– Weź, weź, jest zdrowa, tak powiedzieli w szpitalu położniczym…
Maria siedziała z wózkiem w parku. Po twarzy widać było, że jest zmęczona lub zdenerwowana. Córka płakała w wózku, a matka tylko lekko potrząsała nogą i nie reagowała. W tym momencie para – Tadeusz i Renata – przechodzili obok, po prostu sobie spacerowali. Małżonkowie byli już lekko po czterdziestce, ale nie mieli dzieci – nie poszczęściło im się w tym temacie.
Słysząc krzyk niemowlęcia, przechodząca obok wózka Renata pochyliła się i zaczęła mówić do dziewczynki. Ta na chwilę przestała płakać, patrząc na wesołą ciotkę. Renata próbowała porozmawiać z Marią:
– Nie słuchasz małej? Zmęczyłaś się małą i masz jej na razie dość?
– Tak, w ogóle mam jej dość !
Renata wzdrygnęła się na tak ostrą odpowiedź. Jak zwykle natychmiast pojawiły się w jej głowie myśli, że ktoś naprawdę chce dzieci, ale nie może ich mieć, a komuś innemu Bóg je – komuś, kto ich nie chce i nie potrzebuje.
– Widzę, że jesteś zmęczona, dziewczyno… jak Ci pomóc?
– Weźcie tę histeryczkę ze sobą. Podoba Wam się?
– Mówisz poważnie? Chcesz tak po prostu oddać swoje rodzone dziecko?
– W tym momencie ma bardziej poważnego człowieka ode mnie. Weź ją, jest zdrowa, tak powiedzieli w szpitalu. Chciałam ją tam zostawić, ale koleżanka namówiła mnie do tego, abym ją zatrzymała, a teraz tego żałuję…
Maria miała dziewiętnaście lat, kiedy poznała Borysa. Dziewczyna myślała, że to wielka miłość, a facet po prostu dobrze się z nią bawił. Kiedy Maria poinformowała go o tym, że spodziewa się dziecka, ten po prostu się roześmiał i powiedział, że to nie jego problem, a potem zniknął. Było już za późno, aby cokolwiek zrobić, więc Maria natychmiast podjęła decyzję o tym, aby zostawić dziecko w szpitalu. Ona sama jest jeszcze dzieckiem. Nie było w tym niczego złego, dziecko mogło dalej żyć, ale przyjaciółka Marii, Eliza, zaczęła zniechęcać ją do pozostawienia małej w szpitalu, próbowała wzbudzić w niej litość i rozpalić instynkt macierzyński.
Maria posłuchała przyjaznej rady, ale potem tego pożałowała. Brakowało jej pieniędzy, poza tym trzeba było ciągle siedzieć z dzieckiem. Eliza czasami przychodziła pomóc Marii i zostawała z małą, by młoda dziewczyna mogła iść np. na spacer, ale to nie wystarczyło. Dziewczyna chciała imprezowego życia, a nie pieluch i huśtawek. Zaczęła nawet myśleć o oddaniu córki do domu dziecka… Spotkała jednak tych ludzi i nawet się jej spodobali…
Renata wyjęła dziewczynkę z wózka i zaczęła szeptać mężowi do ucha:
– Tadek, co o tym sądzisz? Matka wygląda nawet na porzadną, chyba jest niepijąca… Może naprawdę ją do siebie weźmiemy?
– Może weźmiemy… zapytaj ile miesięcy ma ta malutka.
Maria słyszała, o czym szeptali małżonkowie.
– Ma na imię Sonia, ma dwa miesiące. Urodziła się zdrowa, ważyła 3,5 kilograma. Sama nie palę, nie piję, chyba, że od święta. Jej ojciec też jest normalny, nie jest jakimś ćpunem…
Małżonkowie zabrali ze sobą dziecko i zaczęli kompletować niezbędne dokumenty, aby oficjalnie otrzymać prawa do opieki nad dzieckiem. Po pewnym czasie, kiedy wszystko było gotowe, Maria wskazała Renatę i Tadeusza jako rodziców adopcyjnych dla swojego dziecka. Para w końcu mogła cieszyć się w pełni Sonią. Dziewczyna wyrosła na piękną i młodą kobietę.
Jedno przypadkowe spotkanie może zmienić całe życie…








