W tej chwili mam już dwóch synów. Są istnymi wulkanami energii, a wszystko, co napotkają na swojej drodze, momentalnie się rozsypuje, ale mają w sobie tyle dobroci, że czasem trudno uwierzyć. Potrafią uderzyć się, rozpłakać, a zaraz potem rzucić sobie nawzajem na szyję, jakby nic nigdy się nie wydarzyło. Inni ludzie, patrząc na wybryki moich chłopaków, wyciągają tylko to, co złe i podejmują się udzielania rad, jak powinnam ich właściwie wychowywać. Ja jednak jestem zdania, że chłopcy w tym wieku muszą mieć wolność, by w przyszłości potrafić się prawidłowo wyrażać.
Wielu mówi, że mój starszy, Miłosz, jest dobrze wychowany i spokojny, lecz Adam niezdarny, rozwichrzony, za bardzo energiczny, który będzie tylko przeszkadzał bratu, gdy dorosną. Zwykle na takie słowa tylko kiwam głową. Może i coś w tym jest, ale oni zżyli się tak bardzo, że bez siebie nie przeżyliby ani dnia. Kochają się i uzupełniają niczym pierogi i śmietana. Chcieli, żebym kupiła im psa, ale mam lęk przed psami. Jeśli już zdecyduję się na zwierzaka, będzie to raczej żółw te są powolne, spokojne… i w razie potrzeby, potrafią się same obronić.
Zanim się z mężem pobraliśmy, nie mogłam sobie nawet wyobrazić, jak bardzo nasze życie się odmieni wraz z narodzinami drugiego syna, Adama. Gdy dowiedziałam się, że urodził się chory, świat na chwilę wyblakł. Przecież nie było ani jednego znaku ostrzegawczego. Ciąża przebiegała modelowo, wszystko według podręczników.
Po tej przeklętej ultrasonografii przez myśl mi przemknęło przerwać ciążę. Ale to było krótkie jak mrugnięcie oka; zaraz potem opamiętałam się i postanowiłam urodzić. Nikt poza mężem mnie nie poparł. Moi własni rodzice patrzyli tylko ze smutkiem. Mąż nie wiedział, co jest słuszne. Musiałam znieść wyzwiska, połknąć łzy i powiedzieć, że dzieci to kwiaty życia. Dzięki Bogu mój mąż zebrał całą siłę, spojrzał wszystkim w oczy i powiedział: Ona urodzi. Kropka! Wtedy rodzina zaczęła akceptować moją decyzję, powoli, jak śnieg, który topnieje pod koniec marca.
Kiedy w końcu Adam przyszedł na świat, wszyscy byliśmy zaskoczeni, jak szybko wszystkiego się uczy. Miłosz, jako starszy brat, podawał mu różne rzeczy, a Adam od razu nadawał im nazwy. Wtedy pojawiła się nadzieja, że jednak wszystko będzie dobrze i rzeczywiście, tak się stało.




