Zdrada wśród serdecznych przyjaciół
Tegoroczna zima postanowiła, że pokaże wszystkim, co naprawdę znaczy śnieżna pokrywa: śniegu napadało tyle, że podwórka w Krakowie przypominały raczej Baśniową Krainę niż miasto, gdzie mieszkańcy codziennie narzekają na sól pod butami. Puchate płatki snuły się w powietrzu, delikatnie opadały na dachy i chodniki, a mróz witał każdego o poranku szklanką wody zamienioną w lód.
Mieszkanie Julii i Marka było jakby z innej bajki: cieplej tu było niż pod piecem babci, a sielanka domowa trwała w najlepsze. Za wysokim oknem rozgrywał się śnieżny spektakl a w środku, za szczelnie zamkniętymi ramami, było cicho i przytulnie. Stara lampka z abażurem rzucała na ściany krąg miękkiego światła, wyganiając z kąta resztki zimowego chłodu.
Małżonkowie zasiedli na kanapie, otuleni grubym kocem, który pamiętał jeszcze stare dobre czasy PRL-u. W telewizorze leciała komedia o rodzinnych perypetiach do pośmiania się, nie do rozważania sensu życia. Julia śledziła fabułę, rozbawiona bardziej swoimi myślami niż żartami aktorów. Marek natomiast co i rusz odrywał wzrok od ekranu i zapadał się w widok spadających za oknem płatków śniegu. Ach, jakaś taka polska nostalgia!
Sielankę przerwał melodyjny dzwonek komórka Marka dała o sobie znać. Marek niby nie zwracał na to uwagi, ale telefon uparł się, żeby nie zostać zignorowany. Westchnął ciężko, wydobył smartfona ze swetra i spojrzał na ekran.
Znowu Damian, rzucił do żony z lekkim politowaniem Dzwoni już trzeci raz dzisiaj.
Julia tylko lekko się uśmiechnęła, nie odrywając wzroku od telewizora.
Pewnie znowu chce nas zaciągnąć na swoją działkę, mruknęła. On od kiedy kupił tę swoją oazę, to ciągle świętuje. Tyle razy mówiłam, że nie mamy ochoty. A on jak grochem o ścianę.
Marek wzruszył ramionami i odebrał.
No cześć, Damian! powiedział, próbując zabrzmieć entuzjastycznie.
Marek! No ile można czekać?! głos przyjaciela był bardziej rozgorączkowany niż komentarz pod politycznym postem w serwisie internetowym. Przecież mówiłem uczcimy tę moją chałupkę! Wszystko gra, sauna rozpalona, na stole śledzie i kiełbasa, znajomi zaraz będą! Przestańcie się kisić w domu i przyjeżdżajcie, Julia też! Będzie super!
Marek zawahał się sekundę, zerknął kątem oka na Julię, która energicznie, acz dyskretnie pokręciła głową. Nie musiała nic mówić przekaz był jasny: żadne głośne biesiady, żadni rozgadani znajomi, popijanie bez końca, plotki przy kiełbasie. Chcieli po prostu spędzić ten weekend blisko siebie, bez pośpiechu i tłumaczenia się komukolwiek.
Chwila wahania i w głowie Marka błysnęła dosyć polska, lekko sprytna myśl.
Damian… wiesz co, taki psikus… Julia pojechała do mamy, wróci dopiero wieczorem jutro. Sam też nie bardzo mam ochotę. Mogłoby się coś głupiego wydarzyć, a nie chcę potem tłumaczyć się żonie z żartów twojej ferajny. Odłóżmy to na inny raz, co?
Na linii zapadło krótkie milczenie, potem Damian odezwał się z wyczuwalnie urażonym tonem:
Pojechała? Kiedy wraca?
Pewnie jutro wieczorem. Teściowa zadzwoniła w ostatniej chwili, wiec plany się rozmyły. Chcieliśmy pójść na film, zgubić się na Plantach wśród śniegu, może na łyżwy No ale wiesz, jak jest. Zostaje kanapa i telewizor. Coś czuję, że jeszcze nadejdzie odpowiedni czas na twoją imprezę.
Damian kilka sekund myślał, potem odparł dość podejrzanie zadowolony:
No TO DAJ ZNAĆ, jak tylko wróci! Naprawdę chcę się z wami zobaczyć.
Jasne przytaknął Marek z ulgą. Zobaczymy na kolejny weekend, zależy co los przyniesie.
Pożegnał się i wyłączył telefon, zerkając na Julię z lekkim uśmiechem.
Uff, wymigałem się, mruknął pod nosem. On naprawdę nie potrafi uszanować, że nie każdy lubi całonocne biba przy bigosie. Bardziej mnie cieszy ten nasz wspólny spokój.
Objął Julię, czując jak napięcie powolutku znika. Za oknem śnieżynki kręciły się jakby dla nich, w telewizorze śmieszni ludzie rozwiązywali problemy absurdalnie prostszymi metodami niż rzeczywistość na osiedlu.
Julia przytuliła się do Marka, chłonąc ciepło jego ciała i delikatny zapach kawy i pieczonych jabłek to był jej prywatny zapach domowego bezpieczeństwa. Tę atmosferę dopełniały odgłosy starego zegara i stłumione dialogi czarnobiałych filmowych bohaterów, których kochała od dzieciństwa.
Ja wolę właśnie tak, powiedziała cicho, zerkając mu w oczy. Obejrzyjmy coś, wypijemy herbatkę z miodem i położymy się spać. Nic nam więcej do szczęścia nie trzeba.
Marek uśmiechnął się szeroko, objął ją mocniej i już prawie usypiał ze spokojem w duszy, gdy nagle telefon zadzwonił raz jeszcze. I, rzecz jasna, znowu Damian.
Marek się skrzywił, z niechęcią chwycił komórkę.
Damian, no przecież… zaczął, próbując nie stracić cierpliwości.
Marek, ta sprawa jest poważniejsza, niż myślisz, głos Damiana był teraz jakby spięty, wręcz sztucznie poważny. Siedzę właśnie w klubie Zodiak, wpadłem tu z chłopakami przed działkowym maratonem… I wiesz co? Twoja Julia jest tutaj. Z jakimś facetem. Piją razem, ona go przytula. Szczerze, nie chciałem się wtrącać, ale… Powinieneś o tym wiedzieć. Mówiłeś, że pojechała do mamy!
Marek znieruchomiał. Zerknął na Julię, potem na swoje skarpety, sprawdzając przez sekundę, czy to przypadkiem nie sen.
Co!? zdziwił się, niedowierzając. Na sto procent? Może pomyliłeś?
Na sto, Damian był nieubłagany. Jest już lekko wcięta, śmieje się głośno, jakby cały klub był dla niej. Nawet na mnie nie reguje, skoro proszę, by pogadała z tobą. Chcesz, żebym ją zawołał do telefonu?
Marek zamknął oczy. Chaos pytań wirował mu w głowie, ale nie znalazł odpowiedzi na żadne. Paranoja czy dowcip?
Daj ją, rzucił krótko i odpalił głośnomówiący. Ciekawość zwyciężyła frustrację.
Rozległy się basy klubowej muzyki i bełkotliwe śmiechy. Przez to przebijał się damski głos łudząco podobny do Julii, aż Marek aż zadrżał.
Halo, kto tam? dobiegło lekko bełkotliwie, z charakterystycznym dla imprezując przez telefon.
Marek przełknął ślinę i spojrzał na Julię, która wyglądała na bardziej zszokowaną niż on.
Julia? To Marek. O co chodzi?
W odpowiedzi rozległ się krótki śmiech, a potem ten sam głos, tylko bardziej rozbawiony i trochę ochrypły, rzucił:
Daj spokój, Marek! Zmęczyłeś mnie tą nudą! Chcę się wreszcie zabawić, rozumiesz? Mam dość twojego wiecznego siedzenia w domu. Będę balować, ile wlezie!
Julia zerwała się z kanapy, jej twarz poszarzała. Oparła dłoń o pierś, jakby próbowała uspokoić serce.
Co za idiotyzm… Jakim cudem ta dziewczyna wie o mnie tyle, żeby udawać moim głosem?! K… Skąd ona zna twoje imię?! wyszeptała Julia, wyraźnie zszokowana.
I gdzie jesteś?
Co cię to obchodzi? odwarknął głos z telefonu. Niby twoja żona, a nie będę ci się spowiadać. Robię co chcę!
Znowu chichot, stuknięcie kieliszka, potem Damian próbował wtrącić swoje No i widzisz?…, ale Marek już wyłączył się z rozmowy. Rzucił telefon na poduszkę, gapiąc się przez chwilę w sufit.
Jeśli Julia naprawdę siedziałaby teraz w klubie? Dałby się przekonać, że to prawda?
Julia usiadła ciężko i patrzyła na Marka jakby pierwszy raz go widziała. Głos podrabiany był identyczny! Ale skąd ktoś znał szczegóły jej życia? Smutne było jedno ktoś ją perfidnie poduczył!
No pięknie… kto to wymyślił? wyszeptała, walcząc z narastającym gniewem.
Marek pokręcił głową, przeczesał włosy, które i tak były artystycznym nieładem.
Nie mam pojęcia odparł, patrząc w okno, jakby tam szukał odpowiedzi. Głos identyczny, nawet śmiech. To nie przypadek.
Damian był taki pewny… Wyobraź sobie, gdybym naprawdę nie siedziała tu z tobą! Uwierzysz mi czy tamtemu dowodowi?
Marek wysunął się do niej i przytulił ją mocno, czując pod palcami lekki dreszcz jej ramion.
Zawsze bym coś wyczuł, mruknął. Wiem, że nie jesteś zdolna do takich rzeczy. To głupi prank albo, nie wiem, spisek. Sprawdzę monitoring w tym klubie, co za baba tam była. Już ja się dowiem…
Julia schowała twarz w jego ramieniu, powoli uspokajając oddech.
No własnie, to nie ja. Tylko po co to wszystko i komu? wymamrotała.
Marek wzruszył ramionami, ale już w jego oczach iskrzyła się determinacja. Ścisnął jej rękę.
Razem się dowiemy. Komu tu zaszkodziło, to się zaraz wyjaśni…
***
Następnego dnia tuż przed południem Julia siedziała w kuchni, popijając herbatę malinową i usiłując ogarnąć maile na laptopie. Ciszę przerwał dźwięk telefonu. Na ekranie widniało imię: Damian. Zanim odebrała, poczuła, jak w gardle rośnie jej gula z niepokoju, ale wygrała ciekawość.
Cześć, powiedział ostrożnie Damian, jakby stąpał po kruchym lodzie. Rozmawiałaś już z Markiem po wczorajszym?
Julia ścisnęła telefon, od razu wyczuła, że musi zachować czujność. Celowo odpowiedziała dwuznacznie:
Tak. Pokłóciliśmy się. Marek nie dał mi dojść do słowa. Twierdzi, że kłamię.
Przez chwilę panowała cisza, po czym Damian odpowiedział z dziwną satysfakcją w głosie:
Tak myślałem… Przecież mówiłem ci od dawna, że Marek cię nie docenia. Nigdy nie rozumiał, jaka jesteś naprawdę.
Julia poczuła, jak w środku aż się gotuje, ale postanowiła odgrywać rolę do końca.
Ale o czym mówisz? spytała rzeczowo.
Damian obniżył głos; zbrzmiało to podejrzanie intymnie:
O tym, że zasługujesz na coś lepszego! Julia, ja kocham cię. Naprawdę. Mogę cię chronić, rozpieszczać… Jeśli kiedyś uciekniesz od Marka będę czekał.
Julia przez moment milczała, próbując złożyć myśli w całość. Czyżby cała ta afera to był jego plan? Czy to właśnie Damian zorganizował klubową szopkę?
Wzięła głęboki oddech i odpowiedziała cicho, lecz stanowczo:
Damian, to absurdalne. I niestosowne. Kocham Marka, wszystko za chwilę się wyjaśni. Nie wtrącaj się, proszę.
Przepraszam, jeśli przesadziłem… odparł, jakby w jednej chwili stracił cały impet swojej romantycznej akcji. Ja tylko chciałem, żebyś wiedziała, że masz na kogo liczyć. Marek zachował się podle, szuka pretekstu do porzucenia cię! Tylko chcę, żeby ci się krzywda nie stała!
Julia zacisnęła telefon w dłoni tak, że aż palce pobielały. Wzięła głęboki oddech i nie pozwoliła emocjom wziąć nad sobą góry.
A wiesz co, Damian? Po pierwsze, wczoraj siedziałam w domu. Po drugie, z Markiem nie było żadnej kłótni. Po trzecie doskonale wiem, że to ty wszystko zorganizowałeś. Tylko nie wiedziałam po co. Teraz już wiem.
Cisza w słuchawce aż dzwoniła w uszach.
Co? wydusił w końcu, a potem spróbował odzyskać rezon: O czym mówisz?
Że podstawiłeś dziewczynę, która umiała podrabiać mój głos. Kazałeś jej odegrać tę szopkę w klubie, byśmy się posprzeczali. Przyznaj się.
Przez kilka sekund panowało milczenie. Potem Damian głośno westchnął, a w jego głosie słychać było rezygnację i złość.
No… Tak, ja to zrobiłem! Bo cię kocham, Julia! Widzę, jak Marek cię traktuje. Chciałem, żebyś zobaczyła, że zasługujesz na więcej! Ja bym zrobił dla ciebie wszystko! Nosiłbym cię na rękach, piekł ci szarlotki!
Julia zamknęła na sekundę oczy, poczuła słoną nutę goryczy na języku, ale głos miała lodowaty.
Ze mną? W życiu! Zdradziłeś przyjaźń, zaufanie wszystko. Żeby spełnić swoje wyobrażenia o romansie z przyjaciółki.
W jej głosie nie było już złości, tylko jasna pewność siebie. Każde zdanie brzmiało, jak werdykt.
Julia, wybacz jęknął cicho Damian. Nie było w nim już zwycięskiej nadziei, tylko bezradność.
Ale Julia nie zamierzała dać mu szansy na kolejny teatr.
Nie wybaczę. Nie chcę cię znać. Nie dzwoń więcej. I zapomnij, że znasz Marka. Zresztą nagrałam tę rozmowę i chętnie mu ją puszczę.
Rozłączyła się, powoli odkładając telefon. Ręce trochę drżały, ale po chwili opanowała się, spojrzała przez okno na śnieg, który opadał, jak gdyby nigdy nic.
W tej chwili do kuchni wszedł Marek, od razu zauważając jej kamienną minę.
I co? zapytał napiętym głosem, ale starał się brzmieć spokojnie.
Julia odwróciła się do niego i już z lekkim, gorzko-rozbawionym uśmiechem mówi:
Wszystko jasne. Damian wszystko zaplanował, bo… podobno mnie kocha, chciał nas rozdzielić, obiecywał cuda-wianki. Czego to ludzie nie wymyślą… Żenujące.
Marek usiadł obok na kanapie i ścisnął jej dłoń. Prosty gest, a znaczył więcej niż słowa.
Nigdy nie był prawdziwym przyjacielem powiedział cicho. Od dziś możemy bez żalu pomijać zaproszenia na jego imprezy. Co za ulga.
Przynajmniej wiemy, komu ufać, mruknęła Julia, przyczulając się do niego mocniej. Wreszcie poczuła spokój.
Po kilku chwilach westchnęła z uśmiechem.
Teraz już nikt nie wymusi na nas wyjść z domu. Zawsze możemy powiedzieć: przepraszam, na waszych spotkaniach będzie ktoś, kogo nie chcemy widzieć.
Wysłała mu porozumiewawcze spojrzenie.
Marek roześmiał się głośno i już bez żadnych stresów przytulił ją jeszcze mocniej.
Dokładnie tak! Oglądamy filmy i popijamy herbatę pod kocem. I koniec świata, żaden Damian nam nie popsuje humoru.
Najlepiej! powiedziała Julia, otulając się szczelniej kocem.
I tak, podczas gdy za oknem padał śnieg, a stara lampka rozjaśniała ich własny skrawek świata, całe zaniepokojenie zniknęło. U nich było tylko ciepło, spokój i pewność, że liczą się tylko oni, ich wspólne zaufanie i domowy świat, w którym nikt obcy nie znalazłby miejsca.
***
Tymczasem gdzieś w drugiej części Krakowa Damian siedział nieruchomo w kuchni przy zimnej jak lód herbacie i gapił się w ścianę. Słowa Nie dzwoń więcej, nigdy brzmiały mu w uszach jak słynna fraza o zagrzebanej miłości.
Ale zamiast poczucia winy w nim wzbierała złość głęboka, mętna, taka typowa dla kogoś, kto czuje się skrzywdzony przez cały świat. Z zaciśniętymi pięściami marzył o tym, żeby ich bajkowy domek runął by Julia w końcu przekonała się, z jakim to beznadziejnym Markiem żyje. Że to on, Damian, był tym prawdziwie zakochanym… A przecież został tylko samotnym facetem, który źle zaplanował operację serce.
Dlaczego zawsze ktoś inny wygrywa? mruknął do kuchni, ścierając z blatu ostatnie okruchy po czerstwym serniku. Oczami wyobraźni widział Julię śmiejącą się z Markiem, tą gładką codziennością, o jakiej on sam mógłby tylko pomarzyć.
Spojrzał na swoje zapiski, chaotycznie porwał je na kawałki i wrzucił do kosza, jakby to miało cokolwiek pomóc.
A za oknem padał śnieg, przykrywając wszystko nową, czystą warstwą. Damian zamknął oczy i ścisnął filiżankę jeszcze przez chwilę łudził się, że coś się zmieni, że Julia kiedyś zobaczy, jak bardzo się myliła.
Tylko już nikt tego nie usłyszy poza nim.







