Zabawa dla dzieci.

Ta historia miała miejsce wiele lat temu. Prawdy dowiedziałem się niedawno, gdy ostatni uczestnik poważnie zachorował i zmarł.

Historia jest banalna w gruncie rzeczy. Połowa lat 60-tych. Wioska. Zima. Co robią nastolatkowie na wsi zimą? Jeżdżą z ojcami nad rzekę na ryby, pomagają w pracach domowych. Na lodzie, na rzece, grają w hokeja, wbijają krążek kijami domowej roboty.

Moimi kolegami było trzech chłopców w wieku około trzynastu, czternastu lat. A z nimi zawsze chodzili dwaj bracia, jeden miał 7, a drugi 10 lat. Byli tolerancyjni, nie prześladowali, ale okazywali swoją wyższość pod każdym względem, gdy razem grali w hokeja. To była bardzo popularna gra w tamtych czasach. Pewnego dnia chłopcy zebrali się i poszli grać, zbliżała się już wiosna, lód rozmarzał. Bawili się bliżej brzegu, gdzie było bezpieczniej. Ale mecz to mecz, krążek wyleciał i był prawie na krawędzi lodu. A dalej była woda, rwąca rzeka.

No cóż, chłopcy stwierdzili, że szkoda krążka i zachęcali jednego z młodszych braci do pójścia po niego. Cóż, chłopiec to chłopiec, a poza tym był jeszcze mały, nie miał wyczucia niebezpieczeństwa i ostrożnie stąpał po cienkim lodzie, by móc zdobyć krążek. Niestety lód pod nim pękł. Zanim chłopcy się zorientowali, wpadł do rzeki, nawet nie wypłynął, nawet się nie zachwiał. Chwila i chłopca już nie było.

Wszyscy zamarli z przerażenia. A młodszy brat nagle krzyknął:

– To Ty go zmusiłeś do sięgnięcia po krążek. Powiem wszystko tacie! I pobiegł po lodzie do brzegu. Uderzył w przerębel, ale zdołał utrzymać się na krawędzi lodu. Płakał i wołał o pomoc, ale Ci trzej chłopcy stali jak śnieżne kule i nikt nawet nie próbował go wyciągnąć. Można go było jednak uratować. Ale oni stali i patrzyli. Bardzo się bali, że rodzice ich pobiją, że zgłoszą sprawę na policję – prawie zmusili brata do pójścia za krążkiem. A strach nie zna granic. Stali i patrzyli, jak chłopakowi rozluźniają się ręce i wchodzi pod wodę. A potem zaczął padać śnieg, burza śnieżna, i wszystko zasypało. Zgodzili się powiedzieć wszystkim, że braci nie było z nimi.

Oczywiście, wieczorem cała wieś wyruszyła na poszukiwanie dwóch chłopców… I pytano ich, czy widzieli chłopców, ale oni wszystkiemu zaprzeczyli. Rodzice myśleli, że utonęli w rzece… No bo gdzie indziej mogliby się udać?

Tej zimy nigdy ich nie odnaleziono. Może zostali wyrzuceni na brzeg, ale to miejsce było bardzo odległe, a w dole rzeki były dwie wioski.

Rodzice długo się smucili, potem sprzedali dom i wyjechali.

Okrucieństwo dzieci i strach przed karą sprowokowały śmierć drugiego chłopca.

Życie pozostałych chłopców nie ułożyło się. Jeden zginął w wojsku, a drugi rozbił się na motorze, nie zdążył się nawet ożenić. Trzeci dożył czterdziestki, ale poważna choroba zabrała mu wszystkie siły. Zanim umarł, opowiedział mi, jak to wszystko się stało. Powiedział, że przez te wszystkie lata, widział tych dwóch chłopców wszędzie. Chodził do kościoła i prosił Boga o przebaczenie, ale sam sobie nie potrafił wybaczyć.

Tak oto dziecinny żart odebrał życie dwóm osobom i złamał losy trzech.

Zapraszamy do obejrzenia filmu

Oceń artykuł
Newskey24
Zabawa dla dzieci.