Podwieczorek u Maryli Parzyńskiej

Od sześciu lat Maryla Parzyńska nie pije już herbaty w naszym domu. Boi się , że się na niej zemszczę, chociaż ja o chęci odwetu dawno już zapomniałam. Jeśli jednak chce, niech się boi dalej – nie mam nic przeciwko.

Weszłam w małżeństwo z “ dobytkiem z przeszłości “, czyli z synem z pierwszego małżeństwa. Mój mąż nie dbał o to, czy mam dzieci, czy nie, ale ta kwestia była bardzo ważna dla Maryli. Była zwolenniczką teorii, że wszystko, co najlepsze w kobiecie, zabiera jej pierwsze dziecko.

Wyjaśnienia tej teorii były bardzo mgliste, nic z niej nie zrozumiałam, jednak według ówczesnych słów Maryli okazuje, że pierwsze dziecko ” wchłania ” całą inteligencję, całe szczęście, uczciwość i szlachetność matki. Kolejne dzieci robią to w mniejszym stopniu albo i w ogóle.

Maryla nie musiała daleko szukać przykładu, ponieważ jej syn był pierwszym dzieckiem. Inteligentny, piękny, szlachetny – no ogólnie szczęśliwy, młody człowiek. Fakt, że ma jedyne dziecko (w końcu zatem nie mogła do końca przetestować tej teorii, sprawdzając, na kogo wyrosłoby rodzeństwo mojego męża) nie martwił kobiety, ponieważ pierworodny syn się udał i to dzięki mamusi !

Zwykle kobiety w sytuacji, gdy ich syn poślubi kobietę z dzieckiem stresują się, że ich chłopiec zmarnuje nerwy, czas i pieniądze na czyjeś dziecko. Maryla jednak się tym nie przejmowała: bardziej niepokoił ją fakt, że dziecko jej syna nie będzie jej pierworodnym wnukiem ! Kiedy usłyszałam to wszystko po raz pierwszy, byłam zaskoczona.

Teraz, gdy syn skończył dziesięć lat, mogę powiedzieć, że jest rozsądnym chłopcem. Nie to co w wieku czterech lat, kiedy uwielbiał psocić i brudzić zarówno siebie jak i swoje otoczenie. Co do innych kwestii to był zwykłym dzieckiem: zaczął chodzić wtedy, kiedy większość dzieci, mówił jak rówieśnicy. No nic nadzwyczajnego – nie było żadnej różnicy, kiedy się urodził.

Potem już żartowałam w odpowiedzi, że dziecko, które będę miała z mężem, weźmie wszystko co najlepsze od taty, który jest przystojny, pracowity i uczciwy. Maryla robiła wtedy dobrą minę do złej grze i chciała  „zaprzyjaźniać się ” z moim synem:

– Przywieźcie go do mnie ! Posiedzę z nim, a Wy odpoczniecie we dwoje, nie ma żadnego problemu !

Czułam, że coś jest nie tak, ale nie mogłam zrozumieć, co dokładnie. Po rozmowie z Marylą miałam pewien dysonans: wszystko mówiła z uśmiechem na ustach i żartując, ale czułam, jakby chciała mnie zmieszać z błotem.

Nie poparłabym tego pomysłu, gdyby mąż nie zaczął nawijać mi makaronu na uszy mówiąc, że “ Mama jest przychylna “ wnukowi “ ! Musimy pozwolić na to, aby bardziej się razem zżyli ! “. Próbowałam go od tego wszystkiego odwieść, ale jego matka nalegała z uśmiechem i szczęściem w oczach.

Podczas jednego z takich spotkań mających na celu zbliżyć do siebie syna i babcię, doszło no nieprzyjemnego przyjęcia z herbatą. Syn pił herbatę rozcieńczoną zimną wodą, z przywiezionej przez nas wcześniej dwulitrowej butelki wody, którą Maryla przelała do dzbanka. Sama teściowa zasadniczo nie gotowała wody ani jej nie chłodziła.

Przyjechaliśmy odebrać dziecko, a Maryla zaoferowała nam herbatę. Mąż poprosił o kawę, więc uruchomiła ekspres do kawy, a mnie nalała herbaty. Nie pierwszy raz piłam jej herbatę – wiedziała, że ja też ją tak rozcieńczam i nie piję gorącego naparu. Kobieta rozcieńczyła więc i tym razem herbatę wodą z dzbanka.

Kiedy skończyłam pić herbatę, a mój mąż już opróżnił małą filiżankę kawy, Maryla postanowiła nas rozbawić, opowiadając dowcip, który mój syn zrobił w jej domu:

– Na chwilę wyszłam z kuchni, a on… jest taki zwinny ! Wyobraźcie sobie, że wszedł do szafki, wyciągnąłem stamtąd moje lakiery do paznokci, pilnik i waciki ! Waciki i lakiery rozrzucił po kuchni, a pilnik wrzucił do wody. Przyszłam, patrzę a w kuchni, a w dzbanku z wodą pilnik pływa ! Ledwo go stamtąd wydostałam ! Pilnik został natychmiast wyrzucony. Był już i tak nie pierwszej świeżości, a na nim były trociny ze spiłowanych paznokci.

Wszystko nagle podeszło mi do gardła: przecież ten dzbanek przyniosła z kuchni. Kiedy z tym samym uśmiechem i chichotem wskazała ponownie na dzban, w którym pływał pilnik, mąż zapytał:

– Zmieniłaś wodę ?

– Po co ? Tam już dawno wszystko osadziło się na dnie !

Natychmiast pobiegłam do łazienki – tak bardzo zrobiło mi się niedobrze. Maryla uprzejmie rozcieńczyła moją herbatę wodą, w której “ kąpał “ się jej stary pilnik.

Mój mąż, podczas gdy ja opróżniałam żołądek, krzyczał na matkę tak bardzo, że chyba wszyscy sąsiedzi to słyszeli. Krzyczała w odpowiedzi, że wszystko opadło na dno dawno temu, że nic złego się nie stało, nie ma też żadnej grzybic paznokci, więc wszystko jest w porządku, a ogólnie rzecz biorąc, nie poiła tą wodą dziecka, bo kupiła mu soki, a my, dorośli przecież od tego nie umrzemy.

Kiedy cała blada wyszłam z łazienki, w kuchni zastałam teściową, która wyglądała, jakby ją – zupełnie niewinną – okropnie znieważono. Łzy demonstracyjnie ocierała chusteczką, nie mogąc opanować drżenia rąk.

– Dziękuję bardzo ! Chłopiec nie jest moim wnukiem, nie miałam obowiązku nim się opiekować, podczas gdy Wy gdzieś się bawiliście ! Nie rozumiem, dlaczego na mnie krzyczysz ! Z jakiego powodu tak na mnie krzyczysz ? Z jej powodu ? – machnęła ręką z zaciśniętą w niej chusteczką w moją stronę – Nie udało jej się utrzymać pierwszego małżeństwa, to tego też nie utrzyma ! Szkoda, bo już tak się do chłopca przywiązałam…

Nie mogłam się powstrzymać i powiedziałam kilka niemiłych słów, przez co łzy leciały jej po twarzy jeszcze bardziej obficie.

Z mężem zabraliśmy syna i pojechaliśmy do domu. Następnie nastąpiło tygodniowe oblężenie: Maryla dzwoniła, pisała wiadomości, błagała mojego męża, żeby się zastanowił nad swoim życiem, a najlepiej znalazł bezdzietną dziewczynę i założył normalną rodzinę, aby pierwsze dziecko było jego pierworodnym, ponieważ teoria mówi, że…

Mąż odpowiedział matce, że nie będzie tolerował takich wybryków w moim kierunku, a jeśli coś jej nie odpowiada, to niech zachowa swoją opinię tylko dla siebie. Przypomniał jej, że to ona była inicjatorką opiekowania się moim synem i że nikt jej nie prosił ani nie podrzucał dziecka. Zakładam, że to wszystko zostało specjalnie zaaranżowane przez teściową (” Przywieźcie go, zaopiekuję się nim, a Wy w tym czasie odpoczniecie ! „), aby zbliżyć się do nas, ale nie chciała w to wierzyć.

Maryla w obliczu ostrej reakcji mojego męża, poprosiła mnie o wybaczenie. Przyznała rację, że pilnik w wodzie unosił się trochę (jakby miało mnie to mniej obrzydzić !). Usprawiedliwiała się tym, że nie pomyślała, wyleciało jej z głowy i dopiero po rozcieńczeniu mojej herbaty przypomniała sobie o pilniku. Wymówka szyta grubymi nićmi, ale odpowiedziałam jej wspaniałomyślnie, że jej wybaczam. Pokiwała głową, ale od tego czasu nie pije herbaty w naszym domu – boi się zemsty.

Teoria ” pierworodny dostaje wszystko, co najlepsze ” upadła z hukiem, gdy urodziła się nam córka. Maryla uważa, że jej wnuczka jest perfekcyjna: mądra, piękna, i wspaniała pod każdym względem.

Po urodzeniu córki nasze relacje z Marylą ociepliły się: teraz nie czuję tej dwulicowości, która była wcześniej, ale w pamięci już na zawsze zakotwiczyło się u mnie to, że Maryla jest kobietą z wyobraźnią, więc mam się ciągle na baczności.

Chociaż minęło tyle lat, wciąż czasami przypominam sobie o herbacie i wiem, że nie chcę takiego wroga, jakim ona mogłaby dla mnie być. Maryla najwyraźniej także jeszcze pamięta całe to zajście, ponieważ nie pije herbaty w naszym domu. Niech nie pije, dla nas zostanie więcej.

Zapraszamy do obejrzenia filmu

Oceń artykuł
Newskey24
Podwieczorek u Maryli Parzyńskiej