Po co żenić się takiemu przystojnemu i zadowolonemu z siebie chłopakowi jak ja? rozmyślał on, rozlewając slowa pod sufitem niczym mleko. Kiedy w końcu doczekamy się wnuków? powtarzali rodzice, ich głosy odbijały się echem w pokoju pełnym suszonych ziół i porcelanowych figurek.
Michał odwiózł swoją znajomą do domu na osiedlu, gdzie bluszcz wspinał się po ścianach, a potem wrócił do własnego mieszkania, którego żadne drzwi nie skrzypiały.
Usmażył jajecznicę z szynką jajka w promieniach wiosennego poranka wyglądały jak rozlane żółte słońce. Siadł do stołu z odwróconą filiżanką i włączył telefon, który przez całą noc ładował się snami.
Mama dzwoniła wymamrotał Michał. Pewnie znowu będzie się czepiać, że taki ze mnie gapowicz.
Gapowiczem Michał nie był dobra praca, dwupokojowe mieszkanie i auto marki Skoda Fabia świadczyły o czym innym. Ale już dwadzieścia pięć lat miał, a wciąż kawaler.
Po co żenić się takiemu przystojnemu i mądremu chłopakowi jak ja? powtarzał sobie.
Kiedy te wnuki? myśleli rodzice pod krzyżem wiszącym nad łóżkiem.
Wybrał numer mamy:
Cześć, mamo! Jak zdrówko? zapytał, patrząc na zacieki w kuchni.
Normalne.
A tata?
I tata zdrowy. Może byś przyjechał i zobaczył sam? Tobie tramwajem tu trzy przystanki, a my czekamy i czekamy. Ojciec już chce ziemię orać pod sadzenie kartofli.
Mamo, dziś nie dam rady. Ale w przyszły weekend na pewno!
Ile razy to już mówiłeś, że przyjedziesz z dziewczyną?
W przyszły weekend przyjeżdżam z dziewczyną, mamusiu, słowo harcerza! wyskoczyło mu przez usta, zanim pomyślał.
Narzeczona twoja?
Jeszcze nie.
Synku! Jak ja się cieszę! Będziemy czekać. Zrobię twój ulubiony makowiec!
Po rozmowie Michał długo błądził w myślach, jak po labiryncie z luster.
Po co ja to obiecałem? Kogo ja im pokażę? Zosię? Hm Może być Zosia. Najpierw muszę odespać tę noc, potem do niej zadzwonię. Ale ona rodzicom nie podejdzie. I tak pewnie nie znosi wiejskich klimatów. Cóż, w gości można ją wziąć. Idę spać.
Zostawił patelnię z resztkami jajecznicy jak statek na wzburzonym morzu i poszedł do sypialni.
Gdy się wyspał, przypomniała mu się obietnica ciężka jak stare szafy.
Cześć piękna! powiedział do słuchawki.
Cześć Michale odparła Zosia, jakby zamknęła głos w lodówce.
Źle spałaś? Zaraz podjadę.
Michał, powinniśmy przestać się widywać. Zmieniłam plany na przyszłość.
Jakie plany? zaczęło go to drażnić niczym komar pod kołdrą.
Wychodzę za mąż.
Już jadę i ci oraz twojemu narzeczonemu wypowiedział półgłosem.
Połączenie się urwało.
Michał rzucił telefon na kanapę, czując się jak pies spuszczony z łańcucha, który nie wie, dokąd biec. Były zawsze on odchodził, ale tym razem to jego zostawiono.
Poszedł do łazienki, potem na kuchnię. Zaparzył kawę, ziarenka wirujące jak sny w złotej cieczy.
Czym ja teraz rodzicom pokażę narzeczoną? Może Kaja, Ola ale one pomyślą, że to poważnie.
Nie dokończył kawy alarm w samochodzie zadudnił jak grzmot nad Wisłą. Wybiegł na dwór w adidasach. Samochód parkował za blokiem, gdzie zawsze był widoczny nawet w nocy pełnej sennych psów. Przy aucie stał mężczyzna w średnim wieku, wpatrując się w okna niczym zjawa.
Co pan tu robi? zapytał zdumiony Michał.
Słuchaj chłopcze! syknął obcy. Jeszcze raz zobaczę cię przy Zosi licz się z konsekwencjami!
Spadaj pan!
Skądś wyskoczył drugi, szeroki w barach.
Michał otworzył usta, ale wszystko spowiła ciemność
Michale, Michale!
Pochyliła się nad nim dziewczyna jakby wycięta ze szkolnego zdjęcia. Myśl przemknęła szybko:
Skądś ją znam.
Halo, żyjesz? Wzywać karetkę?
Daj spokój, w aucie mam wszystko co trzeba uśmiechnął się słabo. Umiesz się zająć?
Tak, jestem po medycznej skwitowała.
Przypomniał sobie, że mieszka obok, często go mija, a on brał ją za uczennicę. Próbował sobie przypomnieć imię.
Mam na imię Jagoda. Z sąsiedniego klatki wyprzedziła jego myśl.
Wsiadaj, Jagodo. Apteczka jest z tyłu wskazał drzwi.
Sam usiadł z przodu. Dziewczyna opatrzyła rany.
Nic poważnego stwierdziła.
Dzięki!
Spojrzał na nią w lusterku miała oczy jak dwa zapytania.
Może chociaż na kawę pojedziemy nie zdążyłem też zjeść śniadania.
W takim stroju? rzuciła, patrząc na bluzę i dres.
Ja też tak ubrany.
Nie, teraz nie jadę.
Okej, to się przebierzemy i pójdziemy piechotą.
Pół godziny później zeszła w sukience, twarz pokryta tanim pudrem stawała się postacią z pocztówki. Michał zapragnął przejść się z nią, bez samochodu.
Może przespacerujemy się na piechotę, Jagodo?
Chodźmy, złapała go pod ramię.
Przez całą drogę opowiadała nieskładne historie. Usiedli w kawiarni, przy stoliku pod obrazem starej Warszawy. Michał podał jej menu.
Zamawiaj, co chcesz!
Patrzyła bardziej na ceny niż na nazwy dań. Zorientował się, że rzadko bywa w takich miejscach.
Proszę dla niej coś bardzo smacznego i kawę! rzucił do kelnera.
A dla pana?
Mi tylko kawę.
Mamy pyszne eklerki.
To poproszę.
Po kawie wrócili pod jej blok sny rozchodziły się między nimi jak chmury.
Minął tydzień pracy. W piątek wieczorem Michał wrócił do domu.
Przecież obiecałem mamie, że w sobotę przyjadę z dziewczyną. Co robić?
Na kuchni włączył czajnik, zrobił kanapki, smakując myśli o jutrzejszym wyjeździe niczym miód ze słoika.
Pojadę sam mama znów będzie smutna. Muszę coś wymyślić
Oświeciło go jak żarówka w pustym pokoju.
A może pójdę z Jagodą? Ale po niedzieli się nie widzieliśmy, powiem, że praca
Szybko zjadł, ogolił się, założył ładną koszulę i wyszedł. Znał jej klatkę, ale tam było piętnaście mieszkań, wiedział tylko imię.
Stał patrząc w okna, aż nagle drzwi się otworzyły. Jagoda pobiegła w starych dresach jakby przeskoczyła rok w jednej chwili.
Stanęła nieśmiało.
Cześć, Jagodo!
Cześć Michale! jej twarz była jak słońce po deszczu.
Chodź, pójdziemy na spacer.
Ale jestem nieubrana
Poczekam uśmiechnął się. Pół godziny wystarczy?
Tak! i wbiegła z powrotem.
Córeczko, co jest? zapytała jej mama, krzątając się między pokrzywami.
Idę na spacer.
Tak nagle?
Nic nie odpowiedziała, biegała z pokoju do pokoju. Mama spojrzała przez okno. Potem wbiegła do pokoju.
Ty chcesz iść z Michałem?
Tak.
Po co ci taki przystojniak?
Mam już dwadzieścia lat, mamo uśmiechnęła się nieśmiało.
Przecież widzisz, że na niego tylko piękne lgną.
Nie denerwuj się.
Ale wymyśliłaś
Jagoda była pewna, że całe osiedle się dowie Michał, taki znany, a ona taka cicha.
Wysunęła się z klatki, nie patrząc za siebie, wiedziała że mama patrzy z okna. Złapała Michała pod rękę.
Gdzie idziemy?
Do parku, do kawiarni, a potem postać pod księżycem
Poszli do parku, przytulali się pod księżycem długo jak dwa listki na wietrze, aż zadzwoniła mama.
Jagodo, już pierwsza w nocy!
Idę! rzuciła winna. Michale, muszę wracać.
Pod klatką jeszcze się obejmowali. Potem on powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu:
Jutro jedziesz ze mną do rodziców.
Zbyszku! krzyknęła żona, widząc auto syna Michał jedzie!
W końcu sobie przypomniał o rodzicach?
I z dziewczyną! pisnęła matka, wybiegając na podwórko.
Maria przywitała się z synem, lecz nie spuszczała oka z jego towarzyszki.
Podeszła do dziewczyny:
Jak masz na imię, złotko?
Jagoda speszyła się.
A ja jestem ciocia Maria. Chodź, chodź!
Dziękuję!
Wyszedł ojciec. Od razu do Jagody:
Wreszcie nasz syn ma porządną dziewczynę. Uroczą jak wiosenny poranek. Jak ci na imię?
Jagoda.
Ja jestem Zbyszek, możesz mówić wujku Zbyszku!
Takiego ciepłego przyjęcia się nie spodziewała. Myślała, że będą się wywyższać, a oni byli prości i serdeczni.
Stół już był zastawiony, jakby przyjechała delegacja z samej Warszawy.
Zaczęły się pytania, śmiechy.
Jagoda pomyślała, że cieszy ich prostota jej rodziny.
Po obiedzie Michał z ojcem poszli orać ziemię. Jagoda podeszła do gospodyni:
Ciociu Mario, pomogę posprzątać i pozmywać!
To razem! rozświetliła się kobieta.
Po oraniu wszyscy razem sadzili ziemniaki.
Kiedy skończyli, Jagoda szepnęła smutno:
Muszę wracać, mama będzie się martwiła.
Ależ Jagodo! Zostań! zaproponowała Maria. Przenocujesz. Jutro z samego rana pojedziecie.
Nie wiem widać było, że chciała zostać.
Zadzwoń do mamy! zachęciła Maria.
Wyciągnęła telefon:
Mamo, czy mogę zostać tu na noc?
Córko, czy ty wiesz co mówisz? Obiecałaś wracać wieczorem!
Jak twoja mama ma na imię? Maria bezceremonialnie wzięła telefon.
Barbara.
Dzień dobry Barbaro, tu Maria, mama Michała!
Dzień dobry
Niech Jagoda zostanie. Ja odpowiadam. Dom duży, każdy w osobnym pokoju.
Sama nie wiem co powiedzieć
Barbara, masz wspaniałą córkę.
Rozmawiały jeszcze z pół godziny.
Do domu zbierali się dopiero nazajutrz, przy zachodzącym słońcu. Maria napakowała im rozmaitych produktów ze spichlerza. Do Jagody mówiła:
Ten koszyk dla Michała, dwa dla was. Potrzebujecie witamin, a ty sama skóra i kości.
Podeszła potem do syna:
Składaliście już papiery do urzędu stanu cywilnego?
Mamo, my nawet o tym nie rozmawialiśmy.
To porozmawiaj!
Zastanowimy się
Stracisz taką dziewczynę to się przekonasz! groziła palcem.
Gdy auto ruszyło, Maria wyciągnęła telefon:
Barbaro, wysłałam ich już. Wszystko w porządku. Dałam wam słoik miodu i trochę warzyw.
Mariu, a po co? Mogłaś nie przesadzać.
Spokojnie! Jeszcze będziemy sobie teściowymi.
Co ty, już snujesz plany! ale w głosie Barbary brzmiała radość.
Mój Michał ma już 25 lat. Mieszkanie, auto. Czego chcieć więcej?
Jagoda chyba oszalała z miłości.
No to jeśli nie my, kto ich przy rozumie zatrzyma? śmiała się Maria.
Twój Michał to chłopak jak malowany
A twoja Jagoda pracowita i serce złote!
Długo już sprząta i gotuje
Michał jechał autem, śmiał się pod nosem. Nie wytrzymała:
Michale, czemu się śmiejesz?
Spodobałaś się moim rodzicom!
Daj spokój
Mama powiedziała, żebym nie stracił takiej dziewczyny.
A ty
Nie stracę!
Spojrzeli na siebie w ich oczach odbijało się to samo, zielone od szczęścia światło
Jeśli nie chcesz przegapić nowych snów śledź tę stronę. Zostaw komentarz nawet, jeśli obudzisz się w połowie zdania.




