Znałam mojego męża ze szkoły, byliśmy zakochani w sobie po uszy. Kiedy staliśmy się dorośli, postanowiliśmy się pobrać. Moi rodzice byli przeciwni naszemu wczesnemu małżeństwu, ale udowodniliśmy, że byliśmy na nie gotowi.
Uczyliśmy się razem, pracowaliśmy razem i spędzaliśmy razem prawie każdą godzinę, rzadko się rozstawaliśmy i prawie nigdy nie kłóciliśmy. Kłótnie były potrzebne w relacji, aby zrozumieć, co nam się nie podobało, co powinniśmy w sobie zmienić. Nasza rodzina wydawała się być idealna, ale w rzeczywistości brak kłótni doprowadził do tego, że nasze małżeństwo rozpadło się w szwach.
Z czasem Przemek zmienił swoje podejście do mnie. Nie mogłam mieć dzieci, pojawiły się problemy ze zdrowiem, a mój mąż uznał, że skoro nie było dziecka, to nie było sensu pracować. Codziennie musiałam wstawać wcześnie i jechać na drugi koniec miasta do pracy, podczas gdy on leżał na kanapie i oglądał telewizję. Z powodu jego zachowania zaczęliśmy się często kłócić, aż doszło do tego, że nie kontrolowaliśmy już swoich emocji i mówiliśmy wszystko, co ślina nam na język przyniosła.
Po kolejnej kłótni Przemek zabrał swoje rzeczy, trzasnął drzwiami i wyszedł. Myślałam, że poszedł do swojej mamy, bo często tak robił. Minęło kilka godzin, zadzwonił do mnie i zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak znów żyć razem, ponieważ rozwód nie wchodził w grę.
Wrócił do domu ze swoimi rzeczami i nagle zdałam sobie sprawę, że nie był u mamy, ale u kochanki. Mogłam od niego wyczuć damskie perfumy, a na jego szyi zauważyłam małą malinkę, starał się ukryć. Kiedy mu o tym powiedziałam, niczemu nie zaprzeczył. Kazałam mu wracać, skąd przyjechał. To był koniec naszego małżeństwa. Chociaż dzwonił i prosił, byłam nieugięta. Okazało się, że to, co zaczęło się tak pięknie, skończyło się fatalnie.







