Wzięłam dwa tygodnie urlopu, zostawiając męża w domu z trójką dzieci. Przyznał, że urlop macierzyński to ciężka praca.

Byłam w szpitalu, mój mąż był w domu z dziećmi. Mamy ich troje: bliźniaczki i syna. Starsze mają trzy lata, młodsze rok.

Hospitalizacja miała miejsce pod koniec lata, tuż przed przedszkolem dziewczynek. Jak tylko zostałam wypisana, słyszałam:

– Co za dobra robota, Tomku!

– Prawdziwy ojciec! Karmienie, przewijanie…!

– Jesteś szczęściarą, że masz takiego męża!

– Takiemu człowiekowi należy myć nogi i podstawiać pod nos piwo. Tomek – dobry chłopak!

Tomek jest dobrym mężem, ale ja nie myję mu nóg.

Moi rodzice i mój mąż żyją i mają się dobrze. Oboje pochodzimy ze szczęśliwych rodzin. Tomek pracuje na zmiany. Czasami nie ma go przez pół roku, gdy wyjeździe w delegację.

Ja również pracuję. Z wykształcenia jestem cukiernikiem. Teraz jestem na drugim urlopie macierzyńskim z rzędu. Piekę na prywatne zamówienia dla koleżanek i znajomych.

Tomek i ja mieszkamy w moim mieszkaniu. Nie powiem skąd wzięłam pieniądze na jego zakup. Powiem jedno: mieszkanie jest moje, przedmałżeńskie, kupione bez pomocy krewnych.

Pensja mojego męża jest dwa razy wyższa od mojej. Ale on ma też więcej wydatków: pomoc dla matki, używki – papierosy, niespodziewane zakupy. Dostając około czterech tysięcy za miesiąc pracy, Tomek dokłada do rodzinnego budżetu około tysiąc złotych.

Przez te wszystkie trzy lata, odkąd zostałam matką, nie widziałam żadnej pomocy. Moja mama i mój mąż uważają, że kobieta sama musi sobie radzić z dziećmi i codziennym życiem. Wszystko jest standardowe: mąż pracuje, jest zmęczony, żona jest wołem roboczym, dba o cały dom, nawet jeśli też pracuje.

Jak wygląda moje codzienne życie z dziećmi? Karmienie, śpiewanie, nauka rysowania, literki, cyferki, figury, zwierzątka i ich maleństwa, utrzymywanie czystości i porządku, kąpanie, leczenie, chodzenie do szpitali, czytanie bajek, dzieci uczą się wierszyków w formie zabawy.

I to sama, bez dziadków. Jestem matką, to mój obowiązek. Do tej listy wcisnąłem też pracę. Czasami z trudem.

Sposób, w jaki mój mąż spędził czas z dziećmi w ciągu tygodnia:

Badanie lekarskie, babcia niańczyła moje dziecko. Wizytę u lekarza mojego dziecka załatwiła jego druga babcia, która z samego rana poszła do przychodni zarejestrować dziecko.

Posiłki i sprzątanie. Znowu babcie. Obie. Razem. Prawie wchodząc sobie w drogę. Podczas gdy jedna krzątała się po naszym domu, druga piekła u siebie rybę i warzywa, by przynieść pojemniki głodnemu zięciowi, wnuczce i wnukowi.

Spacery. Dziadkowie. Ci sami dziadkowie, którzy najgłośniej krzyczą, że opieka nad dziećmi to zadanie dla kobiet.

Zajęcia. Jakie zajęcia? Jaki rozwój? Tata już dużo robi!

W sumie Tomek spędził z dziećmi około 24 godzin sam na sam. Nie licząc czasu na sen. Przez resztę czasu pomagali mu troskliwi ludzie, którzy zlitowali się nad ojcem z trójką dzieci.

Kiedy zostałam wypuszczona ze szpitala, musiałam zrobić dwie rzeczy: uznać zasługi mojego męża i przestać narzekać na trudy urlopu macierzyńskiego. Przecież przez tydzień siedział sam z trzema maleństwami! Ani trochę nie zmęczony, doszedł do wniosku: macierzyństwo to prawie jak wakacje. Cytuję: „Nie rozumiem, jak można się tym zmęczyć!”.

Bardzo mnie to uraziło. Matka, która nie może oderwać się od swoich dzieci 24 godziny na dobę, jest jędzą. A ojciec, przy pełnym wsparciu dziadków, był najlepszy.

Dobrze – powiedziałam do Tomka. Skoro tak łatwo jest siedzieć samemu z trójką dzieci, to ja jadę na wakacje. Na dwa tygodnie. Sama. Z dziećmi sobie poradzisz, przecież to takie łatwe!

– Pff, nie przestraszyłaś mnie! Mogę to zrobić! – Tomasz był pewny siebie.

Pojechałam. Ale zanim to zrobiłam, poprosiłam starsze pokolenie, aby ogłuchło, oślepło i zapomniało jak się używa telefonów przez następne czternaście dni.

– Naprawdę? Jak to on jest sam! Jaką jesteś matką? Porzucasz swoich dzieci! – wrzasnęły babcie.

Musiałam uciec się do szantażu i zagrozić zerwaniem wszelkich kontaktów. Tak, odważyłam się powiedzieć, że wnuczki i wnuk, będą widzieć kilkanaście razy rzadziej, jeśli nie będę wspierać mojego planu.

Wyłączyłam telefon i wspaniale odpoczęłam.

Gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania, brodaty, kudłaty mąż w brudnym podkoszulku wpadł mi w ramiona. Babcie dotrzymały słowa: żadna z nich nie przyszła Tomkowi na ratunek.

Dopiero wtedy mój mąż przyznał, że macierzyństwo to ciężka praca. I co za praca. Teraz, gdy tylko ktoś ze starszego pokolenia zaczyna dewaluować pracę matki w domu, Tomek wchodzi do boju.

Przemyślał też swoje wydatki. W szczególności ograniczył pomoc matce i porzucił złe nawyki. Docenił, że jestem już zmęczona i przyjmuję wciąż zamówienia. Powiedział: „Usiądź z dziećmi, tam będą pieniądze”.

Niektórzy ludzie, którzy znają tę historię, nadal nazywają mnie uciekinierką od męża i dzieci. A kogo to obchodzi? Najważniejsze, że efekt osiągnięty. Moja praca jest doceniana. Wreszcie.

Historia czytelniczki, która pragnie pozostać anonimowa.

Zapraszamy do obejrzenia filmu

Oceń artykuł
Newskey24
Wzięłam dwa tygodnie urlopu, zostawiając męża w domu z trójką dzieci. Przyznał, że urlop macierzyński to ciężka praca.