Nie swój

Zaczęłaś, to dokończ! podniósł głos Andrzej na Natalię. Jak nie wiesz na pewno, to nie gadaj głupot
Wiem uśmiechnęła się Natalia, patrząc mu prosto w oczy. Między mną a nią nie było sekretów

Poznałem Anię przez zupełny przypadek, zimą, na oblodzonym chodniku w Krakowie. Szła rano do pracy, poślizgnęła się i boleśnie przewróciła. Podbiegłem, podniosłem ją i zaproponowałem, że odprowadzę do najbliższego punktu medycznego. Na zdjęciu nie wyszło na szczęście złamanie, ale lekarz kazał jej wypoczywać i nosić elastyczny bandaż przez kilka dni. Byłem z nią przez cały czas, nawet zadzwoniłem do swojego szefa, by wziąć wolne pół dnia. Dopiero, kiedy wsadziłem Anię do taksówki, mogłem spokojnie wracać do pracy. Poprosiłem ją tylko, by dała mi znać, kiedy dotrze do domu i czy wszystko u niej w porządku.

Muszę przyznać, że od razu ujęła mnie jej szczerość i wdzięczność, a ona z kolei była zachwycona moją troską. Od tego czasu zaczęliśmy codziennie dzwonić do siebie, smsować, rozmawiać bez ustanku o wszystkim. Pytałem o jej samopoczucie, przypominałem o ciepłym ubraniu na mróz, martwiłem się, czy jadła śniadanie, wieczorem życzyłem spokojnej nocy.

Mnie się to wydawało naturalne. W mojej rodzinie wszyscy się o siebie troszczyli. Mieszkałem sam, w mieszkaniu, które odziedziczyłem po babci rodzice, Elżbieta i Jerzy, żyli pod Krakowem, w Wieliczce, i odwiedzaliśmy się co tydzień. Kiedyś mieszkaliśmy wszyscy razem, potem, gdy babcia umarła i stałem się dorosły, przeprowadziłem się do jej mieszkania.

Nigdy nie miałem szczęścia do dziewczyn. Byłem dosyć nieśmiały, nie chodziłem po imprezach, nie miałem ekipy do wspólnych wyjść. Spotkanie Ani było zupełnie spontaniczne musiałem jej pomóc, nie wyobrażam sobie postąpić inaczej.

Dwa miesiące później byliśmy już małżeństwem. Pewnego dnia, zupełnie na żarty, zapytałem Anię, czy nie wyjdzie za mnie za mąż. Spojrzała i z błyskiem w oku powiedziała:
No to chodźmy i złóżmy wniosek, od razu!
Do końca pracy Urzędu Stanu Cywilnego został ledwie godzinę, ale udało nam się. Ślub zaplanowaliśmy na najbliższy możliwy termin. Moi rodzice trochę się zaskoczyli pośpiechem, ale polubili Anię od razu.

Mama Ani mieszkała w Tarnowie. Ania zadzwoniła do niej, lecz nie mogła przyjechać, bo opiekowała się chorą babcią.

Życie układało nam się dobrze. Kochaliśmy się, nie było wojen domowych, uczucia po ślubie nie zgasły. Gdy pojawił się nasz syn, Maksio, byliśmy szczęśliwsi niż kiedykolwiek, choć i obowiązków nie brakowało. Pamiętam, na kolejną rocznicę ślubu razem z rodzicami zorganizowaliśmy uroczystą kolację w jednej z krakowskich kawiarni. Pięcioletni Maksio, ubrany w koszulę, z powagą wznosił toasty sokiem za szczęście rodziny. Ania zaprosiła swoją najlepszą przyjaciółkę Natalię. Znały się od liceum, były sobie jak siostry. Natalia, w przeciwieństwie do Ani, była krępą, niska, z niepozorną urodą. Nigdy nie miała szczęścia w miłości. Kochała się skrycie w wielu, ale nigdy żaden poważnie jej nie traktował faceci zawsze byli zauroczeni Anią.

W młodości przyjaciółki chodziły razem na wszelkie wyjścia, bo mama Ani pozwalała jej tylko pod opieką Natalii. Dzięki temu Natalia mogła liczyć przynajmniej na cień zainteresowania chłopaków. Ale gdy przyszło do poważnych spraw, wszystkie oświadczyny spływały do Ani, która zawsze dokonywała przemyślanych wyborów, nie chciała wiązać się z byle kim. Skończyła 25 lat, zanim postanowiła wyjść za mąż; wtedy poznała mnie. Wszystko ruszyło błyskawicznie

Tego dnia Natalia przesadziła z winem, ledwo schodziła po schodach kawiarni i trzy razy omal nie upadła, dopóki nie wziąłem jej pod ramię. U góry czekali na mnie żona, syn i rodzice, na dole taksówka zamówiona przez Anię. Natalia prawie nie trzymała się na nogach, więc pomogłem jej zejść.

Szczęścia młodym! Ha, komu szczęście, a kto zawsze ma pod górkę! zaczęła podnosić głos, że aż ludzie się oglądali. Od dzieciństwa jej wszystko łatwo przychodzi, mężczyzn zawsze sobie owijała wokół palca, a wy, głupcy, wierzycie, że was kocha. Bo ładna, więc rozum wam wyłącza!

Wyszliśmy na zewnątrz, już miała wsiadać do taxi, kiedy nagle Natalia odsunęła się ode mnie i zupełnie czystym głosem, już bez tamtego bełkotu, rzuciła:
A wiesz, że ten twój Maksio wcale nie jest twoim synem?!
Co ty za bzdury wygadujesz! ledwo się powstrzymałem, żeby jej nie uderzyć. Zamurowało mnie. Tak mnie to uderzyło, że świat dosłownie zakręcił mi się przed oczami. Chciałem ją potrząsnąć, żeby przestała gadać te bzdury, ale ona bezlitośnie ciągnęła dalej:
O, pobladłeś! Nie domyśliłeś się? Maksio się urodził za wcześnie! Ślub też na szybko Myślisz, że tak strasznie Ania się spieszyła za ciebie wyjść? Ha! Syn nawet ciebie nie przypomina Był taki jeden wcześniej, o mało co nie wzięli ślubu! Ale zostawił ją dla innej. Dobrze jej tak!

Upchnąłem Natalię do taxi i zatrzasnąłem drzwi. Ale zanim zdążyła odjechać, zadzwoniła do mnie jeszcze z samochodu. Sam nie wiedząc czemu, odebrałem:
Zapytaj swojej żonki! Ha, ha! Bo ja mam być jedyna nieszczęśliwa? Niech i ona się powije trochę na tej waszej szczęśliwej patelni! zaśmiała się szorstko

Te jej słowa i śmiech nie opuszczały mnie całą noc. Próbowałem to wyprzeć, ale fakty miały sens Maksio rzeczywiście urodził się trochę wcześniej, był drobniutki, blondyn, jasna cera, a ja szatyn, wysoki, raczej postawny. Mama mówiła: dzieciakowi włosy się jeszcze zmienią, takie rzeczy się zdarzają Ale sylwetka, kolor oczu? Cały tydzień tłumiłem myśli, nie pytałem, aż w końcu nie wytrzymałem i zapytałem Anię.

Spojrzała na mnie dłuższą chwilę, a potem:
Wiedziałam, że kiedyś zapytasz Jeśli już się domyśliłeś, to czemu przez pięć lat nic nie mówiłeś? stwierdziła kpiąco. Od razu mogłeś powiedzieć! I od razu byśmy się rozstali, przecież cię oszukałam! To tego chcesz? No dalej, krzycz na mnie! Ja cię nie zatrzymuję!
Aż się cofnąłem. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem. Przecież kocham ją gdyby mi wtedy powiedziała, nawet bym wybaczył i mimo wszystko poślubił. Teraz natomiast ona zachowuje się tak, jakby tylko tego oczekiwała przez pięć lat kłótni i końca. Rozwodzić się? Nawet o tym nie myślałem Przecież Maksio to mój syn! Nigdy się nad tym nie zastanawiałem pokochałem go od pierwszego dnia.

No i rodzice? Zawsze go rozpieszczali, zabierali do zoo, na ryby, kupowali prezenty. Co mam im powiedzieć? Czy warto w ogóle to ruszać?

Pokłóciliśmy się ostro. Spakowałem się i wróciłem do babcinego mieszkania, które akurat stało puste już nie wynajmowałem. Czułem się pusty, rozbity. Tęskniłem za synem, za żoną. Myślałem długo i doszedłem do wniosku, że przecież Natalia nie zniszczy nam życia. Wróciłem, przeprosiłem Anię, przytuliłem ją, jakby świat miał się skończyć.

Przepraszam płakała Ania. Myślałam, że jak się dowiesz, przestaniesz mnie kochać, że lepiej już, żebym ja to wszystko wypowiedziała Bałam się przez te wszystkie lata
Aniulka, myślisz, że zostawiłbym was? Przecież cię kocham, Maksia też. To się nie zmieni. Tylko uwierz mi, żadna Natalia nie odbierze nam szczęścia.

Ania uśmiechnęła się przez łzy i już nigdy nie chciała mieć nic wspólnego z Natalią.

Rodzicom w końcu powiedzieliśmy, że Ania spodziewa się drugiego dziecka tego im wystarczyło za całą prawdę.

Dopiero teraz rozumiem, jak łatwo można pozwolić komuś z zewnątrz zasiać niepokój. Ale rodzina to coś, co buduje się sercem. I cokolwiek się wydarzy, nie pozwolę, żeby ktoś odebrał mi tych, których kocham. Najważniejsze to nie wątpić w miłość i nie wpuszczać wątpliwości do własnego domu.

Oceń artykuł
Newskey24
Nie swój