Mojemu mężowi powiedziano, że nie zamierzam iść do pracy. A on się z tego śmiał.

Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, nie zaczęłam pracować. Właśnie odeszłam z poprzedniej pracy i nie sądziłam, że to będzie uczciwe, by szukać nowej.

Ustatkowałam się w domu, podjęłam kilka prac na pół etatu, życie toczyło się dalej i zaczęłam się nim ogromnie cieszyć.

Uwielbiałam być kurą domową, mimo że koleżanki niepochlebnie wypowiadały się o tym zajęciu. Bałam się tylko, że kiedy dziecko dorośnie – będę żałowała, że wybrałam karierę gospodyni domowej.

Nastał moment, którego wszyscy się obawialiśmy. Dziecko przyszło na świat, a ja wróciłam do domu. Na początku było to przerażające. Nie mogłam sobie poradzić. Po prostu nie wiedziałam, co zrobić z dzieckiem.

Jak wiele matek, zaczęłam tracić nerwy. Nie było do tego szkoleń, okresów próbnych, po prostu się bałam. Nikt mnie nie ostrzegł, że to będzie takie trudne. Wszyscy mówili, że macierzyństwo, to szczęście!

Moi Drodzy, nieprawda. Macierzyństwo to piekło i bagno. Nie kochałam swojego dziecka, nie rozumiałam go. Po prostu robiłam to, co musiałam robić. Zmienić pieluchę, nakarmić go, wykąpać, potrzymać za małą rączkę, na wszelki wypadek, gdybym coś poczuła.

Było mi bardzo ciężko karmić dziecko mlekiem (potem lekarz powiedział, że spada mi cukier we krwi, więc mam mdłości i ogólnie dlatego czuję się obrzydliwie).

Mój mąż przyszedł mi na ratunek. Do dziś dziękuję mu za ten moment, kiedy mnie wsparł. Nie powiedział: „To twoje dziecko!„. Posadził mnie obok siebie i wygłosił całą mowę. Nie pamiętam teraz dokładnie, co powiedział, ale sedno było takie:

– Naprawdę chcę Ci pomóc, więc zrobię wszystko, co w mojej mocy. Przestawimy dziecko na mieszankę i nie ma w tym nic złego. Wiele osób, które znamy, karmi swoje dzieci mlekiem modyfikowanym.

Jeśli chcesz, mogę wstawać w nocy. Może wtedy poczujesz się lepiej, jak się wyśpisz. W ciągu dnia, kiedy jestem w pracy na pewno sobie poradzisz, więcej niż podstawowej troski o dom i dziecko nie będę od Ciebie wymagał.

A kiedy wrócę do domu – zabieram dziecko, a Ty możesz zająć się swoim życiem tak, jak jesteś do tego przyzwyczajona.

Chcę, abyś odnalazła swój rytm w tym nowym życiu, ale proszę Cię, abyś nie nadużywała mojej pomocy. Przejdziemy przez to. Nie będę Cię uważał za złą matkę, bo każdy przez to przechodzi. Chcę tylko, żebyś nauczyła się kochać dziecko, jeśli potrafisz. Nie musisz tego robić wbrew sobie.

Wciąż nie rozumiem, jak wiele mądrości i siły moralnej wymagał ten czyn. Ale to właśnie to wsparcie sprawiło, że poczułam się o wiele lepiej. Przede wszystkim psychicznie. Nikt nie wymagał ode mnie, żebym była idealną matką.

Po kilku miesiącach wciągnęłam się w to – w obowiązki, pracę, dbanie o siebie, całe normalne życie. Mój mąż naprawdę zrobił wszystko, co obiecał. Ani razu mnie nie skarcił.

Nawet nie uniósł brwi. Podobnie jak w obowiązkach, angażował się w opiekę nad dzieckiem, nawet sam tego nie zauważając. Nauczyliśmy się współistnieć i współpracować.

Z każdym tygodniem, z każdym miesiącem ciągłej egzystencji z dzieckiem byłam coraz mniej zestresowana. Tu już robiliśmy razem prace domowe, tu już bawiłam się z nim na placu zabaw itd. Stopniowo to wszystko przychodziło.

Minęły dwa lata od narodzin dziecka. Ludzie, którzy tak naprawdę nie pomagali mi w opiece, zaczęli mnie przekonywać, że już czas, aby umieścić go w przedszkolu i samej pójść do pracy.

– Samej będzie Ci łatwiej! – główny argument teściowej.

I tak już od drugich urodzin dziecka, każdy w mojej rodzinie zadaje mi to potworne pytanie. „Kiedy idziesz do pracy?”.

A ja nie chcę iść do pracy. W ogóle. Mam świetną pracę w domu, dziecko mnie nie stresuje, a i mąż jest zadowolony, że mimo bycia w domu, jestem całkiem pracowitą osobą. Robię to, co lubię.

W domu zawsze jest dobre jedzenie i porządek. Dziecko dobrze się rozwija, a mąż je uwielbia. Spokojnie idziemy przez życie ramię w ramię, wspierając się nawzajem.

I wtedy, ni stąd ni zowąd, moja teściowa wzywa nas do siebie na wielką rozmowę.

– Synu, wiesz, że Alina nie idzie do pracy? – powiedziała z tragedią w głosie.

– Tak, wiem.

– No cóż, oczywiście. Ona zostaje w domu, dziecko nie chodzi do przedszkola. Kto pomoże Ci finansowo? Żona jest na Twojej głowie, jak długo zamierza wyciągać od Ciebie pieniądze?

Siedziałam tam, słaniając się na nogach. Dławiłam się ze śmiechu, bo w samochodzie kłóciliśmy się o to, o czym mówiła mama. Mój mąż przekonał mnie, że rozmowa będzie dotyczyła tego, jak źle wychowujemy dziecko. Uparłam się, że po raz kolejny rozmowa będzie dotyczyła mojej pracy. Argument był symboliczny, ale jednak był faktem.

Ku mojej wielkiej uldze, mój mąż roześmiał się pierwszy. Śmiał się głośno, donośnie i radośnie. Z chęcią się przyłączyłam. Moja teściowa wzruszyła ramionami i zaczęła na nas krzyczeć, że nie traktujemy życia poważnie. Ale tego już nie było słychać.

Zapraszamy do obejrzenia filmu

Oceń artykuł
Newskey24
Mojemu mężowi powiedziano, że nie zamierzam iść do pracy. A on się z tego śmiał.