Wyimaginowana przyjaciółka

Wyimaginowana przyjaciółka

Przy Małgosi już trzeci dzień kręciła się cała gromada uczniów. Dziewczyna uchodziła w całej szkole za wróżkę i prawdziwego psychologa. Każdy chciał uszczknąć kawałeczek jej mądrości. Zaczepiali ją przy łazience, dosiadali się w stołówce, przynosili cukierki, zeszyty z zadaniami domowymi i inne drobne upominki, które jednak zawsze odmawiała przyjąć.

Podoba mi się Michał z 5b. Myślisz, że kiedyś się z nim ożenię? zapytała z rozmarzeniem koleżanka z klasy, Basia.

Nie radzę. Michał tylko na zewnątrz taki grzeczny, a w rzeczywistości całymi dniami dłubie w nosie i zjada gluty. No, głodna przy nim nie będziesz, zawsze coś pod ręką, ale na tym się wszystko kończy. Całe życie tak przegrzebie, odpowiedziała Małgosia, popijając herbatę i chrupiąc obwarzanka.

Ble! Ależ obrzydlistwo! To może Olek? Sam widzisz prymus, gra na gitarze Basia znów się rozpogodziła.

Olek dręczy koty. Przywiązuje do ogona puszkę po groszku i goni za nimi po podwórzu. Okrutny będzie, a jeszcze od wódki nie stroni.

Dlaczego tak sądzisz?

A widziałaś kiedyś gitarzystę, co był na trzeźwo? Zresztą po co się tym na razie przejmować chłopacy nie zając, nie uciekną. Lepiej popraw matematykę i przestań obgryzać paznokcie, bo robaki się zalęgną.

Nie mam przyjaciół. Wszyscy mówią, że jestem gruby i nigdzie mnie nie zapraszają Paweł z 4c odepchnął zakochaną Basię tak, że zjechała ławką na drugi jej koniec.

W środę ruszają zapisy na zapasy. Zgłoszenia u pana Tomka. Schudniesz może nie od razu, ale już nikt cię przezywać nie będzie. No i pamiętaj, przyszłej żony tak nie odpychaj.

Małgosia wstała od stołu i zaniosła tackę do zmywaka.

Małgosiu, jak myślisz, lepiej zapisać się w tym roku na prawo jazdy, czy poczekać do przyszłego? niby od niechcenia zapytała pani od geografii, pani Zofia, przy zlewie.

Pani Zofio, na kurs prawa jazdy idzie się wtedy, gdy się ma własne auto, a pani ma tylko Poloneza po tacie. Widzisz różnicę?

Chyba chyba widzę

Małgosia przewróciła oczami, umyła ręce i dorzuciła:

Sprzedajcie tego złoma, za pieniądze kupcie lepiej rower i krótkie spodenki, za dwa miesiące i tak Panią będą wozić do szkoły. Albo, lepiej weźcie kredyt na mieszkanie procenty są jak puch, a mieszkanie z rodzicami do trzydziestki piątki to nie towarzystwo. To mówi osoba, która wie, co mówi.

Odprowadzana osłupiałym spojrzeniem, Małgosia pomaszerowała do swojej klasy na lekcję techniki.

W czterdzieści minut, podczas gdy inne dziewczynki uczyły się wszywać igłę do maszyny i korzystać z linijki krawieckiej, Małgosia zaszyła domowe spodnie, zwęziła spódnicę i na szydełku zrobiła parę wełnianych skarpet, które wręczyła pani Magdzie, nauczycielce techniki, tłumacząc, że w ciąży trzeba mieć ciepłe stopy. Pani Magda natychmiast wybiegła po test ciążowy, a następnego dnia cała klasa jadła pyszny tort z czekoladą, którym nauczycielka podziękowała Małgosi.

W domu dziewczynka też zachowywała się nietypowo. Skarciła mamę za kupiony farsz i sama ulepiła pierogi. Wieczorem, zamiast oglądać YouTube, siadła do Trzech muszkieterów i co chwila szeptała do kogoś półgłosem. Ojciec rzucał na nią spojrzenie zza monitora, a Małgosia zwróciła mu uwagę, że się garbi. I radziła, by poszedł wytrzepać dywan zamiast szwendać się po brudnych stronach w internecie.

Po szkole krążyły już najdziwniejsze plotki, nauczyciele zaczęli niepokoić się i zwołali psychologa. Zorganizowano specjalną naradę podczas lekcji, na którą przybył cały komitet nauczycielski wraz z dyrektorem.

Małgosiu, dziecko kochane, czy ktoś ci w szkole dokucza? zaczął wypytywać pan doktor z modną brodą i w okularach.

Dokucza mi to, że na szkołę przeznaczono wiele milionów złotych, a do sali gimnastycznej kupiono tylko starego kozła i dwa metry liny.

Wszyscy odwrócili się do dyrektora, który nagle musiał pilnie wyjść przez otwarte okno.

Nie masz przyjaciół?

Przyjaźń to pojęcie względne westchnęła Małgosia, kręcąc swoje warkocze. Dziś bawisz się w berka na przerwie, a jutro twoja przyjaciółka myje ci talerze w domu, gdy ty wypełniasz PIT-y.

Poczekaj jakie PIT-y, jakie talerze? Kto ci takich rzeczy naopowiadał?

Moja koleżanka.

No właśnie, tu jest sedno! Możesz ją tu przywołać?

Ależ ona tu jest zupełnie spokojnie odpowiedziała dziewczynka, czym wprawiła wszystkich w niemały szok.

My jej nie widzimy. Jak ma na imię?

Bronisława.

Co ty powiesz, a ile ma lat?

Siedemdziesiąt.

Co jeszcze ci mówi?

Mówi, że zęby trzeba myć od dziąseł, że pies na naszym podwórku nie jest zły, tylko głodny i wystraszony, że o rodzinie nie wolno zapominać. A jeszcze, że przez ostatnie pięć lat źle Pani wyliczali podatek od nieruchomości trzeba pojechać do urzędu i poprosić o korektę według wartości rynkowej, bo liczyli po starej.

Psycholog wszystko sobie zanotował, a ostatnie nawet podkreślił dwukrotnie.

Na końcu wezwano rodziców przez szkolny radiowęzeł.

Zaczekajcie! zawołał rozemocjonowany głos ojca przez słuchawkę. Tak miała na imię moja mama! Zmarła dziesięć lat temu

Pokój wypełniło szeptanie i cichutkie modlitwy.

No właśnie, minęło dziesięć lat, a nikt nawet nie zajrzał na grób. Wszystko zarosło, płotek się przewrócił burknęła Małgosia.

No, chciałem pojechać, ale ciągle nie było kiedy mamrotał w słuchawce ojciec.

Skończyła się narada.

Następnego dnia cała rodzina pojechała na cmentarz. Małgosia nigdy nie widziała babci znała ją tylko z lakonicznych wspomnień ojca. Odszukanie grobu nie było proste dawne pole rozrosło się w morską ławicę marmurów, tam, gdzie kiedyś szumiały sosny. Dziewczynka przywiozła bukiet żółtych tulipanów, wstawiony w przeciętą na pół plastikową butelkę. Tata naprawił ogrodzenie, mama wyrwała zielsko.

Tato, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, tylko po uszy tkwisz w robocie i internecie, przez co nie masz czasu na nic nawet na mnie.

Ojciec poczerwieniał ze wstydu i ze zrozumieniem kiwnął głową.

Obiecaj, że się poprawimy pogłaskał córkę i potem zdjęcie na nagrobku.

Teraz już jest spokojna i nie będzie mnie więcej odwiedzać, choć mi jej będzie bardzo brakować, bo była bardzo serdeczna, wesoła i mądra.

Tak właśnie było. Babcia umiała przejrzeć człowieka na wylot. Czy jeszcze coś ci przekazała?

Tak. Powiedziała, że twoja dieta ogórkowa to bzdura. Jak chcesz schudnąć, idź na siłownię. I żebys nie otwierał waluty na obcej walucie w banku trzeba było wszystko dokładnie policzyć. A z tym tanim cementem na fundament pod altanę, który zamówiłeśTata się uśmiechnął, wziął Małgosię za rękę i razem stali jeszcze chwilę, słuchając cichego wiatru szeleszczącego między nagrobkami.

Wiesz co, Małgosiu? Może ty rzeczywiście masz w sobie kawałek babci. Może to taka rodzinna mądrość.

Też tak myślę. Ale teraz, tato, chodź. Babcia mówi, że czas na lody. Gałkowe, waniliowe dodała, patrząc porozumiewawczo w stronę starego zdjęcia na płycie.

Ojciec wybuchnął śmiechem, mama uśmiechnęła się przez łzy. W drodze powrotnej nikt się już nie spieszył. Tego wieczoru, pierwszy raz od dawna, usiedli razem w kuchni, śmiejąc się i rozmawiając, aż zabrakło światła w oknach sąsiadów.

Od tamtego dnia Małgosia nie słyszała już znajomego głosu za uchem. Ale czasem, gdy bardzo się zamyśliła, czuła delikatne muśnięcie ciepła przy ramieniu i była pewna, że w rodzinie nigdy nie zabraknie ani mądrości, ani miłości.

A jeśli kiedyś ktoś w szkole o coś ją zapyta, Małgosia już wie, co odpowie.

Najlepsze rady są te, które płyną prosto z serca. I których nikt nie widzi, ale każdy może poczuć.

Oceń artykuł
Newskey24
Wyimaginowana przyjaciółka