Czy naprawdę zaczęłam irytować własnego męża..? Osiem lat wszystko było świetnie, a w dziewiątym rok…

Czy zaczęłam drażnić własnego męża?

Przez osiem lat wszystko między Natalią i jej mężem układało się znakomicie, ale w dziewiątym roku małżeństwa Adama zaczęło irytować dosłownie wszystko, a najbardziej sama Natalia.

Adam wracał do domu późno, jadł kolację, mruczał coś pod nosem, po czym odpalał laptopa i do późnej nocy grał w strzelanki. Nawet gdy czasem spoglądał na Natalię, robił to z miną, jakby miał bolącego zęba trzonowego od stóp do głów. Coraz częściej, zupełnie sucho, oznajmiał, że dzisiejszą noc spędzi u mamy.

Pewnego dnia Natalia nie wytrzymała i zadzwoniła do teściowej:
Pani Medyno Janowno, czy Adam jest teraz u pani?
Na co pani Medyna z najsłodszym tonem odparła:
Dobra żona, Natalio, zawsze wie, gdzie jest jej mąż.

Natalia nawet kupiła książkę Jak zatrzymać męża, tłumacząc kasjerce, że to dla koleżanki. Dziewczyna spojrzała na nią z nieudawanym współczuciem.

Wkrótce do Natalii dotarło, że z takimi poradnikami nie jest wszystkiego w porządku. Ile trzeba mieć mężów do zatrzymania, żeby zebrać tyle doświadczenia na książkę? I skąd biorą się ci nowi, skoro starych już się zatrzymało?

Przewertowała półtorej setki stron dobrych rad: mąż powinien tęsknić za domowym ogniskiem, warto kupić seksowną bieliznę, interesować się życiem partnera Nawet nauczyła się w końcu robić drożdżowe ciasto, ale męża do domowego ciepła to nie przyciągnęło. Może trzeba było zagniatać ciasto w koronkach? Albo pokazać się w komplecie u teściowej, gdzie według legendy stacjonował mąż.

Próba dzielenia pasji Adama skończyła się fiaskiem: Natalia, już za pierwszym razem, przeszła poziom w grze, z którym Adam męczył się tydzień. Do ich relacji nie wniosło to ciepła, wręcz przeciwnie.

Pewnego dnia Natalia poszła po nowe zimowe kozaki, a wróciła do domu z pulchnym szczeniakiem za te same pieniądze. Spojrzała na niego i zdała sobie sprawę, że całe życie marzyła o prawdziwym psie, a nie o jakiejś torebkowej miniaturce.

Pani, która przedstawiła się jako hodowczyni, powiedziała:
Zna się pani na psach? Nie? To proszę, to golden retriever.
A gdy Natalia zwróciła uwagę, że kolor nie jest specjalnie golden, łaskawie wyjaśniła:
Dorośnie, to nabierze koloru! Bardzo modna rasa, rodzice mistrzowie, papiery mam, dosłownie za darmo oddaję.

Cena jednak wcale nie była symboliczna. Natalia nie miała tyle przy sobie, ale dobroduszna hodowczyni zgodziła się na tyle, ile było.

Przynajmniej ktoś miałby się cieszyć, widząc ją w domu. Kozaki nie spojrzą w oczy z czułością, nie powitają machaniem ogona i nie przyniosą w pysku kapci.

Wieczorem, gdy Adam zawinął się do domu, zapytał:
Co to za stworzenie?!
Golden retriever, rodowodowy powiedziała Natalia. Niedrogi, oto papiery.
W dokumentach szczeniak widniał jako czystej rasy buldog alapański. Numer telefonu hodowczyni okazał się być numerem do firmy budowlanej, w której o retrieverach i buldogach posyłano ludzi daleko.

Ty ślepa jesteś?! Gdzie tu retriever z buldogiem? Ile zapłaciłaś? Ile?! No po prostu brak słów!
Szczeniak nie zniósł wrzasków Adama i groźnie warknął. Tylko że z warczenia wyszła wielka kałuża.

Boże, z kim ja żyję! zawołał Adam patrząc w sufit, po czym wrócił do laptopa. Patrzył na Natalię jakby to ją przeznaczał do egzekucji.

Rano okazało się, że szczeniak szybko się zadomowił. W nocy załatwił się na adamskie adidasy i pogryzł mu buty.

Tu się zaczęło. Wszystko w Natalii było nie do zniesienia: twarz, ciuchy, charakter, myśli. Nawet to, że zarabiała dwa razy więcej od niego. Jakby tym chciała go jeszcze bardziej upokorzyć. I dzieci nie mieli.

Adam, przecież to ty nie chciałeś dziecka wyszeptała nieśmiało Natalia.
Bo z idiotką nie będę mieć dzieci! Będą takie same jak ty! Zobacz na siebie kto się taką zainteresuje!

Szczeniak słuchał, słuchał, aż w końcu poturlał się do Adama na grubych łapkach i próbował capnąć go za kostkę.

A Natalii łzy stanęły w gardle z żalu za nienarodzonymi dziećmi, patrzyła tylko, jak Adam wrzuca rzeczy do walizki.

Trzydziestka na karku. Życie skończone. Kropka.

Nie miała już siły żyć, ale szczeniak tego nie zrozumie. Siedzi, gryzie skarpetę Natalii, udaje biednego głodnego psiaka, dla którego świat jest prosty: jeść, pić, słyszeć, jak bardzo jest kochany i podrapać po brzuchu.

Pies, któremu Natalia dała imię Grom, rósł jak szalony, lecz na obrońcę nie nadawał się zupełnie mimo groźnego wyglądu w ogóle nie wykazywał agresji, tylko nieskończoną miłość i ślinienie.

Wieczorami Natalia spacerowała z nim po okolicy do późna. Aż pewnego wieczoru w grudniu, kiedy na podwórku rozkopano wielkie dziury, Grom wpadł do jednej z nich. Zaczął żałośnie skomleć, więc Natalia, nie myśląc długo, skoczyła za nim. Na szczęście nic sobie nie złamała. Dziura, głęboka i śliska, noc, godzina przed północą, telefon w domu.

Początkowo wstydziła się wołać o pomoc, ale po kilku nieudanych próbach wyjścia wykrzyczała na całe gardło: „Pomocy!” W końcu podeszło dwóch młodych chłopaków, wyglądających w marnym świetle latarni dość mrocznie. Jednak zamiast się nią nie przejąć, zadzwonili po strażaków i poczekali na nich, żartując sobie z góry. Najpierw wyciągnięto Groma, który w podskokach wylizał wszystkich, także gotów. Potem Natalię, która tak zmarzła, że było jej wszystko jedno.

Rozzłoszczony dowódca akcji sprawnie podsumował głupotę psa, bałaganiarstwo Natalii, lenistwo administracji i totalną niekompetencję ekip kopiących doły. Rząd też oberwał. Grom nie słyszał wcześniej takich wyrazów, więc w podskokach lizał dowódcę prosto w nos aż nabił mu guza głową.

W rezultacie o pierwszej w nocy scena była następująca: brudny, ale szczęśliwy Grom; Natalia cała w błocie i drżąca z zimna; strażacy poplamieni łapami psa, gotycy i dowódca z rozbitym nosem.

Proszę pani, może by pani uczyła trochę tego swojego potwora? burknął dowódca.
Uczę, ale ciężko go wychować odparła Natalia.
Taki jak ja rzucił jeden got do drugiego i zarżał radośnie.
Ja tu mieszkam, zapraszam na chwilę się ogarnąć zaproponowała Natalia, klekocząc z zimna.
Idź, idź mruknęli strażacy do dowódcy bo wyglądasz jak Hannibal Lecter.

Może sama sobie dół wykopię? Nim spółdzielnia zareaguje, wieki zmarnujesz śmiała się potem przyjaciółka Natalii.

P.S. Dzieci Natalii są zwyczajne, wesołe i mądre Szymek i Lidka. W pierwszej klasie trzeba było opowiedzieć o swojej rodzinie.
Nasz tata ratuje świat! A mama pracuje przy komputerze! wykrzyknął odważnie Szymek.
A cichutka Lidka dodała:
A nasz pies potrafi oglądać telewizję!

Życie potrafi zaskakiwać. Czasami to, co wydaje się końcem, staje się początkiem trzeba tylko znaleźć sobie powód, by wrócić do ludzi. Nawet jeśli jest nim kudłaty, wierny pies.

Oceń artykuł
Newskey24
Czy naprawdę zaczęłam irytować własnego męża..? Osiem lat wszystko było świetnie, a w dziewiątym rok…