16 listopada
Kiedyś, jako Jacek, urodziłem się późnym dzieckiem w mojej rodzinie. Rodzice traktowali mnie wyjątkowo, otaczali troską i miłością, zapewniając mi szczęśliwe, pełne ciepła dzieciństwo. Myślę o tych latach z ogromną nostalgią dziś wydają mi się bajką z innego świata. Niestety los nie był łaskawy. Gdy miałem zaledwie dwadzieścia lat, odeszła nagle mama, a niedługo potem również tata. Ich odejście zabolało mnie dogłębnie chyba nigdy nie pogodzę się z myślą, że nie mogłem być na ich pogrzebie. Wojsko nie pozwoliło mi wracać do domu, a ja mogłem tylko modlić się samotnie za ich dusze w koszarach. Zostały mi tylko wspomnienia.
Po służbie wojskowej wróciłem do rodzinnego Krakowa. Serce mi zamarło, gdy zobaczyłem, że w moim dawnym mieszkaniu urządzili się krewni ze strony ciotki. Panowała tam atmosfera chłodu i obcości nie byłem tam mile widziany, więc wyprowadziłem się, przekręcając klucz w zamku po raz ostatni. Zamieszkałem kątem u starego kolegi z liceum, lecz i tam nie czułem się jak u siebie. W końcu przemogła mnie bezsilność opuściłem mieszkanie i bez planu złapałem autostop, ruszając w nieznane, z nadzieją na jakąkolwiek pracę.
Przez znajomego dostałem się na budowę w Katowicach. Obiecano mi porządny zarobek, nocleg i jedzenie w końcu poczułem iskrę nadziei. Harówka była ciężka, ale nie narzekałem. Niestety, kiedyś po prostu nas porzucono ekipa rozjechała się, szefostwo uciekło z pieniędzmi, a nas pozostawiono na pastwę losu. Większość znajomych wróciła do domów dzięki pomocy bliskich, lecz ja zostałem z niczym nawet z dokumentów mnie okradziono.
Zmuszony do życia na ulicy, spałem na dworcu w Katowicach albo w bramach kamienic. Z braku perspektyw zacząłem grzebać po śmietnikach, zbierając resztki jedzenia. Włosy poplątały mi się, ubrania miałem brudne i rozdarte. Szukanie pracy z takim wyglądem było nierealne większość ludzi odwracała wzrok lub wzdychała z niechęcią. Wycieńczony i załamany, niemal uwierzyłem, że tak już musi być.
Moje życie odmieniła Aniela. Nie była pięknością na miarę gwiazd kina, ale kryła w sobie coś niezwykłego czułość i dobro. Pewnego wieczoru, gdy marzłem pod dworcem, Aniela przysiadła obok mnie. Przyniosła mi bułki i gorącą herbatę w termosie, rozmawiała ze mną jak z równym sobie. To było jak światło w tunelu.
Niedługo później, zachorowałem na zapalenie płuc. Pogotowie zabrało mnie do szpitala wojewódzkiego pielęgniarki zaopiekowały się mną, ostrzygły mnie, dały czyste ubrania. Codziennie czekałem na wizyty Anieli jej obecność dodawała mi sił. Kiedy wyszedłem ze szpitala, czekała już na mnie przy wyjściu z SOR-u z nową parą butów, czystą kurtką i uśmiechem. Przytuliła mnie serdecznie. Łzy same napłynęły mi do oczu pierwszy raz od dawna poczułem się komuś potrzebny. Poszedłem za nią do domu.
Brat Anieli, Marek, pomógł mi wyrobić nowe dowody osobiste. Z jego wsparciem znalazłem pracę na magazynie oraz skromne mieszkanie. Z czasem nasze uczucia z Anielą rozkwitły. Dziś jesteśmy małżeństwem. Choć życie nie oszczędziło nam cierpienia i niepewności, znaleźliśmy własne szczęście. Patrzę na Anielę i wiem, że nawet po najciemniejszej nocy może zaświecić słońce.




