Ostatnia suknia
Córeczko, moja koleżanka z pracy, pani Jolanta Wierzbicka, chce zamówić u ciebie suknię ślubną dla swojej córki. Podejmiesz się?
Nie, mamo, mam mnóstwo roboty, ze wszystkim się nie wyrabiam. Niech poszukają innej krawcowej.
Ona bardzo chciała tylko ciebie, szyjesz tak pięknie, wszyscy cię polecają.
Naprawdę nie dam rady…
No dobrze. Szkoda, będą rozczarowane…
Olgierd pracowała w swoim mieszkaniu w Warszawie klienci sami się do niej zgłaszali, musiała wielu osobom odmawiać. Już od dziecka wiedziała, że będzie szyła, ubierając swoje szmaciane lalki własnoręcznie. Po maturze nie miała wątpliwości, na jaką uczelnię pójdzie.
Szyła wyjątkowo dokładnie, ubrania leżały jak druga skóra, wszyscy byli zachwyceni. Szycie sprawiało jej przyjemność i zapewniało dobre zarobki ludzie, mimo mnóstwa gotowej odzieży w sklepach i galerii, szukali czegoś niepowtarzalnego, uszytego tylko dla nich.
Minął tydzień. Jej mama zjawiła się o poranku zapłakana.
Córeczko, tragedia Córka pani Jolanty, Dżesika, ta, która miała zamówić suknię, zginęła w wypadku z narzeczonym. Pojechali nocą do rodziny do Wrocławia, on przysnął za kierownicą i samochód roztrzaskał się o drzewo. Oboje tacy młodzi, szczęśliwi, do ślubu się szykowali A tu taki okrutny los Zamiast wesela, pogrzeb. Makabra
Olgierd była wstrząśnięta. Życie bywa strasznie niesprawiedliwe
Teraz rodzice muszą ją pochować w sukni ślubnej Nawet nie zdążyli jej zamówić Straszne, chować dziecko
Olgierd do nocy szyła ubrania, wciąż mając przed oczami tę tragedię. Sama nie mogła mieć dzieci, lekarze zdiagnozowali bezpłodność. Początkowo mocno to przeżywała, potem się z tym pogodziła.
Czterdzieste trzecie urodziny minęły niedawno, raczej nie było szans na macierzyństwo. Zastanawiała się, jakie to musi być cierpienie, pochować własne dziecko. Ogarniała ją smutna empatia dla rodziny Dżesiki.
Nagle, z przeraźliwym świstem, okno w jej pokoju samo się otworzyło. Olgierd zdziwiona podeszła, by je zamknąć przecież nie wiało, co za dziwne zjawisko
Wracając do maszyny, zobaczyła obok stołu dziewczynę, półprzezroczystą, jak mgłę. Za nią migotały bladoróżowe ściany pokoju.
To już, koniec ze mną, zmęczenie oderwało mnie od rzeczywistości, trzeba iść spać
Uszyj mi suknię, proszę. Nie zdążyłam zostać panną młodą Chcę odejść w tym, co sobie wymarzyłam. To będzie moje ostatnie ubranie. Z Arturem już nic nas nie rozdzieli, tak zostało zapisane
Kim ty jesteś? Co to za żart?
Jestem Dżesika Tylko ty potrafisz uszyć taką suknię, o jakiej śniłam.
Dostałam możliwość zajrzenia tam, gdzie pójdę tam jest pięknie, jestem spokojna, bo mój ukochany jest przy mnie Ale chciałabym choć raz jeszcze być piękną panną młodą
Olgierd oniemiała ze zdziwienia. Coś takiego widziała tylko w kinie lub śniło jej się w dzieciństwie. Musiała się przespać, zbyt dużo myślała o dramacie tej rodziny. Teraz po prostu śni duch nieboszczki
Olgierd przeszła do sypialni i natychmiast zasnęła snem kamiennym. Rano wróciła do maszyny, przekonana, że nocne spotkanie to efekt napięcia i zmęczenia.
Pod wieczór, gdy zbierała nici i materiały, w pokoju znów pojawiła się postać w mgiełce.
Wiesz, przywykłam już do bycia tutaj. Tylko patrzeć na płaczącą mamę to koszmar. Próbowałam ją pocieszyć, ale jest zbyt zrozpaczona nie wyczuwa mojej obecności, a ty możesz To rzadki dar.
Dżesika, co się stanie potem, kiedy cię pochowają? Pójdziesz do nieba, czy jak to wygląda?
Mam przewodnika na razie zostanę tu, gdzie żyłam. On potem zabierze mnie dalej. Nie mogę o wszystkim opowiadać Odkryło mi się wiele dziwnych rzeczy Śmierć nie jest taka straszna, to przejście, tam czeka inny świat, nowe życie Potem wrócę nowym ciałem, może dziewczynką, może chłopcem. Ale ten etap chcę zakończyć piękną, ślubną suknią. Pomóż mi, proszę.
Olgierd wzruszyła ramionami przecież to niemożliwe, szyć na zamówienie dla zmarłej, bez mierzenia
Nie wiem nawet, jaki masz rozmiar, o czym marzyłaś Rodzicom nie umiem tego wytłumaczyć
Po prostu szyj, nie myśl. Tak ma być. O, popatrz, właśnie o takiej sukni śniłam
Dżesika zaczęła wirować po pokoju w przepięknej białej, koronkowej sukni. Potem stanęła i uśmiechnęła się lekko. Olgierd zapamiętywała każdą koronkę i drobiazg. Rysowała szkic z największą precyzją. Gdy skończyła, dziewczyna znikła, jakby rozpłynęła się w porannej mgle.
Rano, na stole leżał szkic. Czyli to nie był tylko sen.
Olgierd pojechała na bazar kupić najładniejszą koronkę i najlepszy atłas. Rozmiar oszacowała na oko Dżesika była szczupła. Pracując do samego zmierzchu, uszyła suknię, nawet nie wiedziała kiedy. Ocknęła się dopiero, gdy mąż, pan Mirosław, poklepał ją po ramieniu.
Ola, wszystko w porządku? Jakaś jesteś inna ostatnio Co się dzieje?
Może kiedyś ci powiem, może nie uwierzysz Nie gniewaj się
Po dwóch dniach suknia była gotowa. Nigdy nie szyła szybciej ani piękniej jakby ktoś szeptał jej przy maszynie jak zszywać każdy szew. Suknia na manekinie lśniła bielą i delikatnością. Olgierdowi zrobiło się żal, że Dżesika za życia nie zdążyła przeżyć własnego ślubu
Wieczorem zjawiła się jej mama z nowinami.
Wyobraź sobie, że nie mogą pochować Dżesiki Raz ciało utknęło w prosektorium, innym razem dokumenty, teraz nie mogą znaleźć sukni niby wyprzedane lub nie chcą sprzedać Olek z rozpaczy odchodzi od zmysłów
Mamo, uszyłam suknię dla Dżesiki. W niej spocznie.
Ale jak to? Przecież nawet nie chciałaś szyć, nie mierzyłaś
Mamo, tak miało być. Nie pytaj, po prostu daj im tę suknię.
Następnego dnia zabrali ją krewni Dżesiki. Olgierd nie wzięła nawet złotówki. Pochowano Dżesikę i Artura razem. Suknia pasowała idealnie. Ciało dziewczyny stało się na chwilę elastyczne, jakby czekała właśnie na to.
Córeczko Wyglądała taka piękna, nawet się uśmiechała Niech im ziemia lekką będzie
Kilka dni później, Olgierd śniła o Dżesice. Kręciła się w tańcu z narzeczonym w bajkowym ogrodzie pełnym przedziwnych roślin, ptaki śpiewały wodospad szumiał w oddali. Zatrzymała się, patrząc na Olgierd.
Jest przepiękna, dziękuję! Jestem szczęśliwa! I jeszcze coś Niedługo u ciebie pojawi się Alicja. To ja wskazałam jej drogę do ciebie
Olgierd wybudziła się w środku nocy. Dżesika była szczęśliwa, suknia przypadła jej do gustu. Ale kim będzie Alicja?
Wyłączyła emocje i rzuciła się znów w wir pracy. Od czasu do czasu odwiedzała przyjaciółkę, żeby nie myśleć o szyciu. Przy herbacie wspominały młodość i dawnych chłopaków.
Oj, Weroniko, kiepsko się ostatnio czuję, żołądek mi dokucza. Do ginekologa też nie chodziłam od lat, chyba przez to przemęczenie mam jakieś kłopoty chyba klimakterium się zaczęło, okresu nie widziałam od dawna. Muszę jutro pójść prywatnie, bo w kolejkach nie wytrzymam.
Ola, najwyższy czas! Całkiem się zatraciłaś dla pracy!
***
Pani Olgierdo, jest pani w ciąży. To rzadkie w tym wieku, ale dałyśmy radę.
To żarty? Przecież jestem bezpłodna od lat. Proszę jeszcze raz sprawdzić
Nie ma wątpliwości, proszę spojrzeć na ekran serduszko bije. Wszystko w porządku. I będzie dziewczynka. Gratuluję!
Olgierd wychodziła od lekarza zalana łzami wzruszenia. To cud Po tylu latach oczekiwania Dziewczynka. O kim mówiła Dżesika? Alicja przyszła do niej!
Kupiwszy skromny bukiet frezji, Olgierd ruszyła na cmentarz, sama bez planu kierując się we właściwe miejsce. Znajdując grób Dżesiki, położyła kwiaty.
Dziękuję, Dżesiko. Dałaś mi najcenniejszy dar dziecko. Mam nadzieję, że ty i Artur też jesteście szczęśliwi tam, gdzie trafiliście
Z bukietem, z łzą i uśmiechem Olgierd szła w stronę domu, głaszcząc brzuch. Gdyby nie ta pomoc przy sukni nigdy nie zostałaby matką. Oddawaj dobro, a ono wróci tak, nawet we śnieSłońce chyliło się ku zachodowi, otulając miasto ciepłym, złocistym światłem. Olgierd szła powoli, czuła lekkość, której nie pamiętała od lat. Każdy krok kołysał w niej nowe życie Alicję dar nie z tego świata, którego sens wciąż nie do końca rozumiała, ale z ufnością przyjmowała. Z daleka mignęła dziecięca sylwetka dziewczynka pląsała po kałużach, zanosiła się śmiechem. Przystanęła na mgnienie, patrząc na Olgierd szerokimi, ufnie rozświetlonymi oczami.
Przez chwilę wydawało się, że ten widok zniknie, zmieni się w zjawę. Ale dziewczynka podbiegła bliżej, rozwinęła dłoń z listkiem koniczyny.
To dla pani. Na szczęście.
Migotliwy uśmiech dziewczynki czyjaś córka, może po prostu mały cud na ulicy sprawił, że łzy Olgierd popłynęły już bez oporu. Uklękła, spojrzała dziecku w oczy, odnalazła w nich znajome światło.
Dziękuję, kochanie.
Kiedy się podniosła, dziewczynka już znikła. Tylko listek koniczyny drżał w jej dłoni jak malutki, cichy znak. Ruszyła dalej, powtarzając w myślach słowo dziękuję. Szycie przyniosło jej dom, ludzi, uratowało duszę. A los tak nieprzewidywalny teraz obdarował ją najpiękniejszą nicią: nowym życiem, nadzieją, Alicją. W końcu, po tylu sukienkach szytych dla innych, uszyje jeszcze jedną tę najważniejszą, dla własnej córki.
Noc czekała na nią spokojna, miękka jak atłas, z nutą cichej muzyki i szeptem nareszcie wszystko stało się możliwe.




