Kto by pomyślał, że dwie przyjaciółki od kołyski, Hania i Jadwiga, mogłyby się pokłócić. Sąsiedzi szeptali:
„Co takiego się stało? Przyjaciółki pokłóciły się na śmierć i życie, że nawet do siebie nie zaglądają. A jeśli któraś zobaczy drugą na drodze, omijają się szerokim łukiem, udając, że się nie widzą. A przecież mieszkają tuż obok.”
Obie milczały, więc sąsiedzi tym bardziej dręczyli się domysłami, a baby przy studni snuły coraz dziwniejsze teorie. Wiedzieli tylko tyle, że Ewka córka Hani, i synek Jadwigi Wojtek, spotykali się. Przyjaźnili się od szkoły, ale po maturze ich drogi się rozeszły. Wojtek poszedł do wojska, a Ewa wyjechała studiować do Krakowa.
Od dzieciństwa widywano ich zawsze razem w szkole i po lekcjach, do wieczora gonili po ulicy z innymi dziećmi, latem pluskali się w rzece, a gdy podrośli, spotykali się i siedzieli na brzegu.
„Ewka, wyłaź!” słyszała głos chłopaka pod oknem i w sekundę wylatywała z domu. Umawiali się już wieczorem.
Byli zupełnie różni żywiołowa, przebojowa Ewka i powolny, małomówny Wojtek, który zanim coś zrobił, zawsze się zastanowił i podrapał po głowie. Rządziła oczywiście Ewa. To ona zawsze miała pomysły.
„Wojtuś, jutro idziemy do lasu po grzyby” a on drapał się po głowie i kiwał.
„Wojtuś, jutro na rzekę się opalać” znów się zgadzał, nigdy nie protestował.
Hania z Jadwigą od dzieciństwa bawiły się w dom, w chowanego, biegały do siebie w odwiedziny, bo ich domy stały tuż obok, tylko płot dzielił. Ta przyjaciółka szła z dawna już ich rodzice, dziadkowie żyli w zgodzie. Uczyły się w tej samej klasie. Za mąż wyszły niemal w tym samym czasie, za kumpli z sąsiedztwa.
Pierwsza rozwiodła się Hania, gdy Ewka miała trzy lata. Mąż był awanturnikiem i złośliwcem, pił i nie raz podniósł rękę na żonę. A ona nie wybaczała.
„Oj, Haniu, jaki siniak Cały policzek!” przeraziła się Jadwiga, widząc przyjaciółkę. Nawet nie pytała, skąd to wiedziała, że od męża.
„Wyrzuciłam tego hulakę, pakunki mu za drzwi, nie wiem, gdzie się podział pewnie do matki.”
„Dobrze zrobiła, a mój wczoraj też się wyróżnił leżał na kanapie, Wojtuś koło niego się kręcił. Przeszkodził mu odpoczywać, więc z całej siły odepchnął chłopca, że aż odbiegł dobrze, że głową nie uderzył. Ja stanęłam w obronie syna, a on mi powiedział, że następnym razem dostanę, jeśli swojego syna nie uspokoję. Zauważ nie naszego, tylko swojego. Jakby Wojtek nie był jego.”
Rozmówiły się i rozeszły. A pół roku później po wsi rozniosła się wieść:
„Jadwiga wyrzuciła swojego jegomościa Podobnie dręczył ją podejrzeniami, że Wojtek nie jest jego. A czyj niby? Wygląda jak on. A Jadwiga to skromna dziewczyna była, z chłopakami się nie wdawała. Wyszła za mąż i tyle.”
Tak właśnie było mąż zatruł Jadwidze życie zazdrością, a raz nawet nóż do gardła przyłożył. Wystraszyła się i się rozeszła. Obie zostały same, z dziećmi, ale nie narzekały. O mężczyznach już nawet nie marzyły. Byli mężowie wyjechali gdzieś ze wsi. I zostały Hani i Jadwidze dwie radości córka Ewka i synek Wojtuś.
Po maturze Wojtek zrobił prawo jazdy, Ewa poszła na studia. On czekał na powołanie do wojska, ona wyjechała. Powołanie przyszło pod koniec listopada. Ewa wróciła do domu, żeby go odprowadzić. Przez trzy dni się nie rozstawiali. Pożegnali go i odjechał służyć.
Całą zimę Ewa przyjeżdżała na weekendy, wpadała do Jadwigi, a ta opowiadała, co Wojtek pisze chociaż ona też z nim korespondowała. Z czasem Jadwiga zauważyła, że Ewa przestała przyjeżdżać ostatni raz była po Nowym Roku na feriach, potem tylko dwa razy, a w marcu już wcale.
„Haniu, czemu Ewka się nie pokazuje?” pytała przyjaciółkę, wpędzając do niej po pracy.
„Studia, zajęcia, siedzi w książkach.”
Minął marzec, zaczął się kwiecień, a Ewa nadal nie przyjeżdżała. Za to sama Hania wybrała się do córki. Jadwiga zauważyła, że przyjaciółka jest jakaś inna mało mówi, oprócz pracy nigdzie nie wychodzi, nawet do niej tylko na chwilę wpada.
Po powrocie Hania nadal milczała, a Jadwigę rozpierała ciekawość. Nie wytrzymała. Wieczorem poszła do przyjaciółki.
„No, gadaj” zaczęła od progu. „Coś przede mną ukrywasz?”
Hania machnęła ręką i wyznała:
„Po co już ukrywać? I tak wszyscy się dowiedzą. Moja Ewka wyszła za mąż. Dziecko będą mieć.”
Jadwiga najpierw pomyślała, że się przesłyszała, ale gdy zrozumiała, wyleciała za drzwi jak oparzona.
„Ach ty Za mąż wyszła! Dziecko! A co z Wojtkiem? Co teraz będzie?”
Natychmiast chwyciła papier, długopis i napisała do syna list, wylewając swoją złość, ale go też uspokajała, prosząc, żeby się nie załamał. Wojtek po dwóch latach służby nie wrócił do domu wyjechał z kolegą na północ. Wynajął pokój w hotelu robotniczym i pracował, pracował, pracował.
Pracował przy wiertłach, sumiennie, wszystko mu szło sprawnie, nie gardził żadną robotą, zatapiał się w pracy. Tylko to tłumiło tę pustkę, która w nim została po liście matki.
Hania z Jadwigą przestały się przyjaźnić, nie odwiedzały się. Przez trzy lata Wojtek tylko raz przyjechał do domu, i to na kilka dni. Pomógł matce w gospodarstwie, naprawił dom, posiedział nad rzeką i wyjechał. A Ewa w ogóle się nie pokazywała zapomniała drogi do rodzinnego domu. Ani z mężem, ani z synem nigdy nie przyjechała.
„Ewka u Hani zadziorna się zrobiła miejska już i do domu jej się nie chce” plotkowały baby. „Choćby wnuka matce pokazała.”
Dawno Jadwiga nie widziała sąsiadki, aż pewnego dnia przyszła do niej listonoszka Renata.
„Cześć, Jadziu, a ja do ciebie” powiedziała, siadRenata przyniosła wiadomość, że Hania znów jest chora, ale wyzdrowieje dopiero wtedy, gdy Wojtek i Ewa w końcu się pogodzą, a rodzina znów będzie razem.







