Mój mąż miał babcię, Halinę. Każde lato spędzał w jej domu pod Warszawą. Babcia nie miała z tym żadnego problemu wtedy to była kobieta interesu! Sama prowadziła działalność, zioła sprzedawała aptekarzom, wszystko załatwiała samodzielnie, nikt jej nie podskoczył. Mąż do dziś nie wie, jak ona to wszystko zorganizowała, ale tylko pamięta, że w tamtych czasach miała z tego niezły grosz. Była, co tu dużo mówić, kobietą z charakterem. Syna córki rozpieszczała głodny nigdy nie chodził, ale jak poprosił o parę złotych na lody czy kino nic z tego. W całej rodzinie krążyła legenda, że ona na coś grubszego odkłada.
Babcia Halina słynęła też z szaf miała ich więcej niż sklep z meblami, a w każdej przegródka na kluczyk. Dla dzieciaka zagadka nie do rozwikłania. Pytał od czasu do czasu, co tam trzyma, a ona zawsze: Do pracy to, chłopcze.
Z czasem świat się zmienił, komunizm padł, biznesy rozrosły się na prawo i lewo, a na babcię Halinę przyszła konkurencja. Zakończyła ziołowy interes i rozkręciła się jako lokalna uzdrowicielka. Nigdy nie brała za to pieniędzy, choć klientelę miała, że ho ho połowa bogatych ludzi z Piaseczna do niej pielgrzymowała. Gdy ją odwiedzaliśmy, już wtedy żyła wręcz ascetycznie: jałowa kasza, koszula od 20 lat ta sama, a kurtka pamiętała chyba jeszcze PRL. Przygarnialiśmy jej trochę pomidorów czy kabanosów, ale zaraz wszystko oddawała sąsiadom. Nie przyzwyczajajcie mnie do luksusów, ja już tak wolę, mawiała.
Kiedy w końcu zmarła, mój mąż odziedziczył po niej dom. Przyjechaliśmy z papierami i myśleliśmy, że wszystko będzie z górki, dopóki nie zajrzeliśmy do magicznej spiżarki i szaf. W spiżarni jedzenia od groma, tylko daty ważności sygnalizowały czasy, gdy PGR-y jeszcze działały To wdzięczni pacjenci podrzucali, ona nie tknęła dla innych lepsze, ja się nie poczuwam!
Ale to, co nas przygięło do ziemi, to szafy. Można by nimi zrobić ekspozycję w Muzeum Techniki! Stosy kaset VHS, kolekcja oryginalnych Radioodbiorników Unitry, a damskie rajstopy z metkami z Peweksu trzymała chyba jako inwestycję. Wszystko w ilościach hurtowych.
Do dziś nie rozumiem trzymać całe majątki w radiach, skarpetach i cukrze, zamiast choćby zainwestować w obligacje Skarbu Państwa! Ale taka była babcia Halina jedyna w swoim rodzaju, prawdziwy polski unikat.




