Wróżka

A jak dorosnę, to zostanę wróżką!

Jagódko, a dlaczego wróżką?

Bo tak chcę!

Jagoda zeszła z rąk mamy, gdzie właśnie przyjmowała życzenia z okazji swoich piątych urodzin, i rozprostowała puchatą spódniczkę.

Mamusiu, wróżki są wszystkie piękne i mądre! No i wszystko mogą! I ja też będę mogła!

Pewnie, że tak, kochanie! Klaudia wyciągnęła się, żeby przytulić córeczkę, ale ta wywinęła się, robiąc koziołek w bok.

A co z tortem?

Zaraz będzie! Idź się jeszcze pobawić z dziećmi. Zawołam Cię, jak już wszystko będzie gotowe, dobrze?

Dobrze!

Patrząc, jak loki Jagody, skręcone łaskawym cudem od rana, podskakują na jej ramionach przy każdym ruchu, Klaudia uśmiechnęła się pod nosem:

Rośnie mi zdeterminowana bestia! I jaka wygadana! Kto w tym wieku potrafi tak jasno formułować marzenia? To się nazywa pewność siebie: wszystko mogę!

Tylko nie wybij tej wiary z niej! Basia, najlepsza przyjaciółka Klaudii, pokiwała głową. Bo niektórzy rodzice na takie teksty reagują: spójrz realistycznie na życie, ścieżka jest długa i tak dalej. A powinnaś po prostu wierzyć w dziecko ono naprawdę może wtedy wszystko. Wiem po mojej Kamilce! Pamiętasz, jak pierwszy raz poszła do szkoły modelek…

Oj wiem, Kamilka to Twój skarb! Dziewczyny, pomożecie mi? Pora na tort. Klaudia zakręciła się na obcasie i pomaszerowała do kuchni.

Długi, jasny dom dzwonił dziecięcymi głosami. Podłoga tonęła w konfetti i resztkach balonów. Bukiet tulipanów, kupiony przez mamę Klaudii, Stanisławę, wylądował gdzieś w kącie, co Klaudię trochę zmartwiło kwiaty były przecież zamówione specjalnie na cześć wnuczki. Teraz Stanisława mieszkała blisko, ale dawniej przyjeżdżała rzadko wolała doglądać dziewczynki u siebie.

U was mi nie swojsko mówiła Stanisława boję się, że coś stłukę albo popsuję. Za bogato tu u was.

Mamo, no przestań! Klaudia się oburzała. Bogato, bo ciężko pracujemy. Sebastian tyra od rana do wieczora, ja też ciągle w biegu. Dlatego możemy, i już!

Ale u siebie czuję się spokojniej.

Jak chcesz, mnie najważniejsze, żeby Jagoda była szczęśliwa.

Stanisława była z wnuczką niemal od narodzin.

Mamo, nie mam czasu! Klaudia w pośpiechu poprawiała makijaż przed pracą. Jeśli się teraz zatrzymam, to wszystko, co osiągnęłam, pójdzie na marne. Teraz wyścig szczurów i tyle. Nie chodzi tylko o pieniądze, ale i ludzi, którym jestem potrzebna. No i przyszłość Jagody!

Ale może dla niej ważniejsze, żebyś była obok, póki jeszcze mała?

Mamo, proszę cię! Wiem, co robię! Kto się zajmie moim dzieckiem, jeśli nie ja? Kto je zapewni?

A Sebastian?

Mamo, żartujesz? Pewnie, ojciec coś tam da, ale to facet. Dziś jest, jutro zniknie. I co wtedy?

Skąd ci się to bierze, dziecko moje? Stanisława wzdycha. On ma kogoś?

Skąd mam wiedzieć?! Mam czas się tym martwić? Może ma. Nic mi nie wiadomo. Ciąża, poród z życia byłam wyjęta. Muszę nadrobić, mamo. I ty mi w tym pomożesz, prawda?

Pomogę Stanisława uśmiechała się, pochylona nad łóżeczkiem wnuczki. Taka maleńka Ty byłaś bardziej pyzata.

I co w tym złego? Mała wyrośnie!

Jagoda rosła słaba, chorowita. Anginki i kaszle zmieniały się jak fikuśne kreacje, a Stanisława już nie panikowała dzwoniła po swoją panią doktor, domową pediatrę. Klaudia nie miała na to wszystko głowy.

Przecież nie ma wysokiej gorączki! Dajcie spokój, leczyć się! Mam wideokonferencję, nie mogę gadać.

Jagoda obejmowała gorącymi rączkami szyję babci, miażdżyła nosem jej ramię i popłakiwała cichutko.

Cicho, cicho, kotek. Zrobię ci kompot, potem poczytamy bajkę i pościmy. Chcesz o wróżce?

O wróżce!

No dobrze.

Piękna książka z obrazkami trafiła do Jagody z Londynu, przywieziona przez ojca.

Sebastian, ale przecież to po angielsku! Stanisława przewracała kolorowe strony.

A co szkodzi? Niech od małego się uczy. Mama, przecież ty tyle lat nauczałaś na uniwersytecie angielski! Dasz radę z bajeczką?

A dam, dam. Ale trzeba będzie wcześniej się z nią uczyć języka, niż myślałam.

Życie Stanisławy zapełniły wnuczki: jej codzienne radości, smuteczki, szkoła, rysunki. Tylko się z tego cieszyła wreszcie życie na nowo nabrało sensu.

Ostatnie dziesięć lat, odkąd Klaudia skończyła studia i wyszła za mąż, mignęło Stanisławie jak w zamgleniu. Widziały się rzadko Klaudia wiecznie zajęta. Stanisława przestała nalegać na spotkania, żeby nie denerwować córki. Wspominała czasy, gdy dziewczyna siadała w kuchni z mięty herbatą, zwijając się w kanapię i godzinami opowiadała o szkole, studiach, życiu. Stanisława widziała w niej cały swój sens, całą energię.

Córkę urodziła wcześnie, miała ledwo dziewiętnaście lat. Szybki ślub z kolegą z roku nie przyniósł nikomu szczęścia. Rozstali się po roku, została tylko Klaudia jako wspomnienie o wielkich emocjach, których Stanisławie nie dane było już w życiu poczuć. Gdy Klaudia miała dwa lata, ciężko zachorowała matka Stanisławy i następne dwanaście lat były pasmem zmęczeń i zmagań leżąca staruszka, dziecko do opieki, do tego praca. O urodzie Stanisława nigdy nie myślała matka natura nie dała jej nawet przeciętnego wyglądu, ale była w niej jakaś godna uwagi surowa linia policzków i nosa, taka, której się nie zapomina.

Za to u Klaudii to coś rozwinęło się w pełną urodę. Stanisława z podziwem przygryzała wargi: no, swoją się udało, i to jak! Teraz musiało się tylko udać dalej nie zmarnować potencjału. Dlatego kursy baletowe, fortepian, lekcje angielskiego, francuskiego. Po maturze mogła z dumą powiedzieć, że Klaudia jest najlepszym egzemplarzem wychowania matczynego. Martwiło ją jedno córka była bezwzględnie twarda tam, gdzie chodziło o jej interes. Nie pozwalała sobie docinać, umiała tak odpowiedzieć, że nawet najbardziej pyskaci przeciwnicy tracili rezon. Każdy jej kaprys był na pierwszym miejscu, nawet jeśli oznaczało to spore wyrzeczenia dla całej rodziny.

Mamo, potrzebuję tych butów. Rozumiesz? Nie pójdę na rozmowę rekrutacyjną w tych starych. Muszę wyglądać! To jest ważne!

Stanisława wyciągała oszczędności, odkładane na wczasy, i wręczała córce. Plaża poczeka, najważniejsze, żeby Klaudia miała wszystko jak trzeba.

Ślub z Sebastianem był ukoronowaniem wysiłków. Wytarłszy cichcem łzy wzruszenia, Stanisława podziwiała jak panna młoda, jej piękna córka, przechodzi pod ramię z mężem przez najlepszą salę weselną w Poznaniu. Czy Sebastian od razu jej się spodobał? Niekoniecznie. Coś ją drażniło, ale tłumaczyła to sobie różnicą charakterów i poglądów na biznes, którego nigdy nie dotknęła. Uspokoiła się, gdy usłyszała jeszcze przed ślubem:

Mamo, ten związek to nie tylko uczucia. To również kontrakt. I to kluczowe. Rozsądek lepszy od wielkich westchnień.

Myślisz?

Tak!

A co w tym kontrakcie?

Że jesteśmy równoprawnymi partnerami. Od ślubu. Na jego wcześniejsze majątki nie wkraczam. On wymaga właściwie niewiele.

A czego?

Żebym urodziła mu syna. Wtedy umowa zostanie przewartościowana na moją korzyść.

Dziwnie…

Za to nowocześnie, mamo. Dziś świat się zmienia, zmieniają się też relacje.

Nie wiem, czy to dobrze. Dla mnie liczy się twoje szczęście.

I będę szczęśliwa!

Więcej do tego nie wracały. Klaudia zajęła się interesami, Sebastian pilnował biznesu; po drodze była jeszcze walka o zdrowie, bo sprawa syna zaczęła się sypać.

Pojawienie się Jagody było zaskoczeniem.

I po co wierzyć medycynie?! Klaudia wygładzała niebieski kocyk, kupiony przekonana, że będzie chłopak. Trzy razy! Mamo, trzy razy mówili: będzie chłopiec! I co? Widzisz tu chłopca?

Córka to przecież szczęście.

No jasne, mamo, nie o to chodzi Po prostu… tego się nie spodziewałam. I irytuje mnie wszystko. No i czas

Syn jeszcze będzie, Klaudia. Spokojnie.

Mam nadzieję

Coś się jednak zacięło. Klaudia znowu biegała po gabinetach lekarskich, w przerwach spotkań biznesowych, próbując nadgonić czas. Bez skutku. Zmienili parę klinik, a wyniki wciąż te same.

Nie wiem, co jeszcze mam zrobić, mamo. Próbowałam wszystkiego.

Może zacznij cieszyć się dzieckiem, które już masz?

Mamo!

Co powiedziałam? Jagoda czterolatek, piękna dziewczynka! Kto powiedział, że ojciec musi kochać tylko synów? Jesteś mądra! Zmień warunki tej waszej umowy.

Klaudia się zamyśliła. Może coś w tym jest?

W takim razie Jagoda powinna być w domu.

Klaudia…

Mamo, nie dyskutujemy. Za dużo czasu spędza u ciebie.

Ale ona się przyzwyczaiła!

Kto mówi, że nie będzie? Klaudia przewracała rysunki córki. Ekspertem jest! Można zapisać ją do szkoły plastycznej.

Już od roku ma prywatne lekcje Stanisława prawie płakała.

Nie dramatyzuj, mamo. I tak będziesz z nią. Nie będę zatrudniać niani, skoro mam ciebie. Może nawet wprowadź się do nas? Dom wielki, miejsca dość.

O nie! Stanisława pokręciła głową. To nie dla mnie. Ale chcę być codziennie tyle samo, co do tej pory.

Życie jednak wymusiło swoje. Pierwsza gorączka Jagody, która pojawiła się zaraz po przeprowadzce, sprawiła, że Stanisława przeniosła się do córki.

Mamo, tu masz wszystko. Przestrzeń, dziecko pod bokiem, nie przejmujesz się!

Stanisława rozejrzała się po pokoju, w którym już tydzień mieszkała, niechętnie kiwając głową.

Tak Jagoda blisko…

Skupiła się na wnuczce i nie komentowała zbytnio relacji córki z zięciem, choć dostrzegała, że są chłodne. Wolała nie wtykać nosa, są przecież dorośli. Za to dziewczynka, zawsze lekko potargana, przebiegała przez przestronne pokoje jak huragan.

Babciu, tu jest więcej miejsca niż u ciebie! kręciła się w salonie Jagoda. Mogę mieć psa?

To pytaj rodziców, kotku.

Ale dlaczego? Nie jesteś tu gospodynią?

To dom twoich rodziców. U mnie, w mieszkaniu, ja decyduję. Tu nie.

To nawet zabraniać nie możesz?

Niektórych rzeczy tak! Na przykład rozlewać mleko na stole mogę ci zabronić. Ale psa to już nie moja decyzja.

Aha!

Jagoda usiadła na podłodze i zamyśliła się mina była taka sama, jaką Klaudia miała, gdy kombinowała nad czymś trudnym. Zazwyczaj kończyło się tym, że dziecięce marzenia wygrywały ze wszystkimi przeszkodami.

Pogadam z tatą! Jagoda stuknęła się w kolano i wstała.

Rozmowa nastąpiła tego samego wieczora. Jagoda wparowała do gabinetu Sebastiana, nie zważając na jego minę:

Tato, ty mnie kochasz?

Sebastian zgłupiał. Widuje córkę rzadko, zazwyczaj: cześć, robaczku! i dalej do roboty. Na prośby teściowej o większe zaangażowanie kiwał głową, po czym zapominał. Teraz to pytanie go zbiło.

No pewnie. Każdy rodzic kocha swoje dziecko.

Ale nie chcę, żeby każdy. Chcę, żebyś ty kochał.

Chcesz coś? Nową zabawkę?

Nie! Jagoda się zmarszczyła. Chcę psa!

Robota?

Brwi dziewczynki wzleciały jej na czoło jak piórka od zmierzwionej grzywki:

Dlaczego robota? Chcę żywego psa!

Sebastian westchnął, przetarł twarz:

Dużego?

Może być mały, byle dobry.

Wybierzesz, dasz znać. Będzie pies.

Klaudia nie była zachwycona. Wieczorny spór za zamkniętymi drzwiami nie umknął Jagodzie, która, sprytna, podsłuchiwała pod drzwiami.

To nie zabawka! Nie można spełniać każdej zachcianki. To odpowiedzialność!

Jest twoja matka, jest gospodyni można opłacić kogoś jeszcze. Gdzie dziecko, tam może być pies. Będą razem biegać, zdrowiej wyjdzie.

A weterynarz? Wystawy? Wszystko?

Mało klinik w Poznaniu? Jeśli chcesz, otworzę ci własną. Wystawy? Weźcie kundelka temat z głowy. Czego ode mnie oczekujesz? Mojej córki prawie nie ma w domu, ale psa jej załatwię. Drobiazg.

Ale to nie drobiazg. To nauka, że nie wszystko od razu dostaje się za pstryknięciem palców.

A co w tym złego? Dlaczego moje dziecko nie może mieć od razu tego, czego zapragnie?

Klaudia zamilkła. Jagoda cichutko odsunęła się od drzwi. Psa mieć będzie. Reszta jej nie interesowała.

Małego szpica przywieziono dwa dni później. Po kolejnych dwóch miesiącach, tydzień po urodzinach Jagody, babcia z wnuczką wróciły do mieszkania Stanisławy. Klaudia, apatyczna, poranne espresso połykając jednym łykiem, znikała z domu na całe dnie.

Babciu, czemu ona taka dziwna?

Tego nie mogę ci powiedzieć, kotku. Mama kiedyś sama wyjaśni Stanisława głaskała to wnuczkę, to szczeniaczka.

Czemu znowu mieszkamy z tobą? Na dwa dni?

Nie, Jagódko, na dłużej…

Stanisława sama nie wiedziała, co się dzieje. Kilka dni po hucznym przyjęciu na cześć Jagody, Klaudia pojawiła się w pokoju matki, wyciągnęła jej walizkę z szafy i postawiła na środku pokoju:

Pakuj się, mamo. Wychodzimy. Spakuj też rzeczy Jagody. Ja nie mam czasu.

Stanisława zaskoczona chciała zapytać, ale gdy zobaczyła oczy córki, zamilkła.

Już, dziecko… dam radę.

Wieczorem, podając ulubioną herbatę w kubku córki, próbowała złapać jej wzrok Klaudia, zwinięta jak zawsze na sofie, patrzyła w jeden punkt.

Nie pytaj, mamo. Rozwodzimy się.

Stanisława zdębiała, spojrzała na drzwi. Jagoda oglądała bajkę nie słyszała nic.

On ma inną. I syna…

Klaudia wtuliła się w kolana, a Stanisława próbowała ją przytulić ale zobaczyła, że córka się śmieje.

Myślałam, że płaczesz…

Niedoczekanie twoje! Taka jestem, mamo. No nie wyszło…

Dlaczego Sebastian zmienił rodzinę dla Stanisławy już nie miało to znaczenia. Dość, że okazał się na tyle przystojny, że rozwód poszedł sprawnie i bez dramatu. Po pół roku Klaudia kupiła i wyremontowała trzypokojowe mieszkanie tuż obok matki, i życie znów ruszyło nieco trudniejszą, węższą ścieżką, ale spokojniejszą.

Jagoda rosła uparta, zdolna i bezczelna. Jej interesy były najważniejsze w rodzinie i nie podlegało to dyskusji. Klaudia właściwie spełniała każdy jej kaprys, nie uznając, że warto w czymkolwiek ją powstrzymywać.

Tak się nie da, Klaudia.

Mamo, czego chcesz? Rośnie bystra, przebojowa dziewczyna, która wyciągnie każdemu kawałek ciasta, jeśli uzna, że jej się należy. Teraz to najcenniejsza cecha.

Nie zgadzam się, boję się o nią.

A ja nie. Myślisz, że byłabym jeszcze z Sebastianem, gdybym myślała najpierw o sobie? Głupota

Głupota, kiedy nie myślisz o własnym dziecku! Stanisława wybuchała. Ona też ma potrzeby. Przede wszystkim matki!

Ma przecież ciebie.

I całe szczęście! Ale fajnie, jakby miała też ciebie!

Ale po co? I tak najbardziej słucha ciebie.

Dlatego, że mam odwagę jej mówić nie! A ty nigdy nie odmawiasz.

Chcę, żeby wiedziała, że jeśli czegoś zapragnie, może to mieć. Po co mam jej zabraniać? Wolę być przyjaciółką niż Cerberem.

Stanisława wzdychała zmęczona:

A jeśli przyjdzie taki dzień, kiedy czegoś nie dostanie?

Nie będzie takiego. Bo wie, czego chce. Jest naprawdę bystra.

Ja wiem… Ale życie nie zawsze jest sprawiedliwe.

Dziękuję, mamo! Klaudia była już lodowata w głosie i Stanisława milkła. Wolę żeby ona się tego nie dowiedziała.

Stanisława przerywała dyskusję nie miało to sensu. Klaudia została przy swoim. Zresztą dla Jagody argumenty babci się nie liczyły. Szła swoją drogą, pewna poparcia matki; a babcia Babcia kocha, więc też popiera.

Klaudia spędzała coraz mniej czasu z córką, pracując jak szalona. Czasem tylko brała ją na zakupy:

Musisz wyglądać lepiej niż inne. Urody ci brakuje, to sobie nadrobisz strojem i makijażem. Ucz się tego.

Jagoda słuchała w tym akurat matki Klaudia miała gust bez zarzutu. Chociaż twarzyczka Jagody niewiele przypominała matczyną, figura była już mamina i coraz częściej córka podbierała matce ubrania.

To, to i jeszcze ewentualnie to. Nie ruszaj reszty dla starszaków. Tobie nie trzeba. Klaudia przesuwała sukienki, wyznaczając córce strefę dozwoloną.

Koleżanki Jagody nie mogły się nadziwić, że mama kupuje jej tak drogie kosmetyki:

Własna skóra to podstawa. Jak będziesz się smarować byle czym, to potem nie narzekaj. Klaudia wyrzuciła tanie cienie, które Jagoda dostała od koleżanki. Co to jest?

Prezent…

Prezent prezentowi nierówny. Podziękuj, wyrzuć. Trzeba się cenić, Jagoda.

Stanisława patrzyła i nie próbowała już wpływać na córkę wiedziała, że to i tak bez sensu. Starała się tylko łagodzić harde zapędy wnuczki, niestety z marnym skutkiem. Po maturze Jagoda wybrała ten sam wydział, co mama i babcia. Głowę zanurzyła w życie studenckie Stanisława widywała ją coraz rzadziej. O ważnych zmianach dowiedziała się ostatnia.

Ślub? Z kim?! ręce odmówiły posłuszeństwa, kubek poleciał, potłukł się na kawałki.

Wojciech Piotrowicz… Jagoda zaświergotała i wgramoliła się na kanapę, przyglądając się babci zbierającej skorupy. Ale to po prostu Wojtek, mój Wojtek!

Kto to, Jagódko?

Normalny. Pracuje na uczelni, nie moim wykładowcą! Co tak patrzysz?

On…

Nie, babciu, nie jest stary. Młody jeszcze. Przystojniak.

To, że Wojciech jest żonaty, Stanisława dowiedziała się później od Klaudii.

Jak można… złapała się za głowę. I ty tak spokojnie o tym mówisz?

A co, mam się martwić jego żoną czy dzieckiem? Mamo, martwię się Jagodą! Ona chce właśnie tego faceta.

Klaudia Boże, gdzie ja was popełniłam błąd? Stanisława aż zatoczyła się do stołu, odpędzając mgłę przed oczami. Tak nie wolno…

Co nie wolno?

Rozbijać rodziny, zabierać ojca!

To nie baran na sznurku! Mamo, nie wygaduj głupot. Pomyśl lepiej o szczęściu Jagody, nie o kimś obcym.

A czy to szczęście w ogóle istnieje? Stanisława wypiła wodę i rzuciła szklanką w ścianę.

Wesele było ponure. Rodzice Wojciecha nie przyszli, wypięli się na rodzinę. Sebastian dawno mieszkał w innym mieście i przysłał jedynie klucze do mieszkania dla Jagody. Klaudia umeblowała je bez pytania córki, zresztą ta i tak była zajęta ślubną gorączką.

Mamo, zobacz, sukienka jak marzenie! Ja ją chcę! wirowała przed lustrem Jagoda.

Ta suknia nazywa się Wróżka.

Konsultantka w salonie cicho wyjęła welon. Wiedziała już, kto tu rządzi.

To znak! Pamiętasz, chciałaś być wróżką?

Tak! I będę! Będę miała bajkowe życie! Wszystko się uda!

Wszystko się uda… powtórzyła cicho Klaudia, ściskając w palcach koronkę welonu.

Stanisława z trudem przetrwała ślub, zamówiła taksówkę i pożegnała się, tłumacząc się złym samopoczuciem.

Pocałowała wnuczkę i wyszła do auta. Obejrzała się Jagoda tańczyła obok męża, czekając, aż operator każe wypuścić gołębie. Nagle Stanisławę przeszedł dreszcz Jagoda wyglądała jak przestraszony biały ptak, który tylko marzy, by wyfrunąć z tych zaciśniętych palców.

Co ja mogę, Boże… Teraz już tylko daj mi siłę…

Jagoda rozstała się z mężem szybciej, niż zdążyła się nacieszyć nową córką. Nowa miłość Wojciecha była… koleżanką Jagody z uczelni. Jagoda, w ciąży, wpadła na uczelnię po papiery i przyłapała męża z nową w pustej sali. Cofnęła się bez słowa, tylko trzasnęła drzwiami tak, że okna zadzwoniły.

Co się stało? Coś się stało?

Trzeba tam zrobić dezynfekcję rzuciła Jagoda w stronę sali, z której wyszła. Karaluch się zalągł…

Zabrała papiery, zadzwoniła do ojca z prośbą o pomoc.

I co, uciekasz z podkulonym ogonem? Klaudia patrzyła z wyrzutem na córkę. Nie mogłaś postawić go do pionu?

A po co, mamo? Jagoda spokojnie segregowała ubranka córeczki.

Bo to twoje. Tak się powinno.

Serio? A co to znaczy „powinno”, mamo? Może wtedy, gdy komuś się odpłaca tym samym? Myślałam zawsze, że będzie tak, jak chcę ja. Ale nigdy nie pomyślałam, jak się czuje ten ktoś, kogo wypycham. Ktoś inny też może mieć marzenia… Przyszłam, odebrałam czyjeś życie, czyjąś rodzinę, miłość… A teraz ktoś przychodzi po moje. Taki jest ten twój świat, mamo…

Gadasz głupoty! Nigdy nie myślałam, że będziesz się zachowywać jak obrażone dziecko.

Nie, mamo. Już nim nie jestem. Dorosłam, skrzydła wróżki już mnie nie dźwigają. Zbyt dorosła się zrobiłam…

Klaudia jeszcze coś próbowała mówić, ale Jagoda już jej nie słuchała musiała zdecydować, jak żyć dalej.

Stanisława pakowała rzeczy, ocierała łzy i doglądała prawnuczki.

Nic się nie bój, słonko! Mama jest silna. Damy radę…

Klaudia nie pojechała z córką. Stanisława zostawiła jej klucze do mieszkania i poprosiła, żeby podlewała kwiatki, po czym machnęła ręką:

Nieistotne. Dbaj o siebie.

Minęły lata. Parkowe alejki, wśród liści, przemierzała młoda kobieta z dziewczynką. Czasem mała uciekała naprzód, czasem łapała mamę za rękę i opowiadała coś z przejęciem była tak podobna do Jagody, że nie można było ich pomylić.

Zobacz, co dziś zrobiliśmy w przedszkolu! wyciągnęła z plecaczka patyczek z gwiazdką z folii. Oj, pogięła się…

Co to, Ninka?

Czarodziejska różdżka! Jak u wróżki. Tylko… pogięta.

No i co z tego? Jagoda poprawiła foliową gwiazdkę, machnęła różdżką. Widzisz? Działa! Nic się nie martw.

Skąd wiesz, że działa? Ninka otworzyła buzię. Co sobie życzyłaś?

Żebyśmy były zdrowe i szczęśliwe!

Nie działa Ninka smutnie spuściła głowę. Babcia przecież w szpitalu…

Ale już jest w domu.

Naprawdę? Ninka podskoczyła z radości.

Naprawdę. Zaraz zobaczysz!

Daj mi, mamo! Teraz ja! wyrwała mamie różdżkę, pomachała, wyszeptała coś pod nosem.

Co sobie życzyłaś?

Nie powiem!

To nie fair! Jagoda roześmiała się, poprawiając loczek pod czapką córki. Ja ci powiedziałam.

No dobrze! Powiem jedno, reszta moja tajemnica.

Słucham!

Byśmy zawsze były razem Ninka wyszeptała prawie bezgłośnie, a Jagoda uklękła przy niej.

Ninka… chodzi ci o babcię?

Dziewczynka kiwa głową.

Nie mogę ci obiecać tego na zawsze. Nie jestem aż taką wróżką. Ale możemy być razem, póki się da i kochać się nawet, gdy nie będziemy przy sobie. Gdy idziesz do przedszkola, a ja do pracy przecież wciąż się kochamy? Prawda?

Ninka kiwnęła główką i machnęła jeszcze raz różdżką.

To zmienię życzenie, dobrze?

Możesz!

Chciałabym, żeby babcia wyzdrowiała i żebyśmy długo były razem. Tak można, mamo?

Jagoda wstała, otrzepała spódnicę i kiwnęła poważnie głową.

Tak, kochanie. To najlepsze życzenie. Chodź, pokażemy babci twoją różdżkę. Może i ona czegoś sobie zażyczy. W końcu jest prawdziwą wróżką.

Naprawdę?

Oczywiście! Najprawdziwszą na świecie!

Oceń artykuł
Newskey24
Wróżka