“Jak dobrze, że Marysia nie dożyła tego strasznego dnia!” – o wiejskiej synowej

Irek przyprowadził swoją dziewczynę Natalię do domu, do ojca i z dumą oświadczył:

– Ojcze, poznajcie się. To Natalia – moja przyszła żona.

Andrzej Mikołajczyk po prostu zamarł. Pomyślał, że jego syn postanowił spłatać mu figla. Spojrzał na brudne paznokcie i zaniedbane dłonie Natalii. Wydawało mu się, jakby ta dziewczyna w ogóle nie potrafiła umyć rąk. 

Jak dobrze, że Marysia nie dożyła tego strasznego dnia. Tak dobrze wychowaliśmy naszego syna. Gdzie znalazł sobie taką okropną dziewczynę? Jest naprawdę niechlujna! – pomyślał Andrzej Mikołajczyk. 

– Witaj! Przywiozłam tu trochę smakołyków: oto konfitura malinowa, suszone grzyby, a to ciasto. Wszystko swojskie. Wszystko sama ugotowałam! – powiedziała z dumą Natalia. 

Andrzej Mikołajczyk w milczeniu obserwował jak dżem wypływa ze słoika i brudzi obrus.

– Irek, synku! Posłuchaj mnie! Gdzie Ty znalazłeś tę Natalię? Ona nie pasuje do Ciebie. Zabierz ją z powrotem, tam skąd ją przywiozłeś! Zrujnuje Ci życie! W naszym domu nie ma dla niej miejsca.

– Kocham ją i ją poślubię! – oświadczył syn z dumą.

Andrzej Mikołajczyk nie kłócił się ze swoim synem. Postanowił, że życie samo przywróci wszystko na swoje miejsca.

Minęło już 2,5 roku od śmierci ukochanej Andrzeja Mikołajczyka, jego Marysi. Z każdym kolejnym rokiem relacje z synem zaczęły się pogarszać. Irek porzucił studia na Uniwersytecie. Nieustannie kłócił się z ojcem. Zaczął pić i znalazł podobnych do siebie przyjaciół. Andrzej Mikołajczyk próbował przywrócić syna do normalnego życia. Ale nie udało mu się to. Irek pił i szwędał się. Żył tylko dla własnej przyjemności. Potem znalazł gdzieś tę Natalię i przyprowadził ją do domu. Mimo sprzeciwu Irek poślubił tę dziewczynę. Andrzej Mikołajczyk nie przyszedł na wesele, mimo tego, że syn go zaprosił. Andrzej nie mógł uwierzyć, że wkrótce jego domem zajmie się młoda synowa. Bardzo tęsknił za Marią i nie mógł sobie wyobrazić innej gospodyni w swoim domu.

Czas mijał. Natalia okazała się bardzo dobrą synową, gotowała pyszne jedzenie i sprzątała dom. Andrzej Mikołajczyk powinien być z tego zadowolony, ale nie był. Bardzo tęsknił za zmarłą wcześnie żoną.

Przeżyli tak wspólnie rok. Potem Irek zmęczył się życiem rodzinnym. Zaczął się szwędać i znów zaczął mocno pić. Pewnego dnia pojawił się w domu z dziewczyną.

Tydzień później Natalia przyszła do pokoju Andrzeja Mikołajczyka. Była cała we łzach:

– Andrzeju, co mam zrobić? Irek powiedział, że jest mną znudzony. Chce się ze mną rozwieść. Kazał mi już zabrać swoje rzeczy, a ja jestem w ciąży, w czwartym miesiącu. Dokąd ja mam teraz pójść?

– Jedź do domu, Natalio. Do mojej wioski, w której żyje moja matka. Pomogę Ci z pieniędzmi. Irek będzie odwiedzał syna, ale nie będziecie mieszkać razem, nie pasujesz do niego.

W głębi serca Andrzej Mikołajczyk cieszył się, że Natalia opuszcza jego dom.

Natalia otarła łzy, odwróciła się i poszła po swoje rzeczy. Bardzo szczerze kochała Irka, lubiła też swojego teścia. Bardzo chciała, żeby jej dziecko dorastało w tym pięknym i dużym domu. Ale teraz została wyrzucona jak niepotrzebne zwierzę, wyrzucona na ulicę jako bezużyteczna rzecz.

Minęło 12 lat. Andrzej Mikołajczyk od sześciu miesięcy mieszkał w domu opieki. W ostatnich latach zaczął bardzo chorować, potrzebował pomocy. Przeszkadzał synowi, który nie chciał opiekować się własnym ojcem. Więc oddał go do domu opieki. Andrzej Mikołajczyk zrozumiał, że tutaj umrze. Już dawno się z tym pogodził. 

Kiedyś sąsiad przyszedł do jego pokoju i powiedział:

– Wychodź! Przyszli do Ciebie goście!

– Czy to Irek przyszedł do mnie? Mój syn!

– Nie wiem! Nigdy go nie widziałem! Wychodź!

 Z wielkim trudem wstając z łóżka, Andrzej Mikołajczyk wziął laskę i wyszedł z pokoju. W drzwiach zobaczył Natalię.

– Natalia! Skąd wiedziałeś, że tu jestem?

– Irek mi powiedział. Tak rzadko odwiedza Antosia, a Ty przez te lata prawie się nie zmieniłeś! – powiedziała Natalia z uśmiechem.

 Z biegiem lat stała się bardzo ładna, po prostu rozkwitła.

– Jesteś trochę chory? To nic, wyzdrowiejesz! A ja przyszłam Cię odwiedzić. Nie jestem sama, przyjechałam z Twoim wnukiem. Chcesz go zobaczyć?

– Oczywiście, bardzo chcę! – powiedział Andrzej Mikołajczyk.

W jego oczach pojawiły się łzy.

Wkrótce Natalia przyprowadziła chłopca. Antoś był bardzo podobny do swojego ojca – jak dwie krople wody.

– Jak czas szybko leci. Wybacz mi. Wybacz mi wszystko. Nic już nie mogę naprawić. Popełniłem w życiu tyle błędów. Musisz mnie odwiedzać. Ucieszę się, kiedy Cię zobaczę.

– A czy będziesz tu przez długi czas? – zapytała zdziwiona Natalia.

– Irek przywiózł mnie tu na zawsze! Jestem tutaj i tutaj umrę.

– Nie, nie powinieneś tutaj mieszkać. Pozwól, że Cię do nas zabiorę. Mam dom. Co prawda, ​​nie jest bardzo duży. Ale miejsca wystarczy dla nas wszystkich. Z nami będzie Ci dobrze! Rzeka jest w pobliżu, las. Antoś potrafi robić wędki i dobrze łowi ryby. Będziesz się nim opiekować, kiedy będę w pracy.

– Zgódź się, dziadku! – powiedział wnuk.

– Szybciej wyzdrowiejesz. Dojdziesz do siebie! – powiedziała Natalia.

Andrzej Mikołajczyk przemyślał to i zgodził się.

Natalia dotrzymała obietnicy. Tydzień później przyjechała samochodem i zabrała swojego teścia do siebie. We wsi szybko wyzdrowiał.

Andrzej Mikołajczyk przez wiele lat mieszkał z Natalią i swoim wnukiem. Pomógł Natalii we wszystkim. Pomógł także Antosiowi w ukończeniu Uniwersytetu.

Własny syn ani razu nie przypomniał sobie o swoim ojcu, nie pamiętał także, że ma syna. Nigdy do niego nie przyszedł, nigdy go nie odwiedził.

Zapraszamy do obejrzenia filmu

Oceń artykuł
Newskey24
“Jak dobrze, że Marysia nie dożyła tego strasznego dnia!” – o wiejskiej synowej