Niewinna, choć oskarżona

Bez winy winna

Zabierasz swoją córkę i wychodzicie. Między nami więcej już nic nie ma!

Ale Grzesiu…

Powiedziałem wszystko! Nie chcę cię więcej widzieć!

Drzwi trzasnęły i Ela zachwiała się. Pokój zamigotał przed oczami, w uszach zadźwięczało i gdzieś jakby daleko ktoś głos na poły podobny do jej mamy nagle jakby krzyknął: Nie waż się!

To pomogło. Ela ostrożnie postawiła krok, potem drugi i opadła na krzesło, wbijając paznokcie w dłonie. Ból pomógł jej wrócić do siebie i rozproszył mgłę, która już zgarnia jej duszę.

Nie wolno! Teraz nie można się rozklejać! Nie wolno pozwolić sobie na rozpacz! Ale jak bardzo by się chciało…

Nie waż się! Jest Kasia! I… Nie, o tym jeszcze lepiej nie myśleć. Teraz trzeba się pozbierać i spróbować zrozumieć, co się właściwie stało.

Co tak mogło nagle odwrócić Grzegorza? Dlaczego ją odpędza? Przecież jeszcze wczoraj wszystko było dobrze…

Albo nie było?

W głowie Elżbiety wreszcie coś zaczyna pracować. Kładzie dłonie na stole.

Dobrze! Jak to mówiła jej mama? Jak nie wiesz, co robić analizuj. Rozłóż wszystko na czynniki pierwsze. Albo lepiej, weź ołówek i pisz!

Ale ołówki były w innym pokoju. Tam, gdzie śpi Kasia…

Córka zawsze spała bardzo lekko i Ela teraz nie chciała jej budzić. Kasieńka zaczęłaby marudzić, płakać i o spokojnym myśleniu nie byłoby mowy.

Musi poradzić sobie z tym, co ma.

Patrzy na swoje dłonie i odruchowo zaciska pięści. Paznokcie, których już dawno nie widziała kosmetyczka, bo przecież żal jej było czasu na takie sprawy, zgrubiała skóra i piegi, które wychodzą, gdy za długo pracowała w ogródku czy na działce na słońcu. Kto by pomyślał, że tak ją to wszystko wciągnie dom, ogród, codzienność i zapomni o tym, czego uczyła ją mama.

Eluniu, jesteś kobietą!

Nie! Ja jestem jeszcze dziewczynką!

To tymczasowe, maleńka. Za chwilę będziesz już panną, potem kobietą. Jak ja. A my nie możemy być flejami! Nigdy! Bez względu na wszystko! Paznokcie, fryzura, zadbane dłonie! To mówi o tobie znacznie więcej niż metki na sukience. Diamentów się nie nosi, jak szyja niemyta tydzień! Rozumiesz?

Tak, mamo! Ośmioletnia Ela stała przed lustrem z mamową szminką.

Na to jeszcze masz czas śmiała się mama, odbierając jej tubkę. To nie twój kolor! I za wcześnie ci się malować. Jesteś śliczna taka, jaka jesteś! Wszystko w swoim czasie! Potem wybierzemy ci kosmetyki.

No, mamo…

Wystarczy! ucinała rozmowę.

To Wystarczy! Ela słyszała od mamy rzadko. Ale jeśli już, wiedziała, że nie ma sensu się spierać. Mama zawsze dotrzymywała słowa.

We wszystkim…

Ela, wyjeżdżam. Trochę pomieszkasz u babci. Tak musi być.

Mamo, na długo? Elżbietka, która wczoraj skończyła dziesięć lat, miętosiła sukienkę, powstrzymując łzy.

Pół roku. Dostałam dobrą pracę. Ale to jest daleko od Krakowa, w Koszalinie. Nie mogę cię tam zabrać. Tu z babcią będzie ci lepiej. Będę dzwonić, pisać listy.

Nie wyjeżdżaj, mamo…

Ela zaczęła płakać, a mama bezradnie próbowała ją uspokoić.

Wystarczy! Nie mam innego wyjścia! Jeśli nie podejmę tej pracy, nie wyprowadzimy się od babci! Chciałabym, żebyś miała swój pokój, żebyśmy razem pojechały nad morze. Gdyby tata żył, nie musiałabym tego rozważać. Teraz jestem sama za was obie.

Przecież jest jeszcze ciocia Basia! Ela kręciła głową, nie chcąc słuchać.

Ciocia sama ma kłopoty. I też jej trzeba pomóc.

Mi pomóż najlepiej! I zostań! wybuchnęła Ela i pierwszy raz zobaczyła, jak chłodno patrzą mamy oczy.

Elu! ton mamy był zimny jak lód. Nie można myśleć tylko o sobie! To nie jest w porządku! Jeśli ty nigdy nie pomyślisz o innych, nikt nie pomyśli o tobie, kiedy będziesz tego potrzebować. Ja teraz myślę, przede wszystkim, o tobie! Chcę, żeby ci niczego nie brakowało! głos zmiękł, objęła córkę. Obiecuję, że to pierwszy i ostatni raz. Wytrzymaj, kochanie! Muszę…

Ela nie miała wyjścia. Kiwnęła głową, ale w środku czuła jakby stado kotów drapało ją po duszy.

Ela pisała listy do mamy, w weekendy wrzeszczała w słuchawkę, jak bardzo na nią czeka, tęskniła tak, że czasem nawet od ulubionych lodów odmawiała. Zdawało jej się, że czas stoi w miejscu. Kiedy babcia powiedziała, że jadą na lotnisko odebrać mamę, Ela rozpłakała się tak, że trzeba było zamówić taksówkę nie mogła się uspokoić.

Mama dotrzymała słowa. Nigdy już nie wyjeżdżała na tyle czasu. Bywały wyjazdy służbowe, lecz to już nie było to samo.

Przeprowadziły się potem z maleńkiej kawalerki Elżbiety ojca do większego mieszkania. Ela miała własny pokój, lecz rzadko tam bywała brała książki i odrabiała lekcje przy kuchennym stole, by być z mamą od razu po jej powrocie. I te wieczory razem były najważniejsze.

Jakimś cudem ominęły je typowe konflikty nastolatek. W domu nie wybuchały prawdziwe kłótnie, mama Elżbiety miała ogrom cierpliwości, czułości, którym Ela była potem pełna podziwu, patrząc, jak radzi sobie samotnie, bez wsparcia. Babci już wtedy nie było, zostały same.

Mama nie utrzymywała kontaktu ze swoją siostrą.

Ela nie dopytywała, dlaczego tak się stało, jedynie raz po latach zapytała wprost.

Można wybaczyć wszystko. Oprócz zdrady.

Ciocia Basia zdradziła babcię?

Babcia bardzo ją prosiła, by przyjechała, by się pożegnać. Baśka nie przyjechała…

Dlaczego?

Bała się, że ją poproszę o pomoc. To przecież także jej obowiązek. Nie chciała widzieć mamy w tym stanie… Nie mogła jej myć, karmić, patrzeć, jak gaśnie…

A ty mogłaś?!

Też nie mogłam mama patrzyła prosto, ale usta jej drżały tak, że Ela chciała ją objąć. Nie chciałam widzieć jej takiej. Ale nie miałam wyboru, Elżbieta! Żadnego! To była moja mama! Musiałam zrobić wszystko, by odeszła spokojnie. By miała obok znane jej twarze… choć już nas nie rozpoznawała…

To dlatego nie pozwalałaś mi do niej dłużej wchodzić?

Tak. Nie chciałam, byś ją zapamiętała taką.

Wiesz, ja nie pamiętam… Nie pamiętam jej łóżka i tego, o czym mówiła… Za to pamiętam, jak mnie uczyła gotować dżem i zbierać z niego pianę. Trzeba było położyć pianę na talerzyku i jeść łyżeczką tak było najlepiej…

My z Baśką też tak robiłyśmy…

Nie rozumiem! Kochała was jednakowo, troszczyła się, pomagała… czemu jesteście takie różne?!

Tak bywa. Mama zawsze szczególnie chroniła Baśkę, bo chorowała jako dziecko. Może dlatego uznała, że powinna ją chronić przed wszystkim? Nie wiem…

Zadziałało?

Co?

Uchroniła ją?

Nie. Wiesz sama, jak się Baśce poukładało. Dwa małżeństwa, troje dzieci i wieczne zmartwienia. Nie chcę oceniać, czy mama miała rację. Wiem jedynie, że pozwoliło mi to zrozumieć, jak nie postępować z tobą.

Czyli nie trzeba dzieci chronić przed wszystkim?

Nie o to mi chodzi! Trzeba, tylko z głową! Co to za matka, która nie pomoże własnemu dziecku? Ale powiedz mi, co dobrego w tym, by usadzić dziecko pod szklanym kloszem i przeżyć za nie życie? Upadki, wzloty, zdobyte guzy i doświadczenie to się liczy. Na cudzych błędach rzadko kto się uczy. Z własnych prawie wszyscy. Widzisz, jak Baśka zmaga się ze swoim życiem? I kto wie, gdyby mama nie wyścieła jej drogi pierzynami, może raz by się potknęła i wszystko inaczej by się potoczyło? Jedno ci powiem: zawsze ci pomogę, jeśli naprawdę będziesz potrzebować. Ale nie oczekuj, że będę za ciebie rozwiązywać wszystko od początku do końca. Jeśli masz problem pomyśl. Jeśli nie dasz rady sama ja jestem obok. Zawsze

Tak, mamo

I tak Ela siedzi teraz, liczy na palcach i próbuje pojąć, co poszło źle i kiedy.

Wczoraj świętowali urodziny Grzegorza. Rocznica bez okrągłej liczby, więc spotkali się domowo, w rodzinnym gronie. Na szczęście lato! W domu, który razem z Grzegorzem wykończyli dopiero w zeszłym roku, było miejsca dla wszystkich.

Przyjechała mama Eli, teściowa i siostra Grzegorza z rodziną.

Kasia, szczęśliwa z nadchodzącego towarzystwa kuzynów, krążyła po podwórku i dopytywała:

A kiedy oni przyjadą? Czy będziemy pływać w basenie? A…

Pytań było tyle, że Ela w końcu przestała na nie odpowiadać. Nie było potrzeby Kasieńka sama sobie odpowiadała, ogarniała pokój, szykowała dom na odwiedziny.

Grzesiek zajechał na targ, a w kuchni praca szła pełną parą. Mama Eli pomagała jej gotować i dopytywała, jak się czuje.

Mamo, czemu tak się niepokoisz? Co jest nie tak? w końcu Ela nie wytrzymała.

Wszystko dobrze, córeczko! mama się uśmiechnęła. A który to już miesiąc?

Nagle Ela zrozumiała, że tajemnica, którą nawet przed sobą ukrywała, już nie jest żadną tajemnicą. Poczucie ulgi, radość Uśmiechnęła się, obejmując mamę.

Jeszcze malutko, trzy tygodnie. Nawet Grzesiowi nie mówiłam. Skąd wiedziałaś?

Świecisz… jak wtedy, gdy Kasię nosiłaś.

Mamo, boję się…

Czego się boisz, dziecko? Przecież wszystko macie dobrze!

Nie wiem… Jakoś mi ciężko na sercu. Grzesiek chodzi ponury. Nie rozumiem go ostatnio

Pytałaś go?

Nie chce rozmawiać!

To źle pytasz!

Mamo!

A co?! Masz męża, który się boczy, a ty nie potrafisz go dopaść i wypytać, o co chodzi?! Niedobrze cię wychowałam! Nie można pozwalać, by ukochani odchodzili, choćby na krok! Bo wiesz, znajdzie rozmówczynię i nie wiadomo, co z takiej rozmowy wyjdzie

Ela policzyła kolejny palec i już wiedziała. Odkąd mama doradziła rozmowę z Grzegorzem, miała wątpliwości. Ale nie zdążyła… Było świętowanie, potem sprzątanie po gościach, i nawet nie znalazła chwili, żeby złapać męża za rękę i zapytać, co się dzieje.

A potem padły te słowa, których w ogóle nie pojęła.

„Zabieraj córkę!”

Co to miało znaczyć?

Ela ścisnęła pięści. Teraz już będzie działać, jak mama nauczyła. Najważniejsze: rozmowa! Dość tajemnic!

Grzegorz już wyjeżdżał z garażu, gdy Ela wybiegła na ganek, krzycząc tak, że aż wróble odskoczyły od karmnika.

Stój!

Przeskoczyła przez schodki i wypadła do bramy.

Grzegorz, zaskoczony, patrzył, jak zatrzymuje się przed autem, ręce opierając na masce.

Odsuń się… głos miał stłumiony, ale Ela usłyszała w nim coś, czego pragnęła.

On nie chciał odejść. I rodziny zostawić też nie chciał! Miała rację…

Wyjdź! Porozmawiamy, zanim Kasia się obudzi! O co ci chodzi?! Co ty wymyślasz?! Ja jestem twoją żoną czy obcą kobietą?!

Ela podnosi głos, Grzegorz coraz bardziej spięty.

Czy ona tak by na niego krzyczała, gdyby naprawdę była mu obojętna, jak mówiła siostra? Czemu zatrzymała go, jeśli liczył, że tylko czeka, by dał jej wolność? Czy nie chce, żeby Kasia mieszkała z ojcem…?

Wysiadł z samochodu i burknął:

Sama wiesz, dlaczego tak zrobiłem!

Gdybym wiedziała, nie pytałabym! O co chodzi? Od tygodni chodzisz nieprzytomny! Dzisiaj w ogóle jakbyś zwariował! Co ty wygadujesz?! Czemu Kasię nazwałeś moją córką?! A ty kim jesteś dla niej?!

No właśnie nie wiem! wyrzucił Grzegorz, pierwszy raz patrząc jej prosto w oczy. Powiedz mi! Od kogo ją masz? Czemu jej ojciec spotyka się z nią na boku?!

Co za bzdury?! Ela otworzyła usta ze zdziwienia. Uderzyłeś się w głowę?!

Z kim się widujesz w mieście, gdy zawozisz Kasię na zajęcia?!

Na chwilę Ela aż straciła dech, lecz opanowała się.

O to chodzi! I kto ci otworzył oczy? Mama? Siostra?

Mama nie!

A więc Natalia!

Nawet jeśli! Chyba powinna mnie poinformować, jeśli coś zobaczyła? Jest moją siostrą!

I ja jestem twoją żoną! w Elżbiecie aż się zagotowało. Słuchasz wszystkich, tylko nie mnie! Wierzysz każdemu, tylko nie żonie! Tak?!

Kłamałaś!

Ja?! Kiedy cię okłamałam? W czym?!

Kim jest facet, z którym dwa razy w tygodniu widujecie się w parku z Kasią?! Kim on jest?!

Ela westchnęła i pokręciła głową:

Przecież ci mówiłam, Grzegorz! Ale ty mnie nie słuchałeś!

Kiedy i co mi mówiłaś?!

Chciałeś oglądać mecz. Jakaś twoja liga… Przyjechałam z Kasią z zajęć i powiedziałam, że spotkałam dawnego kolegę z klasy Marcina. Przeprowadził się niedawno z powrotem do Krakowa, bo jego mama ciężko zachorowała. I poprosił mnie o numer do lekarza i opiekunki, bo leczył moją babcię na to samo. Potem spotkaliśmy się kilka razy. Gdyby twoja siostra spojrzała uważniej, zobaczyłaby, że nie byliśmy sami była z nami moja mama! Myślisz, że spotykałabym się z kochankiem w obecności własnej matki?! Przenigdy by mi nie wybaczyła! W ogóle nieraz odnoszę wrażenie, że ona ciebie lubi bardziej niż mnie! Zawsze cię broniła! A ty

Ela machnęła ręką, pociągnęła nosem.

Nie będzie płakać! Teraz na pewno nie!

Więc chcesz powiedzieć, że…

Grzesiek, już ci wszystko powiedziałam! Przerwała mu i spojrzała lodowato. Uwierzysz w każdą plotkę. Po prostu. Zapominając o wszystkim, co nas łączy. I brudząc imię mojego dziecka i naszą miłość. Wiesz, co zrobiłeś?! Nie wiem, po co Natalii to było. I nie chcę wiedzieć! Wczoraj siedziała u nas, śmiała się i nawet nie dała znać, jaki nóż gotuje za plecami! Ale to nieważne. Ważne jest to, co zrobiłeś ty! Czego chcesz? Badań genetycznych? Proszę bardzo! Zrobimy! Żebyś już nie miał wątpliwości, że córka, która patrzy na świat twoimi oczami jest naprawdę twoja!

Ela nasłuchuje, westchnęła.

Kasia się obudziła.

Odwróciła się i wróciła do domu, zostawiając zdezorientowanego męża na podjeździe.

I po chwili usłyszała, jak auto odjeżdża.

Kasia coś paplała, tuląc się do Eli, domagając się zainteresowania, a jej samej było tak źle, że najchętniej by wyła.

Dlaczego tak się stało?! Co zrobiła źle?! I co teraz? Zadzwonić do mamy? Powiedzieć jej o wszystkim? Czy lepiej poczekać, ochłonąć?

Nigdy nie opowiadaj mi o waszych kłótniach z Grzegorzem! Dopóki nie będziesz pewna, że to koniec i nic was już nie łączy. Wtedy dzwoń! Przyjadę o każdej porze. Ale wcześniej milcz! Bo wy się pogodzicie, a ja urazy nie zapomnę. Już nigdy nie zaufam temu człowiekowi, bo skrzywdził moje dziecko!

Ela pokręciła telefonem, odłożyła go. Za wcześnie… Grzesiek powinien wiedzieć, że znów zostanie ojcem. Potem ona zdecyduje, co dalej.

Kiedy pod bramą pisnęły opony Grzegorza, Ela już zdążyła się trochę uspokoić.

Karmiła Kasię w kuchni, gdy drzwi się otwarły, a Grzegorz niemal wciągnął do domu Natalię.

Chodź! Ela, gdzie jesteś?!

Tutaj… Ela spojrzała na córkę i szybko się opanowała.

Nie może Kasia oglądać kłótni. To nie w porządku.

Kochanie, skończyłaś? Idź do mojego pokoju, włącz bajki! Dasz radę?

Tak! Kasia odsunęła talerz z nielubionymi warzywami i pobiegła na górę. Pa, tato! Dzień dobry, ciociu Natalio! Mama pozwoliła mi bajki!

Dziecięcy głos rozluźnił atmosferę. Grzegorz puścił siostrę, Ela od razu wkroczyła, by nie dopuścić do dalszych głupstw.

Idź, Kasieńko! Zaraz przyjdę!

Nie spiesz się, mamo! Kasia uśmiechnęła się, pobiegła po schodach na piętro.

Rozmowa była ciężka. Natalia płakała, Grzegorz się złościł, Ela nie wiedziała, jak zareagować…

Myślałam, że go oszukujesz! Wiesz, ile wokół takich rodzin, gdzie mąż naiwny, a żona robi co chce?! Tyle się nasłuchałam od przyjaciółek, że już nikomu nie wierzę!

Natalia, myślisz, że jestem taka jak one? Zdradzasz męża? Dzieci masz z innym?

Natalia wstrzymała oddech.

Co ty wygadujesz?!

A ty?! Rozumiesz, jaką krzywdę mogłaś zrobić taką głupotą?! Grzegorz to jedno że ci uwierzył. Ale kogo miał posłuchać, jak nie bliskich?! I ty to wykorzystałaś. Dlaczego?

Nie wiem… opuściła głowę, płacząc. Wydawało mi się, że go chronię

Przede mną? I co? Udało się?

Ela wzruszyła ramionami, spojrzała na męża:

Wszystko jasne? Nie masz więcej pytań?

Ela…

Nie teraz, Grzesiek. Teraz JA jestem zraniona. I muszę ochłonąć. Natalia, Ciebie nie chcę póki co widzieć w moim domu. Myślę, że tłumaczyć, czemu, nie muszę?

Ela, przepraszam…

Pomyślę nad tym. Teraz możecie wyjść. Ela otworzyła drzwi i skinęła na męża. Ty też. Tak, dobrze rozumiesz. Idź…

Ela pogodzą się z Grzegorzem ale nie od razu, na jej zasadach. I nikt w rodzinie, poza Natalią, nie dowie się o tym, co zaszło. Pewnych rzeczy nie wynosi się poza cztery ściany domu. Za tę prawdę Ela jest dziś mamie wdzięczna.

Mama przyjmie na ręce nowonarodzonego wnuka, zachwyci się jego podobieństwem do ojca, pośmieje się z babcią Grzegorza i szepnie do Elżbiety na ucho:

Mądra z ciebie dziewczyna! I żona, i mama z ciebie dobra.

Naprawdę?

Czy ja cię kiedyś okłamałam?

Mamo, a co znaczy mądra kobieta? Tak mnie nazwałaś, chociaż sama się tak nie czuję…

Mądrość kobiety, córeczko, to umieć otulać wszystko, co dostaje od życia. Dzieci, rodzinę, dom, bliskich… zebrać wszystkich, opiekować się, tak, by wszystkim było ciepło i dobrze. To bardzo trudne! Musisz wiedzieć, co warto zachować, a co odpuścić, by nie niszczyć tego, co masz. Myślę, że tę wiedzę już masz…

Tak?

Jestem tego pewna! A swoją drogą, Marcin dzwonił za miesiąc ma ślub. Zaprosił ciebie i Grzegorza.

Mamo…

Nie marudź! Z dziećmi posiedzę! Ale zrób dla mnie coś, dobrze?

Co, mamusiu?

Doprowadź wreszcie te ręce do ładu!

Dobrze!

Ela przytuli mamę, skinie głową do męża i do Natalii, co będzie stała nieco z boku, i puści oczko Kasi:

Chodź! Pomożesz mi uśpić braciszka.

Mogę? Kasia rozpromieni się, ostrożnie dotknie małego zaciśniętego piąstki.

Musisz, córeczko. Musisz…

Oceń artykuł
Newskey24
Niewinna, choć oskarżona