– Babciu, czy ty naprawdę jesteś czarownicą?
– Jak ja ci zaraz dam patelnią po tych lokach. Przyszła mnie obrażać…
– Oh! – dziewczyna złapała się za głowę. – Przepraszam.
– Eh, młodzież…– Babcia zmieniła zły ton na dobry i dopiero teraz zmierzyła wchodzącą wzrokiem. – Po co przyszłaś?
– Kazali mi się z tobą skontaktować. Mówią, że jest czarownicą, wie wszystko. Przepraszam za to słowo jeszcze raz.
– A Ty wierzysz, że wszystko wiem?
– Niezbyt. Czarownice … oj … te … magiczne babcie … są tylko w bajkach.
– Po co przyszłaś, skoro nie wierzysz?
– Nie mam dokąd pójść. Mój los się rozstrzyga. Jeśli zrobię zły ruch… och… – dziewczyna westchnęła ciężko. – Mogę nie trafić do celu.
– Wybierasz się na polowanie?
– Nie! – najpierw zawołała dziewczyna, potem się opamiętała i poprawiła: – No, prawie… wiesz, życie jest przecież tak zbudowane. Niby faceci na nas polują, a tak naprawdę to my na nich polujemy.
– Sama wymyśliłaś? Co? – zdziwiła się babcia.
– AHA… – odpowiedziała skromnie dziewczyna. – Sama…
– Cóż, mądra … – zatwierdziła babcia. – To znaczy, że masz olej w głowie. Dobrze już, przestań owijać w bawełnę, mów do rzeczy. Jakie jest pytanie? Problem z narzeczonym? Kocha, nie kocha? Wychodzić, nie wychodzić?
– Tak – skinęła głową dziewczyna. – A jednak się okazuje, wszystko wiecie…
– Czekaj, czekaj… – babcia zrobiła wokół dziewczyny krąg i zaniepokoiła się. – Czegoś mi nie dopowiedziałaś… Wizje z tobą są niejasne…
– Tak, nie wszystko powiedziałam.
– Więc mów! – znowu warknęła babcia. – Oooooj! Chce, żebym jej pomogła, a sama milczy!
– Nie milczę. W sumie… ja… to nie jeden narzeczony, tylko trzech… szczerze mówiąc, właściwie to mam ich czterech, ale czwarty jakiś taki… niepoważny jest… wesoły głupiec… więc nawet o nim nie myśl… nie przeciążaj swojej aury…
– Czego? – nie zrozumiała babcia.
– To tego… czym tam czarujesz? Czakrami?
– Wystarczy, wystarczy, wystarczy… – uciszyła ją pani. – Nie psuj o sobie opinii. Więc chcesz wybrać jednego z trzech? Raz się zdarzyło, że jeden staruszek miał trzech synów…
– Nie są braćmi! – zawołała dziewczyna. – Nie znają się.
– Nie przerywaj, bajka mi się przypomniała… Więc tak, jeden był bogaty, ale głupi, drugi – ani tak, ani siak, a trzeci biedny, ale piekielnie inteligentny.
– Oh! Skąd wiesz wszystko o moich zalotnikach?
– A czy naprawdę chcesz wyjść za mąż?
– Nie bardzo – westchnęła znowu ciężko dziewczyna. – Ale trzeba. Moje koleżanki od dawna są żonami, a ja wciąż wybieram. Wszystko jest dla nich proste – zobaczyła jednego odpowiedniego, złapała go za rękę i zaciągnęła do urzędu. A ja mam trzy opcje naraz. I wszyscy proponują małżeństwo. Nie, cztery na raz. Ale czwarty jest taki sobie. Oni są porządni, ale on jest taki…
– Więc czemu o nim wspominasz?
– Nie wiem. Z jakiegoś powodu przypomina mi się częściej niż inni. Bezczelnie wchodzi do głowy i zajmuje myśli…
– Masz jego zdjęcie?
– Mam…
– Pokaż mi…
– Dlaczego? – zdziwiła się dziewczyna. – Nie pytam o niego. Z innych wybieram…
– Pokaż, mówię!
Dziewczyna wyjęła telefon z torebki, zagłębiła się w niego i podniosła go do twarzy babci.
– Ten… nawet tutaj się śmieje… nigdy nie jest poważny…
– Dlaczego mnie okłamujesz? – powiedziała babcia po obejrzeniu zdjęcia.
– Okłamuję? – zdziwiła się dziewczyna. – Wcale nie kłamię!
– Po co o nim mówisz – bez perspektyw? Na czole ma napisane, że stanie się bogaty i sławny, a jego żona będzie dobra i piękna. Niech no na ciebie spojrzę. Jesteś dla niego odpowiednia, ale może znaleźć lepszą.
– Jak to jest lepszą? – dziewczyna była zdezorientowana. – Dlaczego o nim mówisz? Nie pytam o niego! Mieszasz mi w głowie. Zobacz innych zalotników, proszę…
– A co ci oczy tak błysnęły, kiedy o nim mówiłam? Zarumieniłaś się nawet – Babcia ręką odciągnęła na bok telefon, który dziewczyna próbowała jej pokazać. – Nie zaślepiaj mnie telefonem. Nie będę nawet oglądać innych. I tak wiem: bogaty brunet wkrótce pójdzie siedzieć. Ten pośredni – który jest ogolony – tak i będzie do starości na motocyklu popylał. Cóż, biedak, na pewno się wzbogaci, przez przypadek, dlatego się spije. Chcesz się męczyć i zmarnować życie – weź któregoś z tych trzech. Nie powiem tego o czwartym. Szkoda, że go nie bierzesz pod uwagę… Po co ci jakiś bogaty nudziarz?! Raźniej jest iść przez życie wesoło, a charyzma otwiera wszystkie drzwi.
– Tak? – zapytała zaskoczona dziewczyna, choć jej oczy już prawie świeciły ze szczęścia.
– To wszystko co miałam do powiedzenia – pani machnęła na nią ręką. – Idź stąd! A i nie zapomnij wrzucić co nieco do skarbonki, która stoi przy wejściu. I nie byle co a papier! W przeciwnym razie czwarty nawet na ciebie nie spojrzy.
Dziewczyna zerwała się z miejsca i prawie pobiegła do wyjścia, w drodze wyjmując okazały banknot z portfela.







