyślał , jak będą żyć jego dzieci? Co zrobi samotna kobieta z trójką dzieci? – oburzali się jedni.
– Ona wcale nie jest taka biedna. Któregoś dnia przyniosłem im zakupy i artykuły spożywcze. Nawet mnie do domu nie wpuściła. Potraktowała mnie jak obcego – opowiedziała rozwścieczona siostra Artura.
– Tak, Artur jest jeszcze młody. Ma jeszcze całe życie przed sobą – dodała ciotka.
Moja mama i babcia nie mogły tego wytrzymać.
– Więc co? Czy ona nie jest młoda? Czyje to dzieci? On jest mężczyzną. Zostawił ich samym sobie! – podkreśliły.
Wydaje się, że w tej sytuacji nic nie jest jasne i oczywiste. Dwie przeciwne strony, dwie opinie, dwie racje.
Początkowo broniłam synowej. Byłam wściekła na syna i nie rozumiałam jego decyzji. Próbowałam pomóc matce moich wnuków. Kupiłam rzeczy dla dzieci. Zrobiłam zakupy spożywcze i poszłam do niej. Oburzyła się, powiedziała, że nie potrzebuje niczego od nas.
– Byłoby lepiej, gdy Was w ogóle nie było – krzyknęła i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem…
Po tym wydarzeniu sama się pogubiłam. Nie wiem, po czyjej stronie stanąć powinnam. Chyba najlepiej będzie odciąć się zupełnie od tej sytuacji. Niech swoje problemy młodzi rozwiążą sami…







