Celina została sierotą, gdy miała cztery lata. Nie potrafiła sobie przypomnieć, jak jej mama została potrącona przez samochód sąsiada. Ojciec oddał życie za swoją córkę. Z powodu trudnego życia postarzał się przedwcześnie, ledwie przetrwał kolejne dni. Celina nigdy nie odwiedzała ojca. Po ślubie miała już własne życie. Dzwoniła od czasu do czasu. Jej mąż sprzeciwiał się wydawaniu pieniędzy na, jak mówił, „bezwartościowego człowieka”. Ojciec Celiny liczył na pomoc córki w starości. Sąsiadka doradziła mu, żeby poszedł do sądu po alimenty. „Celina nie pomyśli o tobie źle”, zapewniała. W sądzie córka spotkała go zapłakanego.
Tato! zmęczyłeś się tak czekaniem na mnie, że poszedłeś do sądu? zapytała Celina. Celino, przez dwa dni nie miałem nawet na chleb. Liczyłem, że dotrzymasz obietnic. Może źle cię wychowałem… Wiedziałeś, że mam pracę. Mój mąż wysyłał ci jedzenie i pieniądze. W tym momencie jej mąż przerwał: Przestań manipulować. Wysyłam ci pieniądze co miesiąc. Nie miałeś wydawać ich na rozrywkę. Celina zaczęła płakać i odwróciła się. Mam coś bardzo ważnego do powiedzenia. Celina spojrzała zdziwiona.
Wtedy twoja mama jeszcze żyła. Gdy wróciłem z pracy, siedziała w kuchni zamyślona. Zauważyłem paczkę obok niej. W środku była mała dziewczynka. Moja żona znalazła ją w kartonie przy kontenerach. Postanowiliśmy wychować ją jak własną córkę. Celino, to byłaś ty. Zawsze cię uwielbiałem. Wybacz mi, córeczko! Ojciec wycofał sprawę. Podczas rozmowy okazało się, że mąż Celiny nigdy nie odwiedzał jej ojca. Pieniądze wydawał na kobiety, imprezy i hazard. Celina była zrozpaczona, że straciła lata życia dla pustego człowieka. Przeprowadziła się do ojca. Teraz są szczęśliwi.
W tym całym śnie wszystko wirowało fragmenty rozmów, twarze sąsiadów pytających o chleb, Celina płacząca w deszczu na ulicy w Warszawie, potem zmieniające się zamglone pokoje i kontener pełen światła. Ojciec wtopiony w krzesło, jakby był częścią meblarskiego muzeum. Wypłaty nagle zmieniały się w złote monety, a sąd zamieniał się w roztańczony bal, gdzie wszyscy zrzucali maski i wyznawali sekrety. Nagle wszystko się uspokoiło: pachniało świeżym chlebem, wiatr rozwiewał stare zdjęcia, a tata szeptał Celina, jesteśmy teraz w domu i wszystko stało się wreszcie spokojne jak śniadanie w czerwcowy poranek, ulotne i magiczne, jak tylko w polskich snach.




