Mój mąż Mariusz ciągle zabierał swojego syna do naszego domu. Raz nawet przyprowadził go do nas i powiedział, że Karol zostanie z nami przez jakiś czas. Nie miałam nic przeciwko temu, myśląc, że chłopiec potrzebował ojca, bo był stale otoczony przez matkę.
Pewnego dnia mąż przyniósł plecak syna i położył go w łazience. Potem zaczęłam czuć nieprzyjemny zapach z pomieszczenia, ale na razie milczałam. Gdy smród unosił się przez dłuższy czas, powiedziałam mojemu pasierbowi, że może jego plecak zawierał coś, co powodowało tak nieprzyjemny zapach, ale zaprzeczył.
Minęło trochę więcej czasu, plecak śmierdział jeszcze bardziej, więc zadzwoniłam do niego, żeby przyszedł i go otworzył, ale nie odbierał telefonu, więc musiałam go otworzyć bez pozwolenia. Byłam w szoku, gdy zobaczyłam mokry ręcznik i bieliznę. Wrzuciłam wszystko do pralki i wyprałam, a gdy wyschło, wyprasowałam rzeczy i zaniosłam je do pokoju Karola. Gdy tylko mój pasierb zobaczył to wszystko, zaczął mieć do mnie pretensje, że nie miałam prawa dotykać jego rzeczy.
Mój mąż również na mnie krzyczał. Wyjaśniłam, dlaczego to zrobiłam. Po tym wszystkim Mariusz i ja bardzo się pokłóciliśmy. Potem jego była żona zaczęła do mnie wydzwaniać i powiedziała, że jestem tylko żoną jej byłego męża, że nie mam prawa dotykać rzeczy jej syna. Mąż wstał i wyszedł z domu z Karolem, nie pokazywał się przez kilka dni. Pomyślałam, że dłużej tego nie zniosę i postanowiłam złożyć pozew o rozwód.
Jakiś czas później czułam się na tyle źle, że postanowiłam zrobić test ciążowy. Okazał się pozytywny. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Zadzwoniłam do męża i powiedziałam mu, że musimy pilnie porozmawiać. Kiedy przyjechał, powiedziałam mu o ciąży i o tym, że niedługo mam zamiar złożyć pozew o rozwód.
Mariusz nie posiadał się z radości z powodu dziecka. Zapewniał też, że się zmieni, ponieważ nie chciał zakończyć naszego małżeństwa. Obiecał, że nie będzie kontaktował się z byłą żoną. Skupi się na mnie i na naszym dziecku. Nie jestem jednak pewna, czy powinnam mu wierzyć.







