Czy ty jesteś jakąś fabryką dzieci? Ile ich jeszcze zamierzasz urodzić? szyderczo zapytała mnie matka mojego męża. Witam serdecznie! Pani Krystyno, proszę bez złośliwości. Michał powiedział pani, że spodziewamy się dziecka i to panią zmartwiło? z uprzejmością odpowiedziała Zofia. Oczywiście, że tak! Po trzecim wnuku prosiłam cię, żebyś już przestała się rozmnażać. Ale mnie nie słuchasz! Na Nowy Rok dałam ci całą paczkę prezerwatyw, żebyście zaczęli się zabezpieczać, a wy dalej swoje! burknęła teściowa.
Pamiętam, jak teściowa wręczyła mi ogromną paczkę prezerwatyw właśnie w sylwestra. Akurat wtedy był urodziny najstarszego syna, więc matka Michała wyraźnie dawała nam do zrozumienia, że już czas skończyć z powiększaniem rodziny. Proszę pani, wszystko słyszeliśmy, ale z naturą nie da się wygrać odpowiedziałam spokojnie. Myślisz, że jesteś zabawna? Radź sobie sama ze swoimi dziećmi, ja już nie zamierzam wam pomagać… A przecież nawet pani tego nie robi… nie zdążyłam dokończyć, bo w słuchawce rozległ się sygnał zakończenia rozmowy.
Odłożyłam telefon na łóżko, uśmiechnęłam się i pogładziłam po brzuchu, który na razie jeszcze był płaski. Spodziewaliśmy się czwartego dziecka, co doprowadzało Krystynę do szału. Nie mogłam pojąć, skąd w niej tyle nerwowości.
Nigdy nie zajmowała się wnukami ani nie wspierała nas finansowo. Najczęściej wpadała do dzieci raz na miesiąc i tylko na święta przynosiła drobne upominki. Nie podobało mi się to, ale zawsze siedziałam cicho. Krystyna nie należała do biednych kobiet, spokojnie mogła kupić wnukom chociaż czekoladę, najwyraźniej jednak nie miała na to najmniejszej ochoty. Swojej frustracji nie wyjawiałam nawet Michałowi. Najważniejsze, że nasze dzieci były nakarmione i ubrane.
Michał zarabiał całkiem dobrze, a ja starałam się dorobić w domu. Gdy moje małe przedsięwzięcie zaczęło przynosić porządny dochód, zatrudniłam opiekunkę, żeby dzieci mogły się bawić, a ja miałam czas na pracę.
Tworzyliśmy naprawdę fajną rodzinę, ale to jadowite nastawienie Krystyny psuło nam cały spokój. Nigdy mnie nie polubiła, a po narodzinach kolejnych wnuków była coraz bardziej rozdrażniona.
Kiedy urodziła się trzecia wnuczka, Krystyna od początku nie chciała jej zaakceptować i nawet namawiała na aborcję. Z czasem przywiązała się do małej, a kłótnie jakby ucichły Dopiero, gdy zorientowałam się, że spodziewam się czwartego dziecka, wszystko zaczęło się od nowa. Czwarta ciąża była nieplanowana, ale przecież dziecko to dar od Boga więc damy radę, jak zawsze.
Teść nie przyjął tej wiadomości z radością. Jestem przekonana, że obawia się, iż Michał przestanie ją wspierać finansowo. Michał systematycznie przesyłał matce pieniądze, więc była nerwowa. Po narodzinach czwartego dziecka wydatków będzie więcej, a jej sklep i tak zostanie zamknięty.
Nie mam nic przeciwko temu, by Michał wspierał mamę, ale nie kosztem naszych dzieci. Na razie pieniędzy wystarcza, więc kibicuję mężowi w pomaganiu starszej pani. Zafundował już jej leczenie zębów, zabrał ją nawet kiedyś nad morze i pokrył koszty remontu jej mieszkania.
Jeśli mam rację i Krystyna boi się o swoje pieniądze, to z biegiem czasu będzie coraz bardziej zestresowana. Jej narzekania i pouczania potrafią doprowadzić ciężarną synową do szału.
Oczywiście, żadne z jej zachowań nie zmusi nas do zmiany decyzji. Postanowiliśmy, że doczekamy się czwartego dzidziusia i koniec. Pozostaje tylko pytanie: czy teściowa ma prawo mówić nam, ile dzieci powinniśmy mieć?




