Mamusiu
Ej, futrzaku! Skąd ty się tu wziąłeś? Zosia stanęła jak wryta, przyglądając się wielkiemu rudemu kocurowi, który siedział pod jej drzwiami.
Kot, jak można się domyślić, nie odpowiedział. W ogóle nie przejął się pojawieniem się Zosi. Nawet się nie poruszył. Tylko jego postrzępione ucho lekko drgnęło, jakby mówiło: Słyszę cię, słyszę! Ale odpowiadać, wybacz, nie będę!
No i spoko! Zofia udała urażoną i zaczęła grzebać w torebce za kluczami.
Kot, jakby rozumiejąc co robi, ustąpił jej odrobinę miejsca na wycieraczce, ale nie zamierzał się ruszać dalej, a tylko wlepiał w Zosię ogromne zielone ślepia.
Gdy klucze wreszcie się odnalazły, Zosia zaczęła się mocować z zamkiem, zerkając co chwila na nieproszonego gościa.
Kupili to mieszkanie z mężem dopiero dwa miesiące temu. Niewielkie, dwa pokoje, ale dla nich to był szczyt marzeń. Ktoś powie, że nie ma co się cieszyć starym blokowiskiem na Pradze i trzeba marzyć o czymś większym. No cóż! Może to prawda. Ale Zosia i Bartek tylko śmialiby się w twarz takiej osobie. Bo jeszcze pół roku temu nawet nie myśleli, że mogą mieć własny kąt. Mieszkali kątem u dziadka Bartka na Żoliborzu w starej kamienicy i samo to, że mogli żyć razem, już było dla nich powodem do szczęścia.
Zosia, tylko z sąsiadami się nie pokłóćcie! mówiła jej teściowa, pani Elżbieta, pomagając porządkować pokój przed ślubem. Dobrzy ludzie, choć pijący.
To co w nich takiego dobrego, skoro piją? Zosia uśmiechnęła się krzywo, wykręcając szmatę i poprawiając opadające loki z czoła.
Te jej loki doprowadzały Bartka do zachwytu, ale ją samą do szału. Zwłaszcza przy sprzątaniu. Ile by nie próbowała ujarzmić tych burzliwych loków, one zawsze się wymykały, kręcąc się nad czołem jak zbuntowany dmuchawiec.
Trudno to wytłumaczyć Elżbieta kręciła głową. Za dużo im się w życiu przytrafiło, a nie każdy umie dobrze pokierować swoim losem.
To Zosia potrafiła zrozumieć. Jako sierota, wychowana w rodzinie zastępczej, która pozbyła się jej tuż po skończeniu przez nią osiemnastki, za dobrze wiedziała, jak ludzie lubią się nad sobą użalać, tracąc z oczu tych, którzy od nich zależą.
Mama porzuciła Zosię, gdy miała ledwie trzy latka. Zostawiła ją na dworcu Warszawa Centralna, z karteczką w kieszeni kurtki i jednouchim pluszowym zajączkiem. Zosia siedziała na ławce, jak kazała mama, i czekała na jej powrót, cicho popłakując i tuląc swojego steranego Zbyszka. Bardzo chciało jej się do toalety, ale była przekonana, że jeśli ruszy się z miejsca, mama będzie na nią bardzo zła, może nawet ją uderzy. Więc siedziała, wierciła się na ławce i rozglądała za mamą.
Tamta już nie wróciła. Za to podszedł duży pan w granatowym mundurze. O coś zapytał, a Zosia pokręciła tylko głową, nie chcąc odpowiadać. Już nie miała siły płakać. Było jej zimno i mokro, bardzo też chciała jeść, a pan w mundurze dalej zadawał pytania, których ona nie rozumiała. Dopiero gdy dotknął uszka jej zajączka i zapytał:
Jak ma na imię twój przyjaciel?
Zosia trochę się rozkleiła. Podniosła głowę i szepnęła:
Zbyszek…
Pan najpierw pogłaskał zajączka, potem Zosię i zapytał:
Mama odeszła dawno temu?
I wtedy Zosia nie wytrzymała. Rozpłakała się na głos, a pan zaczął ją uspokajać, przez radio wołając jakąś panią, a ludzie na dworcu wreszcie uznali, że warto zwrócić uwagę na samotną dziewczynkę, która tyle czasu siedziała cicho pośród kłębiącego się tłumu.
Dlaczego mama tak zrobiła, Zosia dowiedziała się dopiero wiele lat później. Przyszła do niej przed maturą jakaś obca kobieta, wyciągając ręce i wołając:
Córeczko, znalazłam cię! Przytul mamę, tak bardzo za tobą tęskniłam!
Wtedy Zosia już dawno była u rodziny zastępczej siedmioro dzieci poza nią i własne dzieciaki rodziców. Nikt nie chodził tam głodny, ani ubrany zbyt skromnie. Wszyscy mieli jakieś zajęcia i dobrze radzili sobie w szkole, ale równie dobrze wiedzieli kiedy skończy się osiemnaście, zmykają z domu, bo zaraz na ich miejsce przyjdą kolejne dzieci.
Choć nie miała bliskiego kontaktu z rodziną zastępczą tam panowała zasada, że ciepło i bliskość są zbędne, liczą się obowiązki to nie rzuciła się w ramiona kobiety, która ją wołała.
A przecież, co tu kryć, bardzo tego pragnęła. O tym śniła nocami, kiedy dzieciarnia w pokoju już spała, a Zbyszek wyłaniał się spod poduszki, cały już wytarty, ale wciąż jedyny, najbliższy Niedobrze, gdy jedyną rodziną dziecka staje się pluszowy zając
Dlatego Zosia marzyła o mamie. O dniu, gdy ją odnajdzie, przyjedzie, przytuli i zabierze do siebie I będzie kochać. Jak to jest nie wiedziała, ale widząc koleżanki z matkami, rozumiała, że tak bywa.
Gdy jednak mama zjawiła się, zapłakana, wołając Zosię do siebie, dziewczynka nawet na sekundę nie uwierzyła tym łzom. Wmawiano jej, że nie może pamiętać tamtego dworca, tej mokrej ławki, bo była za mała. Z czasem przestała się sprzeczać. W końcu oni wiedzą lepiej! Ale swojej pamięci nie oszukała. Może nie ze szczegółami, ale wiedziała był dworzec. Głośny, tłoczny, przerażający. I na tym dworcu została sama.
Jedna z sióstr, Natalia, która była z Zosią w jednej klasie, zainterweniowała gdy ta odsunęła się od obcej kobiety próbującej ją objąć.
Zoska, kto to w ogóle jest? Natalia stanęła przed Zosią, zasłaniając ją.
Nie wiem Zosi kręciło się w głowie, świat wirował, słowa pędziły jak pojazdy na rondzie Dmowskiego w godzinach szczytu.
Proszę pani, chyba się pani pomyliła. Moja siostra to jest, a pani nie znamy! Natalia złapała ją za rękę pociągnęła w stronę domu. Mamie opowiem wszystko! Spadaj pani!
Zosia, choć z Natalką różnie bywało, ścisnęła jej dłoń z wdzięcznością. Tak wróciły do domu ręka w rękę. Na zdziwione spojrzenie mamy odpowiedziały chórem:
Co tak patrzysz?!
I od tej pory Zosia miała siostrę.
Natalia, którą od Zosi różniło tylko to, że ją rzucił pijący ojciec, też skrycie marzyła o bliskiej osobie. Nawet jeśli nie z krwi.
Z mamą Zosia spotkała się jeszcze raz, tydzień później. Ta przychodziła pod szkołę niemal dzień w dzień, ale już nie rzucała się na Zosię z ramionami, tylko szeptała:
Porozmawiaj ze mną, córeczko!
Zosię to córeczko irytowało okropnie, ale Natalia tylko wzruszała ramionami.
Niech sobie woła jak chce. To tylko słowo.
To właśnie Natka doradziła Zosi pogadać z matką.
Nic nie stracisz. Poznasz prawdę. Pytaj do bólu! Bo raczej drugi raz tej szansy nie będzie. I przestaniesz się zastanawiać, czy coś z tobą było nie tak.
Skąd wiesz, że tak myślę? Zosi aż opadła szczęka.
Jaka zagadka! Natalia krzywo się uśmiechnęła. My wszystkie tak mamy. Przecież też myślimy, że coś było z nami nie tak, że nas zostawili
Tak myślisz?
Tak, ja również
Nigdy tego nie mówiłaś
Ty też nie. O tym się nie gada, Zosia. Płacze się w poduszkę. Ja płaczę, ale niedługo przestanę. Dorosnąć czas.
Rozmowa z mamą nie dała Zosi nic specjalnego.
Zostawiłaś mnie.
Przepraszam, córeczko!
Nie nazywaj mnie tak! Denerwuje mnie to.
Dobrze, dobrze! Nie będę. Nie gniewaj się!
Dlaczego tak zrobiłaś?
Trudno mi było. Nikt mi nie pomógł, twój tata wyrzucił mnie z domu.
Czemu?
Powiedziałam mu, że ty nie jesteś od niego.
To prawda?
Nie.
Czemu więc tak powiedziałaś?
Pokłóciliśmy się. Byliśmy młodzi, głupi rozeszliśmy się
A potem?
Pokłóciłam się z mamą, postanowiłam wyjechać. Ale gdzie z dzieckiem? Zostawiłam cię więc. Wiedziałam, że ktoś się tobą zajmie. Zostawiłam kartkę, że wrócę
I myślałaś, że to wystarczy? Jaka z ciebie matka?!
Wiem, że zawiniłam! Jeśli pozwolisz mi to naprawić
Co chcesz naprawić? Oddasz mi te wszystkie lata bez ciebie? Przepraszam, ale jesteś dziwna! Ja nie chcę cię już widzieć. Nie przychodź do mnie!
Nie wybaczysz mi?
Nie wiem. Może i wybaczę, ale nie zapomnę! Nie potrafię!
Co masz pamiętać?! Byłaś za mała, nic nie pamiętasz!
Po tych słowach Zosia wstała i wyszła. Wtedy postanowiła: już nigdy nikt nie zdecyduje za nią, co powinna, a co nie.
Natalia ją zrozumiała.
Twoja decyzja. Jeśli czujesz, że to dobrze nie żałuj. Idź dalej!
Natalka, jaka ty mądra
Jeszcze nie, ale będę. Chcę się uczyć!
Kim chcesz być?
Psycholożką. Może wtedy zrozumiem, jak żyć dobrze.
Śmiały się potem z tego Kilka lat później, gdy Natalia miała już córeczkę, powiedziała Zosi:
To bzdet! Nikt nie wie, jak żyć dobrze. Ani ty, ani ja, ani nikt.
To jak, Natalka?
Jak? Wesoło! Tak, by najbliżsi mieli dobrze, czuło, ciepło. A obcy niech patrzą i zazdroszczą! Niech im się seriale nie podobają przy twoim życiu.
Ty umiesz!
Staram się! śmiała się Natalia, przewijając córeczkę.
Patrząc na Natalię, Zosia uczyła się dystansu do siebie, łagodniała
Uważała mieszkanie w kamienicy? Też dobrze! Blisko centrum, blisko pracy. Sami zrobili mały remont i żyje się, jakby już połowa marzeń się spełniła. Teściowa miała rację, sąsiedzi bardzo porządni ludzie. Tak, stracili córkę, więc piją Ale nie robią burd, nie przeszkadzają innym. Trzeba umieć współczuć.
Ale Zosia nie umiała długo przyjąć tej prawdy. Jej dotąd nikt nie żałował poza Natalią.
Pomogli jej teściowa i dziadek.
Pani Elżbieta była kobietą z gatunku tych, których nic nie złamie. Energiczna, głośna, dobroduszna i gotowa na wszystko. Przyjęła Zosię jak swoją. Natalia uznała to za wyczyn.
Tylko się nie spodziewaj po nich nie wiadomo czego, Zoska. doradzała, szykując siostrę na rodzinny obiad Dla nich jesteś nikim. Sierota, bez własnego M, nie dostałaś nawet mieszkania od miasta.
Ale walczyliśmy! Zapisali mnie na listę!
I pamiętasz, który masz numer na tej liście? No to już. Jeszcze trochę poczekasz A teściowej nie mów, bo po co? Lepiej liczyć na siebie. I nie licz, że zrobi dla ciebie cuda. I nie pokazuj zębów od razu.
Natalka, nie mam trzynastu lat!
Po prostu cię ostrzegam z człowiekiem potrzeba czasu. Przyjrzyj się jej i pozwól jej się przyjrzeć. Ona nie musi cię kochać, bo wybrałaś jej syna.
To akurat Zosia rozumiała bez słów.
Elżbieta na początku nie przypadła jej do gustu. Wszystko w niej było za bardzo. Głośna, energiczna, zawsze coś załatwia, pomaga, zmienia. Zosi nikt wcześniej tak nie dogadzał. Nawet od Bartka przyjmowała tylko minimum troski, a tu w teściowej wszystko ją drażniło.
Zosiu, płaszczyk stary mi się zrobił. Pomożesz mi wybrać nowy? pytała Elżbieta.
Choć niechętnie się godziła, to później nie mogła nadziwić się ze sklepu wracały obładowane torbami, ale większość rzeczy zawsze była dla Zosi. Nowa kurtka, wymarzone kozaki, torebka Nawet nie musiała nic wybrać, pani Ela zawsze przypadkiem kupowała coś, co wpadło Zosi w oko.
Wiedziała, że Elżbieta jest trochę niesamowita.
Kim była dla niej? Synową? Prawie. Tak naprawdę zupełnie obca dziewczyna, którą przyprowadził do domu syn. Opieka nad nią, a już na pewno miłość Takie rzeczy istnieją tylko w bajkach. Zosię więc wszystkie te gesty i rozmowy od serca peszyły nauczyła się być grzeczna i wdzięczna, ale bliskości nie było.
Ale Elżbieta chyba ją rozumiała i nie narzucała się więcej niż trzeba. A chęć Zosi do zamieszkania osobno rozumiała bez większych słów.
Dziadek już starszy. Sam sobie nie daje rady. Musimy się nim zaopiekować. Bartek, ty przeprowadzisz się do jego pokoju.
Mamo, a my gdzie?
Do dziadkowego. Po prostu się zamienicie. Jesteście młodzi, dacie sobie radę sami. Dziadek potrzebuje spokoju.
Dziadek Bartka słuchał rozmów z uśmiechem pod wąsem. Po przeprowadzce, w weekendy budził córkę i wołał:
Zbieraj się, śpiochu! Czas do parku, trochę ruchu!
Ela wzdychała, wyłaziła spod kołdry i towarzyszyła ojcu w marszu, a potem pomagała mu się hartować zimną wodą.
Tato, chyba dobrze zrobiłam?
Oczywiście! Młodzi muszą sami odbić sobie guzy. Nie wtrącaj się, póki sami nie poproszą o pomoc.
A Zosia? Przyszła do mnie prawie boso
To co innego. Tu twoje matczyne prawo. Tylko nie przesadź. Ona jest dumna, musisz uważać.
Ela posłuchała ojca i do młodych wpraszała się tylko na zaproszenie. Rady, jeśli już, to delikatnie, a zawsze przypominała sobie, jak też nie raz kłóciła się ze swoją teściową.
Jesteś mamą! teściowa kiwała głową, patrząc jak drżą jej ręce, próbujące przewinąć małego Bartka czego się boisz?
A jeśli coś zrobię źle? Zrobię mu krzywdę? Jest taki malutki
Żadna kobieta nie umie niczego, zanim weźmie własne dziecko na ręce. Wszystkie się uczymy. Zapamiętaj mama nie zrobi krzywdy swojemu dziecku! Po prostu poczuj, czego potrzebuje. Zawsze możesz pytać. Ja pamiętam swoje początki.
Za to była wdzięczna. Bartka ojca i babci już nie znał, zmarli gdy miał roczek, ale Ela nieprzerwanie podkreślała, jak byli dla niego dobrzy.
Bardzo cię kochali! Babcia nie mogła cię wypuścić z rąk, a tata kupował ci kolejne piłki, bo uważał, że nigdy ich za dużo
Mamo, dlaczego tak wyszło? Przecież tata świetnie prowadził auto!
Nie wiem, synku. Silna mgła, słaba widoczność, jechał z babcią do ciotki była chora i mieszkała sama. Zadzwoniła, że źle się czuje Nie dało się odmówić. A potem Ciężarówka nie zatrzymała się w porę
Mamo, tęsknisz za nim?
Bardzo! Gdyby nie ty i mój tata Nie wiem co by ze mną było. Bardzo go kochałam.
A on ciebie?
Oczywiście. Wiem to.
Skąd? Jak poznać, że to prawdziwa miłość?
Ludzie często żyją razem z wygody, nie z uczucia. Ty rozumiesz, czego chcesz?
Chcę jak wy! Żeby mnie ktoś kochał Chcę ślubu z miłości, nie z przypadku. Chcę, by ktoś chciał ze mną przeżyć życie
Doczekasz się, synku! Tylko nie śpiesz się, jeszcze wszystko przed tobą!
Może dlatego, gdy w ich domu pojawiła się Zosia, Ela chętnie ją przyjęła. Jeśli syn wybrał tę dziewczynę, jej też wypadało się przyzwyczaić.
Z Zosią trudne były tylko początki. Jej kolce, które wystawiała, by się chronić, zniknęły z czasem, a Elżbietę zaczęła traktować niemal jak przyjaciela.
Decyzja dziadka o sprzedaży pokoju trochę Zosię zmartwiła.
Pogodzonaś? dziadek Bartka układał dokumenty przed sprzedażą, a Zosia pomagała mu na prośbę teściowej. Martwisz się, że nie będziecie mieć gdzie mieszkać?
Nie! Jesteśmy dorośli, damy radę. Możemy wynająć pokój albo mieszkanie. Zależy ile Bartkowi wyjdzie wypłaty po zmianie pracy, a moja pensja starczy najwyżej na taki pokój, jaki mieliście.
A zły on?
Wcale nie! Gdybym miała pieniądze, chciałabym go kupić. Ale to tylko marzenia. Na własne mieszkanie pracować będziemy jeszcze długo. Ale mamy cel, trochę już odłożyliśmy. Grosze, ale zawsze coś. Natalia mówi, że nawet mała zaskórniak daje poczucie przyszłości. I ma rację! Damy radę!
I dobrze, dzieciaki! Cenię w was tę samodzielność! dziadek się uśmiechał.
Co aż tak śmiesznego mówię?
Dziadek nie odpowiedział, tylko pogłaskał ją po policzku i kazał nastawić czajnik.
Napijemy się herbaty i poplotkujemy. Stary już jestem, tylko to zostało. Ela cię nie dręczy?
Co pan! Zosia aż podskoczyła na stołku. Ani razu mnie nie skrzywdziła!
No już spokojnie! Aż się plamkami pokryłaś! Uspokój się!
Czemu pan tak mówi?
A jak? dziadek udawał niewinność. Jest twoją teściową!
I co z tego?!
A bajki o złych teściowych, co nie dają synowej żyć? To ściema?
Kompletnie! Może niektórych gryzą, ale na pewno nie mnie! Co ja panu będę opowiadać, przecież pan wszystko wie!
Wiem, że Ela cię traktuje jak córkę. Nie zamykaj się przed nią. Jest dobra kobieta.
A mnie nie trzeba żałować! Sama wszystkich bym pożałowała!
I dobrze, ale czemu nie chcesz być żałowana?
Nie lubię tego!
O, to ja już nie przyjdę!
Jak to?! Zosia prawie wylała herbatę.
Bo póki byłem pewien, że ty mnie żałujesz, dobrze mi u was było. A skoro to źle według ciebie, to koniec!
Nic z tego nie rozumiem! Współczucie to chyba nic dobrego? Czyż nie?
To zależy co masz na myśli. Dawniej po polsku żalować znaczyło kochać. Jak bliska osoba choruje, to potrzebuje miłości? Czy raczej współczucia?
Chyba tego drugiego
No właśnie! Jak z duszą źle? Co wtedy zrobić?
Pożałować?
Brawo! dziadek się uśmiechnął Tylko współczuj też z rozumem.
Jak to?
Jak np. twój mąż piłby i latami byś go żałowała, pożytku żadnego. Albo jakby dziecko coś złego zrobiło, a ty zamiast karać współczucie. Wtedy też niewiele dobrego. Współczucie z głową trzeba stosować.
To ja pana żałuję
Wiem! I cenię to bardzo, bo nie dlatego, że jestem stary.
Nie.
Tylko że pan mi się podoba!
I tak ma być! Bo ja ciebie też żałuję!
Dziękuję A kto zasługuje na współczucie?
Ci, których serce wskaże. Bliscy, mąż, dzieci zwierzęta też. Ale współczucie jednorazowe niczego nie daje. Lepiej przygarnąć, dać dom. Wtedy coś zmienisz.
Czemu?
Bo dobro wraca. Jak coś dasz, to los się odwdzięczy.
To właśnie tę rozmowę Zosia sobie przypomniała. Kocur na wycieraczce siedział przed ich własnym mieszkanie, kupionym dzięki dziadkowi i Elżbiecie, i chyba też czekał na trochę współczucia. Nawet ręki Zosi nie odrzucił. Dał się pogłaskać, ale gdy zaprosiła do środka, ruszył nagle na schody, zostawiając Zosię w osłupieniu.
Byłby zaszczyt prychnęła, już chciała zamknąć drzwi, gdy na schodach pojawił się futrzasty znowu.
Ale nie sam.
Kociak, którego rudy targał za kark, był jego małą kopią.
Szok! Zosia wzięła w dłonie miauczące rudaski, a kot znów pobiegł po następnego.
Drugi malec był równie rudy, ale nieco bardziej energiczny nie miał ochoty dać się przenosić, więc Zosia śmiała się do łez, patrząc jak kot upuszcza malca raz, drugi, ale nie poddaje się, znów łapie za kark i przynosi do nowej pani.
No toś się naopiekował, koteczku! Zosia przejęła kociaka i szeroko otworzyła drzwi Wchodźcie, czy to już wszyscy?
Kot ostrożnie przekroczył próg, patrząc z nieufnością na Zosię tulącą maleństwa.
No chodź, nie bój się! Tu was nikt nie skrzywdzi! Gdzie wasza mama?
Kot nie odpowiedział, za to chwycił za kark jednego z kociąt i zaczął coś mu tłumaczyć przy kuwecie.
O rany, tyś się matką urodził! Zosia śmiała się, a potem ściszyła głos, żeby nie przestraszyć maluchów Czekajcie, sprawdzę lodówkę, coś was trzeba nakarmić!
Kot jakby rozumiał, popatrzył z aprobatą, a Zosia poszła do kuchni.
Wieczorem zwołała rodzinę na naradę.
Pani Elżbieto, jeśli pani nie pozwoli, spróbuję je oddać znajomym. Ale na ulicę już nie wyrzucę. Szkoda mi ich. Maleństwa są Nie wiem, co z matką, czemu opiekuje się nimi kocur, ale to dziwne.
Zosiu, kochana, dlaczego pytasz mnie o zgodę? Ela głaskała kociaka leżącego na kolanach To wasze mieszkanie. Róbcie, co chcecie! Przecież wszystko dobrze zrozumiałaś. Działajcie! A co im dałaś do jedzenia?
Mleko. Dobrze chociaż, że już umieją pić.
Tego wezmę do siebie, jak podrośnie. Resztę…
Postaram się znaleźć dom, ale kota chcę zostawić. Mam się od kogo uczyć.
Czego, mogę spytać? Ela ze zdziwieniem uniosła brwi.
Bartek się uśmiechnął, kiwnął żonie i pozwolił ogłosić wieść, którą trzymali w tajemnicy do urodzin Elżbiety.
Jak dobrze być mamą Będę mieć dwóch nauczycieli. Panią i tego futrzaka.
Zosia pogłaskała kota za ucho i pierwszy raz od dawna się rozpłakała, gdy Elżbieta ją przytuliła.







