Ogień błyskawicznie ogarnia stodołę, w której znajduje się czternaście koni rasy śląskiej. Mieszczą się tam ukochane zwierzęta rodziny. Tymczasem w domu przebywa Maciej, który w chwili uderzenia pioruna natychmiast wybiega na zewnątrz. Zaczyna walić pięściami w drzwi stodoły, chcąc zaalarmować konie o niebezpieczeństwie i skatować je do wyjścia.
Mama Macieja, Małgorzata Marciniak, mówi: Myślę, że gdyby nie on, żadne z nas nie byłoby tutaj. Opowiada, że jej syn już wcześniej wykazał się odwagą, wbiegając do płonących budynków, by ratować zwierzęta.
W tym samym czasie silne trzęsienie ziemi wprawia w drżenie okna i meble w całych domostwach w okolicach Opola, jednak, na szczęście, nie powoduje poważnych zniszczeń ani obrażeń.
Opole nie miało podobnego trzęsienia ziemi od bardzo dawna, a może nawet nigdy? zastanawia się rzeczniczka Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, Elżbieta Jaworska.
Dzięki zdecydowanemu działaniu Macieja rodzinne konie nie spłonęły żywcem. Udało się wypchnąć zwierzęta na zewnątrz tego śląskiego gospodarstwa. Chociaż stodoła nie ocalała w całości, najważniejsze zostało uratowane.




