Iluzja zdrady

Iluzja zdrady

Naprawdę chcesz, żebym poszedł z tobą? Staś przechylił trochę głowę, przyglądając się Lidii z ciepłym, lekko figlarnym uśmiechem. W oczach miał błysk zaciekawienia, a w głosie pobrzmiewało coś pomiędzy zaskoczeniem a rozbawieniem. Chciałbym przecież poznać twoją rodzinę, ale

No jasne odpowiedziała Lidia, poprawiając kosmyk włosów. Policzki poczerwieniały jej z przejęcia i wyciągnęła rękę do jego, delikatnie splatając z nim palce. Muszą cię w końcu zobaczyć na własne oczy! Tyle im o tobie opowiadałam, że mama chyba już cię traktuje jak rodzinę. Wiesz, pytała się nawet, co najbardziej lubisz jeść! Możesz sobie wyobrazić?

Staś uśmiechnął się tylko, zupełnie nie stawiając oporu. Było mu dziwnie miło, że Lidia tak bez ogródek okazuje nim dumę. Miała dwadzieścia lat, była żywiołowa, ze smuteczkiem w oku, który raz po raz zmieniał się w zadziorny błysk, kiedy na niego patrzyła. Przypominała mu coś świeżego, jak powiew ciepłego wiatru po długiej, ciężkiej zimie. Nie zauważył nawet, kiedy przez zaledwie kilka miesięcy ich związku zaczął czuć, że należy już do jej świata przesiąkniętego śmiechem, spacerami, których nigdzie nie planowali, i niekończącym się optymizmem.

Niedziela przywitała ich ożywczym słońcem i rześkim powietrzem, jakby sama Warszawa wzięła głęboki oddech, a niebo, szokująco błękitne, zwiastowało rychłą jesień. Lidia założyła ulubioną sukienkę w drobne kwiatki podkreślała jej dziewczęcość i lekkość, a Staś wciągnął dżinsy i koszulę ani zbyt oficjalnie, ani całkiem casualowo, starając się nie przesadzić z szacunkiem do rodziny i nie zgubić siebie po drodze. Idąc przez rynek ze zdań rozrzuconych resztkami rozmów, Lidia zerkała na niego ukradkiem, jakby chciała mieć pewność, że wszystko jest w porządku, że nie pragnie w ostatniej chwili zrezygnować. Jej palce nerwowo gniotły rąbek sukienki, a wzrok nieustannie powracał do Stasia.

Stresujesz się? zapytał cicho Staś, wyczuwając jej rozedrganie. Uścisnął jej dłoń, próbując przekazać trochę własnego spokoju.

Trochę wyznała patrząc na płytki chodnika. To… ważne. Bardzo chcę, żeby wszystko było idealnie. Mama i tata na pewno cię polubią. Ale jest jeszcze Sonia moja siostra. Ona mi zawsze zazdrości. Sama nikogo nie ma. Dlatego… dlatego tak się boję…

Sonia była od Lidi pięć lat starsza wysoka, szczupła, o ciemnych włosach związanych w kucyk. Studiowała na piątym roku i dorabiała w biurze, ucząc się, czym jest dorosłość. Taka dojrzała, taka pewna siebie A co, jeśli to właśnie jej spodoba się Staś? Nie mogła na to pozwolić.

Po wejściu do mieszkania Lidia od razu zobaczyła, że Sonia jest nienaturalnie wystrojona: głęboko wycięta sukienka, szpilki, lekki makijaż, podkreślający kontury twarzy. Stała przed lustrem w przedpokoju, zapinając kolczyki, jakby wcale nie spodziewała się ich przyjścia. W powietrzu zawisło coś naciągniętego, prawie na granicy trzasku.

O rzuciła Sonia, lekko unosząc brwi, jej głos był zimny i beznamiętny. Wcześnie jesteście. Myśleliśmy, że przyjdziecie za godzinę.

Udało się wcześniej skończyć Lidia zmarszczyła brwi, a głos jej zadrżał. Wychodzisz gdzieś…?

Tak, z koleżankami do knajpy Sonia poprawiła grzywkę, rzucając tylko przelotne spojrzenie Stasiowi. Całkiem przystojny, miała szczęście młodsza. Wolałam wyjść zanim przyjdziecie, serio.

Staś, do tej pory cicho chłonął atmosferę mieszkania, uśmiechnął się lekko, chcąc rozładować napięcie:

Jest pani bardzo ładna.

Lidia poczuła ścisk w żołądku. Znała ten ton lekki, szczery. I wiedziała, że Sonia robi świetne wrażenie. Jej serce przyspieszyło, a dłonie od razu stały się lepkie.

Dzięki odpowiedziała Sonia, z lekkim uśmiechem, ale spojrzenie miała puste. Nie zamierzała flirtować, przyjęła komplement, jakby był czymś oczywistym.

A Lidii wystarczyło nawet tyle. Poczuła nagły przypływ zazdrości, ostry, jak żar, który podnosi się spod niewidzialnych węgielków.

No jasne powiedziała podniesionym głosem, ostrzej niż zwykle. Zawsze musisz być w centrum uwagi! Nawet kiedy przyprowadzam do domu chłopaka! Jakby to był jakiś konkurs!

Lidia… syknęła Sonia, jej cierpliwość pękała gdzieś na końcach włosów. Nawet nikogo nie planowałam poznać. Miałam wyjść. To ty wiecznie wszystko komplikujesz.

W takiej sukience? Do koleżanek? Lidia ruszyła w stronę siostry, oczy miała rozwścieczone. Nie ściemniaj! Ubrałaś się tylko po to, żeby zrobić wrażenie na Stasiu. Zazdrościsz, bo ja mam chłopaka, a ty nie!

Opanuj się, proszę cię Sonia uniosła ręce w geście irytacji. Tak się ubieram na co dzień. To moja sprawa, jak wyglądam! Przestań projektować własne kompleksy na innych.

Staś stał obok, zagubiony w tej dziwnej teatralnej scenie. Nie spodziewał się takiego wybuchu. Czuł się jak w obcym mieszkaniu, wśród dwóch śniących sióstr, które nie mogą się dobudzić.

Lidia, może… nie ma sensu… zaczął ostrożnie, krok ku obu siostrom. Może po prostu spokojnie porozmawiamy?

Ale już nie słuchała. Emocje wlały się w nią jak zimna woda.

Tak zawsze robisz! krzyk Lidii odbił się echem w przedpokoju. Zawsze wyciągasz mnie na drugi plan! Bo jesteś starsza, ładniejsza, mądrzejsza… wszystkim musisz świecić w oczy, a ja? Ja zawsze w cieniu!

Nie przesadzaj Sonia zacisnęła usta, a oczy pociemniały. To nie wyścig. Nigdy nim nie był. Masz wyobraźnię, Lidia, za dużą.

Może dla ciebie nie, ale dla mnie tak! łzy paliły Lidię od środka, ale zaciskała pięści, żeby nie popłynęły.

W tym momencie z kuchni wyszli rodzice. Ojciec, Zenon Szymczak, w starym swetrze i z „Wyborczą” w dłoni, stanął w progu, marszcząc brwi. Mama, Jadwiga Szymczak, wycierała ręce o fartuch, na twarzy znużenie i zmęczenie.

Co tu się dzieje? spytał ojciec z obojętnością rutynową, jakby takie wybuchy widział codziennie.

Mamo, tato! Lidia zwróciła się z wyrzutem. Patrzcie na Sonię! Ubiera się specjalnie, żeby zabrać mi Stasia! Chce pokazać, że jest lepsza.

Jadwiga westchnęła, przesunęła wzrok po Soni, z wyraźnym niezadowoleniem już bardziej do sytuacji, niż do którejkolwiek z córek.

No Soniu, mogłabyś się mniej stroić, skoro Lidia przyprowadza chłopaka! powiedziała łagodnie, ale była wyraźnie po stronie młodszej.

Przecież wychodzę do znajomych, nie na żaden występ! Sonia skrzyżowała ręce, powstrzymując irytację. Wiecznie jestem winna wszystkim! Mam dosyć tych wiecznych oskarżeń.

Widzicie?! wrzasnęła Lidia, kierując palec w stronę siostry. Sama jeszcze zrzuca winę na innych!

Próbując ugasić ten domowy pożar, Staś znów wmieszał się:

Proszę, zacznijmy od początku… Można się uspokoić? Rodzina to rodzina. O co chodzi?

Ale Lidia już grzęzła we własnych uczuciach. Nagle chwyciła Sonię za ramię sukienki i szarpnęła. Materiał rozerwał się z ostrym trzaskiem, zostawiając na ramieniu nierówny ślad.

Zwariowałaś!? syknęła Sonia, próbując zakryć rozdarcie. Może idź do psychologa!

Sama idź! Lidia ledwo łapała oddech z emocji. Wszystko robisz, żeby go zwabić… Widziałam, jak patrzysz!

Wcale na niego nie patrzę, nawet mnie nie interesuje Sonia odsunęła się na bok, zziębnięta. To wszystko wyłącznie twoja wyobraźnia.

Rodzice patrzyli obojętnie. Ojciec wrócił do gazety, matka kręciła głową.

Soniu, trochę taktu nigdy nie zaszkodzi. Lidia to twoja młodsza siostra, powinnaś ją rozumieć Jadwiga podeszła łagodniej.

Ja chciałam tylko na herbatę do koleżanek! Sonia walczyła, by dodać sobie spokoju. To Lidia zrobiła cyrk z niczego. Jej wieczna zazdrość!

Ale tamtych słów już nikt nie słyszał. Lidia zwróciła się do Stasia, szukając wsparcia, z oczami gorącymi od łez:

Powiedz jej, że ona nie ma racji!

Chłopak zamilkł, zawieszony wśród tych dziwnych domowych zasieków.

To naprawdę wygląda na nieporozumienie, Lidia… Nie widzę u Soni złych intencji. Nie podoba mi się, że ze zwykłego spotkania zrobił się taki dramat…

Ją przeszył ból, a w głosie zabrzmiał żal:

Więc jesteś po jej stronie? Po tym wszystkim, co ci mówiłam? I po tym, jak chciałam, by ten dzień był wyjątkowy?

Przeciągnął dłonią po czole, czując narastającą bezradność.

Nie jestem po żadnej stronie uniósł dłonie w uniwersalnym geście pokoju. Chciałem tylko spokojnej kolacji i rozmowy…

Sonia uśmiechnęła się gorzko, dotykając rozdartego materiału.

Właśnie… Piękny wieczór. Dziękuję ci, Lidko. Jak zwykle potrafisz stworzyć niezapomnianą atmosferę.

Wyglądała wtedy nie na wyniosłą, a po prostu wyczerpaną wyczerpaną emocjonalnie, zmęczoną niekończącymi się pretensjami i żalem młodszej.

Lidia zastygła w miejscu. Czuła, jakby nagle śniła niemożliwy sen, trwający za długo.

Nie chciałam… wyszeptała, ale brzmiało to nieprzekonująco.

Matka westchnęła i podeszła bliżej do Soni, dotykając jej ramienia:

Chodź, zobaczymy czy można to zszyć.

Już nie, mamo. Przebiorę się i zaraz wychodzę. Czekają na mnie.

Ojciec odłożył wreszcie gazetę.

Może się uspokoicie? Lidia, przeproś siostrę. Soniu, trochę wyrozumiałości dla Lidii. Jest delikatna…

Ale było już za późno. Nasiona nieufności zostały zasiane. Weszły między drewno mebli, pościel i codzienne obiady.

Od tej pory w mieszkaniu zrobiło się lodowato. Po kilku dniach Staś wprowadził się do Lidii w jego mieszkaniu na Pradze trwał remont po zalaniu. Rodzice dali im pokój, a Sonia została sama pomiędzy ścianami z ciszy. Każde spojrzenie przesiąkało teraz podejrzeniem; każde słowo trzeszczało od napięcia.

Pewnego ranka Lidia zastała Sonię w kuchni. Ta wsypywała do kubka herbatę i wpatrywała się uważnie w notatki czekał ją trudny egzamin.

Robisz to specjalnie wysyczała Lidia, stojąc w progu. Ręce jej drżały. Chcesz, żeby na ciebie patrzył. Udajesz zajętą nauką, tylko czekasz aż Staś wejdzie do kuchni!

Sonia postawiła filiżankę na stole. Była blada, z cieńcierniami pod oczami i srebrzystymi pasmami wśród włosów.

Lidia… Sonia mówiła cicho, z taką pewnością siebie, jakiej Lidia dotąd w niej nie widziała. Chcę wypić herbatę i iść na egzamin. To dla mnie ważne, to moje życie.

Egzamin, czy pretekst, żeby się popisywać? ironizowała Lidia, choć głos jej gasł.

Ile można?! Sonia gwałtownie się odwróciła. Wiecznie rozdmuchujesz wszystko do absurdu! Nie możesz się cieszyć z mojego powodu? Z własnego? To już naprawdę chore!

Bo zawsze byłaś lepsza! wykrzyknęła Lidia, tupiąc nogą. Zawsze! Mądrzejsza, starsza, ładniejsza. Chcesz mi zabrać ostatnią osobę, która mnie kocha!

Coś pękło w oczach Soni głęboka, tłumiona przez lata rana ale szybko założyła lodowatą obojętność.

Skoro tak myślisz, nie mam tu czego szukać powiedziała pusto, i poszła pakować swoje rzeczy.

Lidia patrzyła, nie mogąc się zmusić do żadnego gestu. Wiedziała, że to już za wiele; że przekroczyła niewidzialną linię. Ale duma nie pozwoliła przeprosić.

Następnego dnia Sonia wyjechała do przyjaciółki mieszkała na Mokotowie, miała wolny pokój, przyjęła ją bez pytań. Rozumiała, że czasem trzeba uciec, żeby nie zgubić siebie.

Pierwsze dni na swoim były dziwne. Sonia tęskniła za domowym kakofonią, nawet za marudzeniem mamy. Ale z każdym kolejnym porankiem czuła się lżej. Decydowała, kiedy wstać, co zjeść i kogo zaprosić na kawę.

Książki i egzaminy pochłonęły ją całkowicie. Wieczory spędzała przy herbacie z koleżanką, czytając albo planując wyjścia. Po raz pierwszy oddychała naprawdę swobodnie.

Rodzice kilka razy próbowali do niej dzwonić, ale rozmowy zawsze toczyły się wkoło sama winna, zbyt emocjonalna, przesadziła, prowokowała siostrę i całą awanturę. Sonia w końcu przestała odbierać telefon…

*****

Po dwóch miesiącach Lidia i Staś wciąż mieszkali razem, ale ich relacja pękała. Wieczna zazdrość, wybuchy gniewu i fochy zmęczyły Stasia. Próbował tłumaczyć, że problem tkwi w Lidii w jej lękach i braku zaufania ale dziewczyna nie chciała słuchać. W każdym geście widziała spisek, w każdym słowie zdradę.

Pewnego wieczoru Staś zebrał wszystkie swoje rzeczy.

Nie dam już rady rzucił spokojnie w przedpokoju. W głosie miał tylko zmęczenie, żadnej złości. Nie dajesz mi oddychać. Każde spojrzenie trzeba tłumaczyć. Mam dość tłumaczeń za rzeczy, których nie zrobiłem.

Odchodzisz? Lidia znieruchomiała. Palce jej drżały bezradnie. Z jej powodu? Przez Sonię?!

Nie przez nią Staś przeciągnął ręką po twarzy. Przez ciebie. Nie odróżniasz snu od jawy. Budujesz mury, a mnie oskarżasz, że stoję na zewnątrz.

Wyszedł. Drzwi zaszurały, odcinając Lidii świat. Osunęła się na podłogę i pozwoliła łzom płynąć gorzkim, ale oczyszczającym.

Tamtego wieczoru po raz pierwszy pomyślała: a jeśli Sonia naprawdę nie była winna? Jeśli cała walka toczyła się wyłącznie w jej głowie? I ile jeszcze ludzi odpędzi przez lęki i zazdrość?

Rodzice, gdy dowiedzieli się o rozstaniu, zmartwili się ale raczej z powodu codziennych niedogodności. Dom pogrążył się w marazmie. Lidia zamykała się w pokoju, ignorując konieczność porządków i obowiązków domowych.

Mamo, jakie sprzątanie?! Mojego świata już nie ma! narzekała, wciskając twarz w poduszkę. Nikt mnie już nie chce. Po co mam wstawać?

Jadwiga tylko wzdychała, ogarniąc dom sama ścierając kurz, wieszając pranie, znużona i przygnębiona. Po kilku tygodniach wszystko szlo wolniej bałagan, nieumyty garnek, a Lidia godzinami leżała z telefonem, śledząc cudze życia, byle nie myśleć o tym, co się stało.

W końcu rodzice zadzwonili do Soni.

Odezwała się dopiero późno wieczorem siedziała wtedy w bibliotece, przygotowując się do seminarium. Telefon wibrował długo; gdy w końcu oddzwoniła, poczuła dziwny ucisk w piersi, ten sam, który towarzyszył wspomnieniom z dzieciństwa.

Soniu, dziecko… Może wrócisz do domu? głos Jadwigi brzmiał miękko i zmęczenie nie mogła już ukryć.

Po co? Sonia zapytała, choć wszystek świat w niej krzyczał.

Lidii nie idzie najlepiej. Z tatą coraz gorzej się ogarniamy, a ja już swoje lata mam Może chociaż na trochę?

Mamo Dziękuję, ale mam już swoje życie. Pracuję, uczę się, tu się urządziłam. Nie wrócę, jakby nic się nie stało. Zwłaszcza po tamtym dniu…

Ale Staś odszedł prześlizgnął się chłód w tonie Jadwigi. Teraz wszystko będzie dobrze! Pogodzicie się, znowu będziecie rodziną…

Nie chodziło o Stasia, tylko o to, co się działo. Nie chcę znów wracać do wiecznych oskarżeń i awantur. Nawet jeśli przyjdzie nowy chłopak też będę przeszkodą?

Zapadła cisza, długa jak mgła na Mazurach.

Czyli zostawiasz nas samych? Jadwiga przeszła w ton rozżalenia.

Nie porzucam. Po prostu mieszkam osobno Sonia mówiła stanowczo, ale łagodnie. I wiesz… Z kimś teraz jestem. Nazywa się Denis, programista, mieszkamy razem i jestem szczęśliwa. I na razie nie planuję przedstawiania go wam. Nigdy nie wiadomo, co znów wymyśli Lidia.

Cisza, ciężka, gęsta, w której każdy dźwięk był nie na miejscu.

Zrozumiałam No to gratuluję.

Dzięki, mamo. Chciałam, żebyś wiedziała ode mnie, a nie od kogoś.

Odgłos zakończonej rozmowy rozlał po Soni wewnętrzny spokój. Obejrzała się wkoło studenci, zapach kawy i szmery rozmów. Czuła, jakby ktoś właśnie przekłuł ciężki balon, który przez lata ściskał jej płuca.

Na zewnątrz czekał Denis. Uśmiechnął się, gdy ją zobaczył i Sonia poczuła ciepło.

Wszystko w porządku? zapytał, chwytając ją za rękę.

Tak. Mama zadzwoniła… Chcieli, żebym wróciła.

Denis skinął głową. Wiedział, z jakiego snu uciekła Sonia i jak wiele kosztowało ją, by samej napisać własny rozdział.

I? ścisnął jej dłoń.

Powiedziałam, że nie wrócę. Bo mam tu ciebie i swoje życie.

To chodź uśmiechnął się. Znajomi czekają, mieliśmy wymyślić, gdzie pojedziemy na weekend…

*****

Lidia, zostawiona przez Stasia i bez siostry, coraz częściej wracała myślami do tamtego dnia do rozdartaj sukienki, wstrząsu Soni, do własnego nieopanowania. Czuła wstyd, ale duma nie pozwalała napisać ani słowa. Zamykała się w swoim śnie, całe dnie online, z serialami, byle nie myśleć o sobie naprawdę. Na wszelkie prośby rodziców odpowiadała prychnięciem lub wpatrywaniem się w ścianę.

Pewnego wieczoru Jadwiga weszła do jej pokoju, poważna jak nigdy:

Lidko, minął miesiąc. Musisz się podnieść. Nie będziemy cię wiecznie niańczyć.

Co mam zrobić? Lidia zerknęła znad telefonu. Głos miała matowy, pusty. Staś odszedł, Sonia odeszła. Wy nigdy mnie nie rozumieliście. Zawsze była lepsza

Słyszymy cię wtrącił się ojciec, siadając na łóżku. Nie było w nim gniewu, tylko smutna próba. Ale musisz zrozumieć, że zbudowałaś mur sama. To ty musisz go rozebrać.

Lidia popatrzyła na nich po raz pierwszy naprawdę, widząc nie tylko rodziców, ale i ich zmęczenie, ich starość.

Może masz rację… Ale co teraz? Jak naprawić wszystko?

Zacznij od czegoś prostego mama położyła rękę na jej przedramieniu. Jutro pomóż przy sprzątaniu. Zadzwoń do Soni. Przeproś. Nie oczekuj cudu, ale nie czekaj na cud.

Nie będę przepraszać! Nic złego nie zrobiłam!

Jadwiga tylko bezradnie pokręciła głową. Dlaczego Lidia nie dostrzega, że świat nie jest snem, z którego zawsze można się po prostu obudzić?

Za oknem śpiewały ptaki w nocy, łomocząc się o szyby jakby chciały przypomnieć, że są rzeczy ważniejsze niż własna rana, która nigdy się nie goi.

Oceń artykuł
Newskey24
Iluzja zdrady