Mój tata wprowadził nową mamę do naszego domu po śmierci mojej własnej matki. Przez długi czas nie nazywałem jej w ten sposób, ale ta kobieta naprawdę zasłużyła na to miano.

Dziś wieczorem siedzę przy biurku, spoglądam na zdjęcia rodzinne, i myśli same cisną się do głowy. Moja mama długo walczyła z rakiem. Gdy miała 27 lat, a tata 31, odeszła od nas. W rodzinie było nas troje. Najmłodsze dziecko, czyli ja, nawet nie skończyłam dwóch lat. Tata nagle został sam i wpadł w panikę, bo nie potrafił sobie poradzić. Szukał kogoś, kto zajmie się nami właściwie kogoś, kto będzie naszą matką. Po sześciu miesiącach poszedł do znajomej kobiety i poprosił, by oddała mu córkę. Nie rozmawiała długo z nim po prostu pobłogosławiła go i zgodziła się.

Tak w naszym domu pojawiła się 21-letnia mama Wiktoria. Niemal od razu wzięła się za porządki i kupiła za własne pieniądze materiały, z których uszyła mundurki szkolne dla dwójki z nas. Starsze rodzeństwo od razu zaczęło nazywać ją mamą, ale ja nie mogłam się przełamać. Byłam trudnym dzieckiem, późno nauczyłam się mówić i chyba nigdy nie było ze mną łatwo. Pewnego dnia pokazałam Wiktorii zdjęcie mojej mamy z niskim, związanym kokiem tak właśnie pamiętam jej fryzurę. Od tej pory Wiktoria codziennie układała włosy w taki sam sposób.

Mimo tego, nadal nie mówiłam do niej mamo. Wtedy tata wpadł na pewien pomysł. Wiktoria upiekła mój ulubiony sernik, i cała rodzina zasiadła do stołu. Wszyscy rzucili się na ciasto, ale mnie nie pozwolili nawet się zbliżyć, dopóki nie powiem do Wiktorii mamo. Minęły trzy lata, aż urodziła swojego pierwszego, czwartego dziecka w naszej rodzinie.

Ze wszystkim zaczęło być gorzej. Tata nie mógł znaleźć pracy w swoim zawodzie i zatrudnił się w PGR-ze. Mama też tam pracowała. Cztery lata później urodziło się kolejne dziecko. Wiktoria nigdy nie rozdzielała nas na swoje i nie swoje. Po pięciu latach, moja druga mama zachorowała na to samo, co pierwsza. Wtedy starsi bracia studiowali już w innym mieście, w Krakowie. Mama wylądowała w szpitalu, a ja każdego dnia ją odwiedzałam. Cały czas powtarzała lekarzom, że nie może być chora, bo w domu czekają na nią małe dzieci. Wiktoria pokonała chorobę.

Nasza radość nie miała granic, choć tyle wycierpiała była od tego silniejsza. Gdy już wydawało się, że życie wraca na właściwy tor, zaczęliśmy tracić najbliższych. Sześć miesięcy później, jej pierwszy własny syn miał się żenić. Na dzień przed ślubem zaginął. Na 36. dzień poszukiwań odnaleziono go i pochowano. Po tym zdarzeniu przeprowadziłam się do rodziców i nie mogłam zostawić mamy samej. Potem zmarł tata, potem mój starszy brat, a potem wnuk mamy synek mojej młodszej siostry. Cała rodzina uczestniczyła w wypadku, ale tylko on ucierpiał. Często zastanawiam się, jak mama po przejściu tego piekła, zachowała dobroć, troskliwość i miłość do innych.

Wychowała pięcioro dzieci, troszczy się o wnuki, a teraz ma już dwoje prawnuków. Codziennie wstaje o świcie, sprząta dom i siada, żeby dziergać coś dla wnuków i prawnuków. Dla nas spędzanie czasu z mamą jest przyjemnością. Mimo wieku zawsze można z nią pogadać, a jej miłości wystarczy dla każdego.

Oceń artykuł
Newskey24
Mój tata wprowadził nową mamę do naszego domu po śmierci mojej własnej matki. Przez długi czas nie nazywałem jej w ten sposób, ale ta kobieta naprawdę zasłużyła na to miano.